DRUGI KASK

No to gdzie schowałeś ten drugi kask, co go niby dla mnie kupiłeś?
– Po co ci on??
– Wezmę go ze sobą do pracy a ty przyjedziesz po mnie motocyklem i podrzucisz do dentysty. To jest na drugim końcu miasta, tramwajem zajmie mi godzinę…
– A co się stało, że nagle chcesz jeździć ze mną na motocyklu??
– Skoro już go kupiłeś, to niech się na coś przyda…

Słuchał żony i nie mógł uwierzyć własnym uszom. Gdy kupował motocykl,  specjalnie postarał się dla niej o dodatkowy kask. Nie chciał kupować byle jakiego a pieniędzy miał wtedy mało, ledwo wystarczyło na dwudziestoletnią Hondę. Na niewiele to się zdało. Anka – zgodnie z zapowiedzią, gdy wyjawił jej swój zamiar – nie chciała nawet spojrzeć na motocykl. To prawda, że w domu nigdy się nie przelewało, ale teraz, gdy wreszcie znalazł porządną pracę, pomyślał, że  może sobie pozwolić na to jedno małe marzenie, jakim był powrót do motocykla po piętnastu latach przerwy. Niestety, za każdym razem, gdy wybierał się w jakąś dłuższą trasę, albo planował kupić coś do motocykla, musiał wysłuchać, jak jego egoistyczny wybryk rujnuje domowy budżet, bo akurat dziecku trzeba kupić nowe buty i opłacić zajęcia z plastyki a stary dywan już trzeci rok czeka na wymianę. Radość z każdego wyjazdu na zlot, czy na spotkanie z kumplami na motocyklach doprawiona była wyrzutem sumienia – czy po powrocie nie trzeba będzie pożyczać kasy na tydzień przed wypłatą. Na co dzień unikali rozmów o motocyklu równie skrzętnie – jak w domu wisielca tematu sznura. Jeśli już do nich dochodziło, nie kończyły się niczym dobrym. Zawsze słyszał od niej, że motocykl – to jego sposób na ucieczkę od codziennych obowiązków, z którymi ona sama musi się borykać. Koledzy –  motocykliści, to banda cynicznych męskich szowinistów, którzy mało, że rozwalili swoje rodziny, to teraz próbują zrobić to samo z nimi, że trzeba się pogodzić z tym, że skoro nie stać ich na samochód – to na motocykl też…

– Bądź u mnie jutro pod pracą w pół do czwartej i zostaw mi ten kask gdzieś na wierzchu, to go wezmę już ze sobą do pracy.
– Dobra. Zostawię Ci go w przedpokoju…

Na miejsce zajechał punktualnie o wyznaczonej przez Ankę godzinie. Szybko zdjął kask i rozpiął kurtkę, bo popołudniowe słońce ostro grzało. Z głównego wejścia do biura sznureczkiem wychodzili w pośpiechu urzędnicy. Wypatrywał Anki, ale nadaremnie. W końcu ją dojrzał. Papieros mało mu nie wypadł z ust, gdy zobaczył w czyim towarzystwie jego żona opuszcza budynek.  Przecież to był „Siwy” – sekretarz największego klubu motocyklowego w mieście. Skąd oni się znają i co on tutaj robi?
– Panie dyrektorze, to jest mój mąż Franek. Franek poznaj pana Jana Siweckiego, mojego nowego szefa…
– Dajmy spokój z tym „panem” – „Siwy”  jestem.
– Franek, ale kumple mówią na mnie „Powolny”…
-Ach to ty jesteś „Powolny”?! Słyszałem o tobie! U nas w klubie mówią, że jeszcze nikt na żadnym zlocie nie wygrał z tobą w konkursie na powolną jazdę. Ja dopiero od miesiąca pracuję w tej firmie, dlatego jak dziś zobaczyłem kask u pani Ani na biurku, to ucieszyłem się , że trafiłem na bratnie dusze.

W paru słowach wymienili imiona wspólnych kolegów – motocyklistów, „Siwy” zaprosił ich do siebie na towarzyskiego grilla w przyszłym tygodniu, pożegnał się jak ze starymi kumplami i poszedł do swego Harleya stojącego na drugim końcu parkingu. Anka ochoczo wcisnęła kask na głowę i wskoczyła na tylne siedzenie ich Hondy z taką wprawą, jakby to robiła co najmniej od dwóch lat…

Jedna odpowiedź na „DRUGI KASK

  1. lonnet pisze:

    Anka – cóż przewrotność kobiet nie zna granic. Moja Anka ostatnio rzuciła hasło będę jeździła jesli poprawisz siedzenie, na tym zydlu to tylko kozy wozić możesz, cóż naked nie jest to podobania się – odrzekłem, ale ja tak – usłyszałem w odpowiedzi.

    A historia, chyba każdy kto jeździ na 200 ma podobne wyrzuty sumienia, zwłaszcza gdy po powrocie usłyszy…. czy ja Ci kiedykolwiek zabroniłam iśc do garażu lub jechać z kolegami….(w sumie nie zabroniła- sic!!!)