DROBNOMIESZCZANIE I ICH OLŚNIEWAJĄCE MASZYNY

Drobnomieszczaństwo to nie grupa społeczna – to stan umysłu. Motocykliści nie są tu wyjątkiem i również wśród nich zdarzają się „Drobnomieszczanie”. Łatwo ich rozpoznać pośród rzeszy motocyklowego „pospólstwa” – zwłaszcza, że w miarę wzrostu popularności i dostępności motocykli, jest ich wśród nas coraz więcej. Rozpoznaję ich z łatwością. Najpierw, po lśniących – a raczej olśniewających – motocyklach, wyposażonych obowiązkowo w głośne wydechy. Jako, że najczęściej „olśniewające” wrażenie robią na gapiach cruisery – to właśnie właściciele tych maszyn są najbardziej narażeni na pomylenie ich z Drobnomieszczaninem. Motocykl to jeszcze nie wszystko, po czym można ich rozpoznać. Drobnomieszczanin ma na sobie zawsze nowiutki strój motocyklowy. Nie żeby był taki rozrzutny i co chwila kupował nowy, po prostu okres jego fascynacji motocyklizmem albo nie trwa od dawna, albo fascynacja nie jest zbyt intensywna. Świeżo zakupione kurtki i motocykle spędzają większość czasu porządnie zakonserwowane w garażach, stąd wyglądają wiecznie jak nowe.

Miejsce i czas potencjalnego spotkania z Drobnomieszczaninem na drodze można łatwo przewidzieć. Będą to okolice Mrągowa w okresie trwania Picnic Country. Drobnomieszczanie w całej Polsce pakują wtedy do przepastnych sakw przytroczonych do swych motocykli skórzane kowbojskie kapelusze, do relingów przykręcają maszty z polską flagą a na tylnych kanapach usadzają swoje „Lady” i masowo wytaczają się na drogi. Jednak z prawdziwymi patriotami, wożącymi z dumą polskie flagi na swych motocyklach nie sposób ich pomylić. W rozmowie z Drobnomieszczaninem dowiesz się, że gardzi on wszystkim co jest zrobione w Polsce. Po prostu, nie ma zaufania do swoich rodaków a Polska kojarzy mu się jedynie z zacofanym krajem, który przynosi wstyd Europie.

Jadąc do Mrągowa Drobnomieszczanie po drodze gorliwie pozdrawiają wszystkich mijanych motocyklistów, nawet tych pędzących w przeciwnym kierunku dwupasmówką, oddzielonych od nich szeroką wysepką czy barierką. Jednak na tym kończy się ich potrzeba solidarności z motocyklową bracią. Nie oczekujcie, że zatrzymają się widząc na poboczu stojący motocykl i jego właściciela oczekującego pomocy. Za to bardzo chętnie zatrzymują się w każdym większym napotkanym po drodze zajeździe. Najczęściej miejsce parkowania wybierają tuż koło ogródka ze stolikami, nie dbając o to, że hałas z wydechów ich olśniewających motocykli może obudzić małe dzieci drzemiące w podróżnych fotelikach a smród spalin niekoniecznie poprawia apetyt jedzących posiłek. To wszystko nie ma znaczenia w porównaniu z potrzebą zaistnienia w społeczeństwie jako „człowiek drogi”, zsiadający ze swej maszyny niczym pokryty pyłem prerii rewolwerowiec z konia, skupiając na sobie ponure spojrzenia gnuśnych bywalców Saloonu.

Drobnomieszczanin uwielbia brać udział we wszelkich paradach motocyklowych. Czym większa parada – tym większa satysfakcja. W paradach motocyklowych można bez trudu dojrzeć Drobnomieszczanina, bo zawsze pozwala odjechać poprzedzającym go motocyklom by za bardzo nie zasłaniały go przed wzrokiem gapiów. Nieważne, że organizatorzy wychodzą z siebie, widząc postrzępiony szyk tak mozolnie ustawianej kolumny.

Drobnomieszczanin uwielbia się „integrować” z motocyklowym środowiskiem, zwłaszcza gdy jest to środowisko klubowe. Dla fotografii, na której widnieje w otoczeniu „starych kumpli” ubranych w klubowe kamizelki z magicznymi literkami „MC” – Drobnomieszczanin gotów jest poświęcić bardzo wiele. Gotów jest nawet wyłożyć sporą kwotę na składkę dla sierot z domu dziecka w ramach akcji charytatywnej organizowanej przez klub motocyklowy, o którym nigdy wcześniej nic nie słyszał. Gdy na domiar okaże się, że w ramach wizyty w sierocińcu będzie organizowana parada motocykli, wioząca prezenty – nasz Drobnomieszczanin kupi w sklepie z zabawkami największego pluszowego misia, takiego mierzącego 150 cm i ważącego 10 kg. Przytroczy go sobie do tylnej kanapy zamiast swojej „Lady” by już z daleka można go było dostrzec w kawalkadzie motocykli i przyciągać do siebie obiektywy kamer telewizyjnych. Co go obchodzi, że taki „kolosalny” prezent na nic się nie przyda żadnej sierotce, że te pieniądze można było wydać na biedne dziatki w bardziej pożyteczny sposób… Ważne jest ta fotografia z „kumplami z MC”, którą będzie się chwalił przed koleżankami z pracy i chwila chwały, gdy rodzina ujrzy go w lokalnych wiadomościach telewizyjnych. Bo tak naprawdę, to Drobnomieszczanie nie lubią dzieci. Ledwo tolerują własne…

Jest jednak granica tej dobroczynności. Nie ma mowy by Drobnomieszczanin dał się namówić na honorowe oddawanie krwi. Żeby nawet sam „Presi” klubu motocyklowego padał przed nim na kolana i proponował miejsce na czele parady – nic nie wskóra. Drobnomieszczanie nie lubią oglądać krwi, zwłaszcza własnej przelewanej dla innych. Akcję Motoserce zostawiają więc „pospólstwu”.

Czy należy tępić drobnomieszczaństwo na motocyklach? Absolutnie nie! Drobnomieszczanie są bardzo pożyteczni. Od kogo kupowalibyśmy pięcioletnie motocykle z prawie zerowym przebiegiem, albo prawie nieużywane kurtki skórzane? Kto utrzymywałby mechaników w warsztatach motocyklowych, zlecając im wymianę oleju, żarówek lub usunięcie poważnych awarii instalacji elektrycznej polegającej na wymianie spalonego bezpiecznika?

6 odpowiedzi na „DROBNOMIESZCZANIE I ICH OLŚNIEWAJĄCE MASZYNY

  1. Michał pisze:

    ha ha ha!
    w sumie to każdy z nas jest w jakimś stopniu „drobnomieszczaninem” czyż nie???

    • wojkop pisze:

      Dokładnie!!! 🙂
      Choć ze smutkiem przyznaję, ze nie wszyscy czytelnicy tak to zrozumieli…

  2. cyborg pisze:

    To chyba raczej wy dwaj nie zrozumieliście przekazu.. Pewnie młodzi jesteście..

  3. wojkop pisze:

    A to co innego 🙂