Kupujemy drugi motocykl… po 25 latach

Wielu motocyklistów popełniło w swoim życiu ten sam błąd – sprzedało motocykl tuż przed ślubem. Powody bywały różne: finansowe, emocjonalne… Często też bywaliśmy przymuszani do tego czynu w delikatny, ale stanowczy sposób przez swoje wybranki. Nieważne! Grunt, że po 25 latach doznaliśmy olśnienia: przecież możemy ten błąd naprawić i to od zaraz! Trzeba tylko rozwiązać kilka ważnych problemów. Wcale nie chcę tu zaczynać wykładów na temat „Jaki motocykl” – bo to akurat doskonale wiemy. To ma być właśnie TEN motocykl, o którym marzyliśmy przez całą młodość i nie była nas na niego stać, ewentualnie TEN motocykl, który mijaliśmy wczoraj na parkingu i który nam się teraz śni po nocach. Zostawmy więc to i wróćmy do prawdziwych problemów.

Problem pierwszy: Co na to powie żona?

Z tym problemem możemy sobie w prosty i łatwy sposób poradzić. Oto rozwiązanie: „Kochanie! Zgadnij jaki prezent kupiłem Ci na rocznicę ślubu?”

Nie chwyci? Nie przejmujcie się tym, bo żadne inne rozwiązanie też nie chwyci. W jaki sposób byście tego nie tłumaczyli – to nie obalicie argumentów, że hormony wam zalały szare komórki, że to pewnie nowy sposób na przygruchanie sobie młodszej kochanki, że sklerotyk na motocyklu to zagrożenie dla innych kierowców… itd. itd.

Problem drugi: Co na to powiedzą dzieci?

Tutaj należy spodziewać się skrajnie różnych reakcji. Na ogół córka będzie waszym pomysłem zachwycona. Wiele zyskacie w jej oczach, a jeśli jeszcze obiecacie, że od czasu do czasu przewieziecie ją po mieście lub podrzucicie na zajęcia tak, żeby koleżanki widziały – macie wiernego wspólnika w rodzinnym spisku.

Jeśli chodzi o syna, to sprawa nie musi być taka prosta jakby się pozornie wydawało. Krążą oczywiście legendy o „warsztatowych klimatach”, o męskiej solidarności powstającej w rodzinnym garażu, ale w tej sytuacji nasz syn może spojrzeć na nas całkiem innym okiem. Od dzisiaj dostrzeże w nas rywala czyhającego na jego pozycję „samca Alfa” w rodzinnym stadzie. Jeśli, na domiar złego, jego narzeczona wpadnie w zachwyt słysząc o waszym pomyśle, obdarzając was powłóczystym spojrzeniem, przyjdzie wam stanąć przed prawdziwym problemem: zamiast jednego motocykla, trzeba będzie wysupłać jeszcze na drugi – dla syna.

Problem trzeci: Co na to powie sprzedawca?

Tutaj sprawę należy załatwić krótko. Nie ma co wysnuwać swoich przemyśleń, teorii życiowych czy wspomnień przed ekspedientem w salonie czy sprzedającym motocykl z ogłoszenia małolatem. Oni, podobnie jak wasza żona, nic z tego nie zrozumieją. Mówmy krótko: to nasz kolejny, „nasty” już motocykl w życiu albo, że to niespodzianka dla syna – dlatego kupujemy go w tajemnicy przed nim, choć sami nie za bardzo się na tym nie znamy i dlatego nie wiedzieliśmy ile biegów ma motocykl, który pragniemy kupić. Sprawa nieco się skomplikuje przy kupowaniu stroju motocyklowego. Zwłaszcza, jeśli uparliśmy się kupić biało-niebieską Suzuki GSX-R, lub zieloną Kawasaki Ninja. Z góry musimy się pogodzić z tym, że łysiejący facet po czterdziestce, przymierzający przed lustrem jednoczęściowy kombinezon – zerkający to z lewej strony to z prawej na swój brzuszek wystający spod szczelnie przylegających do ciała skór – nigdy nie będzie tak dobrze wyglądał jak stojący przed sąsiednim lustrem dwudziestopięciolatek w takim samym stroju…

Problem czwarty: Co na to powie szef?

Tutaj znów mamy do czynienia z syndromem „samca Alfa”, jednak tym razem kupno kolejnego motocykla nie wchodzi już w grę. Nie pozostaje nam nic innego jak wysondować w niby przypadkowych rozmowach, jaki jest stosunek naszego przełożonego do motocyklizmu w ogóle. Jeśli okaże się, że w jego życiorysie nie pojawił się nigdy motocyklista, który odbił mu dziewczynę, lub spuścił łomot na dyskotece – to jest szansa, że przy najbliższym rozdzielaniu podwyżek zostaniemy potraktowani przez szefa przychylnie.

W podsumowaniu można powiedzieć tylko jedno. W Wielkiej Brytanii, Czechach czy w Niemczech nikogo nie dziwi widok 60-latka na motocyklu. W Polsce siwe włosy pod kaskiem motocyklowym – zwłaszcza sportowym – wciąż należą do rzadkości. Młodych motocyklistów nie dziwi może jedynie widok starszego pana na bogato chromowanym cruiserze. Postarajmy się się jak najszybciej naprawić swoje błędy z młodości i wracajmy na swoje wymarzone motocykle nie oglądając się na to co sobie o nas inni pomyślą a może zmieni się i w naszym kraju nastawienie do motocyklistów „po sześćdziesiątce”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.