Honda CB750 K5 – unikatowy oryginał

Witaj Wojtku

Jakiś czas temu zrobiłem mały „wypad” w związku z ciekawym ogłoszeniem internetowym. Pojawił się na aukcji ciekawy „jak informował sprzedawca” egzemplarz hondy cb four. Jako że maszyna znajdowała się zaledwie 50 kilometrów ode mnie, postanowiłem złożyć wizytę sprzedawcy. W pamięci pozostaje mi jeszcze ciekawy artykuł szymonfzs o Suzuki R5, postanowiłem więc zrobić coś na jego wzór. O tyle sprawa jest dla mnie ciekawa, że Marcin (sprzedawca hondy) okazał się prawdziwym rockersem. W załączeniu artykuł oraz zdjęcia owej Hondy, jak również innych maszyn Marcina. Wojtku jeśli uznasz że nadaje się to na stronę Cafe Racera to niewątpliwie ucieszysz mnie swoją decyzją. Jeśli jednak uznasz że nadaje się to do kosza – zrozumiem.

Szerokiej drogi!
Adam Tatoj

Kiedy po przebudzeniu dostrzegłem kątem zaspanego jeszcze oka, że sobota wita mnie promieniami słońca, wiedziałem już że to będzie udany dzień. Nie tyle pogoda wprowadzała mnie dobry nastrój, co wizyta u właściciela Hondy Four z 1975r. w stanie „prawie jak nowy” jak informował opis w ogłoszeniu. Widok promieni słońca i braku deszczu dodatkowo wzniecał mój optymizm, gdyż planowałem udać się na tą wizytę swoją Hondą CB750 model k4. Po przebudzeniu szybka kawa, śniadanie, obowiązki rodzinne i kilka minut po godz. 11.00 próba telefonu do właściciela sprzedawanej maszyny. Próba niestety nieudana, nikt nie odbiera. Dopiero któraś z rzędu próba połączenia przynosi efekt w postaci krótkiej i treściwej rozmowy, którą przeprowadziłem krótko przed godziną 13.00. Uzgodniłem że za godzinę jestem. Dopiero po odłożeniu telefonu i chwili otrzeźwienia kalkuluję że w godzinę się nie wyrobie. Co prawda do pokonania mam zaledwie 50km, ale pozostaje mi do przestudiowania droga na Google View z uwagi na fakt, iż czeka mnie przejazd przez szereg bardziej, ale i mniej mi znanych opolskich wsi. Z domu udaje mi się wyjechać dopiero 30 min po rozmowie ze sprzedającym, wliczając w to przestudiowanie drogi i rozgrzanie maszyny. Po drodze jeszcze tylko stacja paliw i ruszam w drogę. Przy okazji przypomniałem sobie że lasy Turawy są dość urokliwe – przynajmniej jak dla mnie. Droga mija mi dość przyjemnie, same wsie i lasy. Stan nawierzchni dobry, pozwalający na odcinkach śródleśnych rozwinąć prędkość do 180km/h. Przy okazji wspomnę, że niedawno zakupione opony (krytykowane przez wielu) sprawdzają się świetnie i sprawiają że nawet na odcinkach gdzie asfalt jest poorany koleinami czuję się pewnie i zakręty pokonuję przyklejony do drogi. W drodze rozmyślam o tym co zastanę na miejscu, cały czas mając przed oczami cenę i opis sprzedawanej hondy „stan jak nowy”. Zastanawiam się też nad miną sprzedawcy – gdyż nie poinformowałem go, że przyjadę na Hondzie Four o rok starszej od sprzedawanego przez niego egzemplarza. Docieram pod wskazany adres. Na drodze dojazdowej do posesji stoi dwóch mężczyzn. Wiedzę zdziwienie na ich twarzach gdy podjeżdżam motorem bliźniaczo podobnym do sprzedawanego egzemplarza. Ruchem ręki jeden z mężczyzn sygnalizuje że dobrze trafiłem. Ściągam kask i jeszcze przed zgaszeniem silnika na dzień dobry słyszę; „świetna maszyna… cześć Marcin jestem”. Drugim z mężczyzn okazuje się sąsiad Marcina, który nie chcąc