GARAŻOWE KLIMATY

„No to o której wrócisz?..” Jak można zadawać takie pytanie mężczyźnie udającemu się do garażu?! Dlaczego żonie tak trudno zrozumieć zjawisko zapętlenia czasoprzestrzeni, występujące we wszystkich garażach? Zjawisko jest tym silniejsze, im większe jest garażowe skupisko. Ot, może się zdarzyć, że tylko niesiesz  naładowany akumulator, aby go włożyć do motocykla, a tu napotykasz grupkę garażowych sąsiadów debatujących nad upartą kosiarką, która od godziny nie chce zapalić. Już wiesz co cię czeka. Nie wiedzieć czemu większość ludzi uważa, że jak ktoś ma motocykl, to na pewno zna się na kosiarkach i z każdą sobie poradzi. Jeśli odmówisz pomocy,  narazisz na szwank pozytywną opinię o motocyklistach. Na szczęcie dla wszystkich motocyklistów, jakimś cudem twoją uwagę przyciąga niepozorna blaszka, która „powinna być tak, a nie tak” i kosiarka ożywa, a ty umacniasz swój autorytet wśród garażowej społeczności.  No ale czy żona zrozumie, że ta dodatkowa godzinka spędzona przy kosiarce, to był twój wewnętrzny obowiązek o wiele ważniejszy niż punktualne rozpoczęcie obiadu?… Uważam, że oprócz pojęcia czasu „letniego” i „zimowego” powinno się wprowadzić „czas garażowy”. Bywa  bowiem, że czas się zatrzymuje wraz z nakrętką, która żadnym sposobem nie daje się odkręcić . Rusza on  dopiero z ową nieszczęsną nakrętką, nie bacząc, że „czas astronomiczny” wyprzedził go o kilka godzin. Osobiście uważam, że nic tak nie przeszkadza w garażowej pracy, jak włączone radio, w którym spiker regularnie przypomina mi, która to właśnie jest godzina.

Garażowa społeczność –  to drugi fenomen o jakim chciałem tu wspomnieć. Jej członkowie dobierali się latami, tworząc idealny obraz społeczeństwa żyjącego w pełnej symbiozie. Czyżby ten fenomen mamy zawdzięczać temu, że w społeczeństwie tym nie ma kobiet???  Coś w tym jest…  Średnia wieku garażowej społeczności jest dość wysoka. Młodzi wolą spotykać się na wyjazdach lub w knajpach,  potrzebują garażu bardziej dla swoich pojazdów niż dla siebie. Ludzi, których mam na myśli, można spotkać w garażach od rana do wieczora. Przaśne czasy PRL-u nauczyły ich, że benzynę trzeba oszczędzać, a o samochód dbać, jakby się go miało jeden na całe życie. Dlatego zamiast jeździć swoimi Polonezami, Deawoo czy Skodami, wytaczają je przed garażowe wrota i myją, pastują, polerują…  Nieraz zamykając pod wieczór drzwi garażu po całodziennej przejażdżce widzimy ich z puszką piwa, lub „małpką” gorzałki w ręce, wciśniętych w ciemne kąty swoich garaży. Popijając, wspominają dawne czasy – zdając sobie sprawę, że ich czas mija tak samo, jak minął już czas świetności ich samochodów.

Pole magnetyczne, to trzeci wyznacznik garażowych klimatów.  Lato mija, dzień coraz krótszy, wieczory zimne, a garażowe pole magnetyczne tak ciągnie, że nie sposób wysiedzieć w cieplutkim domku, u boku kochanej żony, w otoczeniu przemiłych dzieciaków. Wychodząc z psem na spacer coś mnie ciągnie w kierunku garażu, żeby choć na chwilę pobrudzić ręce garażowymi wrotami i poczuć w płucach niezdrowe,  garażowe powietrze. Czyżbym już powoli stawał się członkiem garażowego społeczeństwa?…

Możliwość komentowania jest wyłączona.