Jiří & Jiří – jedenaście lat na torze

8.04.2014

Jiří Hlavsa – jako kierowca i Jiří Snop w roli „pająka”, startujący z numerem M96, są prawdziwymi weteranami w czeskich wyścigach zabytkowych sidecarów. Wszystko zaczęło się 11 lat temu, gdy jako dwaj koledzy z pracy, wpadli na pomysł, by wspólnie zbudować sidcara. Za bazę posłużył im piękny Rudge Ulster Grand Prix 500 z 1937 roku. Postanowili stworzyć replikę czeskiego sidecara startującego w okresie przedwojennym. Był to fabryczny zestaw wyścigowy, który później został rozebrany. Z oryginalnych części udało się odnaleźć jedynie boczne koło, które wróciło na swoje miejsce. Przy rekonstrukcji przyjaciele postanowili nieznacznie wzmocnić dodatkowymi dźwigarami przednie zawieszenie, które często nie wytrzymywało ekstremalnych przeciążeń. Oryginalne sprzęgło zostało zastąpione żużlowym z motocykla Jawa – niestety, seryjne sprzęgło nie wytrzymuje więcej jak trzy okrążenia toru. Silnik ma zwiększoną kompresję, co pozwala na używanie metanolu zamiast benzyny i znacznie zwiększa jego osiągi. Wszystko to sprawia, że motocykl – mimo leciwego wyglądu – jest bardzo „narowisty” i zaskakuje swymi osiągami.
Z podziałem ról – kto będzie kierowcą, a kto pasażerem – nie było problemu. Wyszło to jakoś samo. Przy wyprowadzaniu zestawu z warsztatu na pierwszy rozruch, jeden chwycił za kierownicę, a drugi za wózek i tak już zostało. Nie mieli żadnych doświadczeń w prowadzeniu takiego pojazdu, ani nie mieli kogo się poradzić. Po każdym przejeździe ustalali pomiędzy sobą jak powinien zachować się kierowca, a jak pasażer, by poprawić wynik i tak stopniowo nabierali wprawy. Trudno tu mówić o jakiś treningach. Ponieważ Jiří Hlavsa i Jiří Snop startują na torach drogowych – starają się brać udział w jak największej ilości z całego cyklu czeskich wyścigów, by jak najszybciej osiągnąć formę. W sekrecie – pół żartem, pół serio – zdradzili mi, że przed rozpoczęciem sezonu robią małe przetarcie, przed którym „pająk” musi wypić dwa piwa, by nabrać odwagi i szybko przypomnieć sobie swoje umiejętności. Przez te wszystkie lata startowali nie tylko na czeskich wyścigach, ale i w Szwajcarii, oraz w Austrii: m. in. na Glockner Alpenstrase, czy Memoriale Klausena, gdzie w 2006 roku zdobyli pierwsze miejsce. Najbardziej jednak lubią tory uliczne w Czechach, a pośród nich tor w Brannej: z długą prostą Start/Meta, technicznymi zakrętami i sporymi wzniesieniami. Nie bez znaczenia jest pewnie i to, że jeden z nich znalazł w Brannej żonę. Oczywiście, gdy ma się żonę z Brannej, trudno żeby rodzina nie wspierała obu Jirzych w ich pasji. Jednak nie zapominają jak ta pasja jest niebezpieczna. Wszyscy bardzo przeżyli kolejną stratę przyjaciół. Tym razem w kilka lat po tragicznym wypadku w Horicach, gdzie na sidecarze zginął ojciec (burmistrz Brannej) z córką, na początku sezonu 2013 miała miejsce kolejna tragedia. Na torze ulicznym w Nepomuku zginął ich przyjaciel: kierowca sidecara z numerem startowym Z66 –Ondřej Nechanický, a jego pasażer Robert Boháč walczy w szpitalu o powrót do pełnosprawności. Takie zdarzenia psują zabawę i przypominają, że trzeba z pokorą podchodzić do swojego wieku i sprawności. Jiří Hlavsa coraz częściej myśli nie o wyścigach, a swoim zabytkowym motocyklu z koszem, do którego wkłada kilkuletniego synka – Marka i zabiera na podmiejskie wycieczki…

Tekst: Wojtek Kopczyński
Tłumaczenie rozmowy: Zbyněk Hanáček

Fot. wojtek Kopczyński

036

Clipboard03

Clipboard07

Clipboard04

IMGP5726

Możliwość komentowania jest wyłączona.