przeszkadzać, oddala się na swoją posesję. Marcin najpierw bacznie przygląda się mojej maszynie nieustannie ją komplementując. Odpowiadam; „świetną maszynę to ja tu przyjechałem oglądać”. Ruszamy w kierunku garażu i już po chwili moim oczom ukazuje się pięknie zachowana Honda CB 750 Four model K5 w kolorze „Planet Blue Metallic”, w stanie oryginalnym. Motocykl wygląda nieomal jak w dniu kiedy opuszczał mury fabryki. Co prawda widać na niej pazur czasu, ale to dodaje jej autentyczności i charakteru. Stan motoru powala mnie na kolana. Koła niczym nie odstają od świeżo odrestaurowanych kół w mojej hondzie. Na zbiorniku paliwa tylko delikatne odpryski, które nie ujmują motocyklowi niczego, a już na pewno wartości. Ogólny stan lakieru bardzo dobry. Motor faktycznie zachowany w oryginale, a w dodatku w 100% kompletny. Moje czujne oko zna w końcu te motocykle jak własną kieszeń. Lata studiowania dostępnej literatury oraz informacji w Internecie, a także fakt iż posiadam dwa egzemplarze Hondy Four sprawiają że trochę na temat tych motocykli już wiem. Dłuższą chwilę przyglądam się oryginalnym wydechom, które są w stanie rewelacyjnym – kolanka nie przebarwione, zadbane „do bólu” co stawia ten motocykl na półce z nazwą „unikat” . Stan licznika pokazuje, autentyczny moim zdaniem, przebieg niespełna 27tyś. mil. Z niecierpliwością wyczekuję aż Marcin odpali motor. Sprawdzam z ciekawości dłonią czy silnik zimny i już po chwili odpalamy motor. Motocykl zapala „od strzała”. Co mnie zaskakuje – silnik pracuje od samego początku równo i płynnie. Po chwili podkręcamy manetkę. Muzyka! Muzyka której uwielbiam słuchać! Również muzyka której mam niewątpliwą przyjemność słuchać na co dzień odpalając własną maszynę. Przyznaję się jednak Marcinowi, że moja Honda wymaga rozgrzania na starcie i dopiero po chwili silnik pracuje tak jak jego motocykl. Choć wsłuchując się w silnik Marcinkowego egzemplarza i mojego, przyznaję, że jego motocykl brzmi o wiele lepiej. Ale nie ma się co dziwić stan licznika w Marcina motorze pokazuje o blisko 20tyś. mil mniej niż ma moja maszyna, przed którą – w co wierzę – kolejne tysiące mil do przejechania. Marcin pokazuje mi komplet dokumentów, do motocykla. Co mnie pozytywnie zaskakuje – to książka serwisowa i karta gwarancyjna z wpisami, oraz certyfikat USA o legalności posiadania. Marcin informuje mnie, że motocykl (tak jak i mój) pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Do Europy trafił dzięki kolekcjonerowi z Niemiec, od którego Marcin nabył Hondę rok temu. Pytając o powód sprzedaży, Marcin zdradza mi plany na przyszłość związane z kolejnym motocyklem. Przy okazji dowiaduję się, że Marcin to „swój człowiek” i ma w planach chęć posiadania rasowego cafe racer’a. Jakby tego było mało w jego garażu znajduję jeszcze Hondę Gold Wing – delikatnie stylizowaną na cafejkę. Marcin zdradził również, że „fourka” kupiona była z myślą o stworzeniu właśnie Cafe Racera”, ale jej kapitalny nieomal stan, oraz kompletność, odwiodły go od tego pomysłu. Poprzednia maszyna Marcina to również ciekawy motocykl; Honda GB500 Clubman. W dość długiej rozmowie łatwo było mi odkryć, że Marcin to najprawdziwszy rockers z krwi i kości. Gdy rozmawialiśmy o cenie „fourki”, Marcin mówił, że cena jest taka jak być musi. Rok temu dał tyle samo po wszelkich opłatach i przewiezieniu motocykla do Polski, więc tracić pieniędzy nie ma zamiaru. Jednak stan motocykla tak mnie onieśmielił, że nawet nie próbowałem negocjować. Gdy nawet teraz pomyślę jaki motocykl mógłbym kupić w salonie za 36000. zł., to na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Być może te 36 tysięcy to kupa forsy, być może można kupić za to ciekawą maszynę. Ja jednak zdecydowanie wybrałbym legendarną fourkę z lat 70-tych w stanie wręcz idealnym, która sprawi mniej kłopotów eksploatacyjno serwisowych niż nie jeden współczesny motocykl zakupiony w salonie. Udokumentowana historia i niski przebieg to plusy które oferuje prezentowany egzemplarz. Pozwolą one jeszcze przez wiele lat na bezawaryjną jazdę i cieszenie się z posiadania czegoś naprawdę unikatowego. O ile starą CB 750 four można dziś kupić bez problemu chociażby w Niemczech czy USA, to znalezienie egzemplarza w takim stanie, stopniu oryginalności i z tak niskim przebiegiem graniczy z cudem. Fani tych motorów na zlotach czy imprezach poświęconych temu modelowi w Niemczech czy we Włoszech „liczą oryginalne śruby” nie mówiąc już o innych podzespołach, co w ich przekonaniu ma świadczyć o wartości tego motocykla. Tak zachowany egzemplarz stanowi niezłą wartość kolekcjonerską nie mówiąc już, że z roku na rok ta wartość będzie tylko wzrastać. Po zrobieniu kilku zdjęć przychodzi pora się pożegnać. Odpalam swoją Fourkę i obieram kierunek „dom” by resztę soboty spędzić z rodziną. Droga powrotna wydaje się jeszcze przyjemniejsza. Słońce z nieba nie schodzi, ale temperatura nie przeszkadza w pokonywaniu kolejnych kilometrów. Jadąc, przed oczami mam jeszcze K5 i zastanawiam się czy znajdzie ona nowego właściciela czy nie. Czy Marcin zrealizuje swoją kolejną motocyklową fantazję o której na razie nie napiszę a tylko wspomnę, że jak motocykl będzie w Polsce to będzie to okazja na kolejny artykuł o niesamowitej i UNIKATOWEJ wręcz maszynie. Marcin mówił, że z ceny nie zejdzie i najwyżej motocykl zostanie u niego. Bez względu na to czy ta wspaniała maszyna zostanie u niego w garażu, czy cieszyć będzie nowego właściciela, będzie to na pewno dobra inwestycja i szansa posiadania starego, a zarazem jakby ”nowego”, legendarnego już motocykla.

Krótki rys historyczny
Honda CB 750 Four debiutowała w Tokio w 1968 roku. CB 750 Four był pierwszym motocyklem z czterocylindrowym silnikiem, umieszczonym poprzecznie oferowanym seryjnie. Wcześniej to rozwiązanie znane było jedynie z torów wyścigowych czy motocykli nieseryjnych. Po raz pierwszy zastosowano tu również seryjne hydrauliczne hamulce tarczowe. Four’ki dysponowały mocą 67 KM co pozwalało im rozwinąć prędkość do 200 km/h. Dzięki czemu w latach 70’ ich właściciel mogli poczuć się jak kierowcy maszyn z torów wyścigowych. Legendarna furka produkowana była w latach 69-76 (modele od k0 do k6) Później Honda wypuściła na rynek odmłodzoną wersje CB modele K7 – K8 oferując również automatyczną skrzynie biegów. Uzupełnieniem serii były modele F (Super Sport) bazujące na ty samym silniku. Ich następcą był model CB 750 KZ z silnikiem Bol d’or już na dwóch wałkach rozrządu.

Jedna odpowiedź na „Honda CB750 K5 – unikatowy oryginał

  1. JCB pisze:

    Piękności !