Krótkie wprowadzenie do klimatu „Cafe Racer”

Słowem wstępu:
Wrzucam monetę do szafy grającej, gdy rozlegają się pierwsze dźwięki „Drag Strip” odpalamy maszyny i startujemy spod kawiarni utarta trasą po dzielnicy – ryk silników i szaleńcza gonitwa, może po drodze uda się przy okazji napędzić stracha jakiemuś modsowi, ale to nie ważne, ważne aby dojechać pierwszy, albo chociaż szybciej niż wczoraj – koniecznie, zanim Jack Rabbit Slim skończy śpiewać – takie są zasady „record-racing”…
Jacek „Brein” Łukawski

Czy Cafe Racery są naprawdę takie piękne?

norbsa
Czy Cafe Racery są naprawdę takie piękne? Ponawiercane gdzie się da, dla zmniejszenia wagi, odarte ze wszystkiego co zbędne według ich właścicieli, którym przyświecał jeden cel – osiągnąć jak największą prędkość swoim odchudzonym motocyklem. Szczytem marzeń było osiągnąć „Ton Up”, czyli magiczną w latach 1950/60 prędkość: 100 mp/h. Stąd motocykle te przypominały swym wyglądem ówczesne wyścigówki Grand Prix, czy z popularnych wówczas w Wlk. Brytanii ulicznych wyścigów TT (Tourist Trophy): charakterystyczne wydłużone baki z wgłębieniami na kolana; krótkie twarde ławeczki zamiast kanapy kierowcy zakończone tzw. „zadupkiem”. Opuszczona w dół wąska kierownica i cofnięte podnóżki pozwalające kierowcy przyjąć leżąca – aerodynamiczną – pozycję w czasie jazdy. Oczywiście puste wydechy i czasami charakterystyczne owiewki przednie – tzw. „jajo”.

Szczytem motocyklowych marzeń w tamtych czasach był Triton.

Fot. Jacek Wozaczyński

Fot. Jacek Wozaczyński

Nazwa pochodzi od zbitki dwóch wyrazów: „Triumph” i „Norton”. Intencją tego zabiegu było połączenie najlepszych elementów każdego motocykla w jedną całość, eliminując przy okazji wady każdego z nich. Pobierano więc od Triumpha rzędowy dwucylindrowy silnik i przeszczepiano go do o wiele lepiej dopracowanej, nie tak wiotkiej, kołyskowej ramy „Fatherbed” Nortona. Triumph Bonnevilles napędzany był rzędową dwójką z podwójnym gaźnikiem, która szybko zdobyła sobie uznanie u szerokiej klienteli gdyż zapewniała bezawaryjną jazdę i wysoką wytrzymałość. Silniki te – jak wszystkie rzędówki Triumpha – były ulubionym przedmiotem zainteresowania ówczesnych tunerów. Z łatwością znosiły przeróbki mające na celu zwiększenie mocy. Dostępne też były ośmiozaworowe silniki Weslake pasujące do Triumpha. Z kolei silniki Nortona 650 i 750 nawet w wersji niewysilonej często sprawiały problemy swoim użytkownikom nie mówiąc już o rasowaniu. 7000 obr/min było granicą nie do pokonania dla wytrzymałości tłoków, które przy próbach zwiększania kompresji rozpadały się. Konkurencją dla Nortona były jeszcze silniki BSA 650, które mimo, że technologicznie wyżej zaawansowane ciągle nie mogły się uchronić od prześladujących je drobnych usterek wynikających zapewne z nowatorskich rozwiązań. Tritony powstawały w garażach swoich właścicieli lub w warsztatach tuningowych, które często powstawały przy salonach dealerów motocykli tych dwóch marek.

Triumph Bonneville - rama

Triumph Bonneville – rama

Norton - rama "Fatherbed"

Norton – rama „Fatherbed”

tritonx

Śmiało można nazwać te motocykle legendą tamtych lat lub obdarzyć tak modnym obecnie słowem – „kultowe”. Stało się tak dlatego, że właściciele tych motocykli byli współtwórcami subkultury Rockersów, która odcisnęła znaczne piętno na mentalności brytyjskiej i amerykańskiej młodzieży w tamtych latach. Oto fragment wspomnień Paula Morina, jednego z bohaterów tamtych wydarzeń, jakie zamieścił na stronie klubu „59”:

„Prędkościomierze w tamtych czasach były bezużyteczne. Przy szybkiej jeździe ich wskazówki drżały sawmowolnie pod wpływem wibracji generowanych przez ostro odkręcone rzędowe „dwójki”. Dlatego „The Cheam Burners” szacowali uzyskiwane prędkości na podstawie zmian biegów i odczytów z obrotomierza. Paul, wtedy tuż po dwudziestce, wyliczył że przy 6,000 obr. jego Norton Atlas 750cm3 i Norton 650SS jego kolegi Teda Raymonda robią około 103 mile na godzinę (nieprawda, nie uwzględniali oporów jazdy – przyp. Adam Medyna ).

„Jadąc przez Dork Four, zwykle utrzymywaliśmy tuż poniżej 6000 obrotów, a tak właściwie 5000 do 8000, wiec osiągaliśmy troszkę powyżej 100 mph. Zaznaczaliśmy na obrotomierzach kreskami granice od 6000 do maksymalnych 8000 obrotów i tuz przed wejściem w zakręt patrzyliśmy na tarcze, żeby widzieć co robimy,” mówi Paul. „Ted jako jedyny z nas pokonał Dork Four przy 6000 obrotów. Uwierzyliśmy mu, kiedy nam powiedział, bo nasza grupa nigdy nie kłamała odnośnie osiąganych prędkości, w przeciwieństwie do niektórych gangów. W okolicach 6000 – 8000 nasze Nortony robiły 117 mph, ale my byliśmy w stanie zobaczyć to może pół tuzina razy w ciągu całego okresu posiadania motocykli. (…)

Rockersi formowali się w nieoficjalne, ale rozpoznawalne grupki, z których kążda identyfikowała się z konkretną kawiarnią i częsta preferowała jeden model motocykla:
„The Cheam Burners” zbierali sie w Harlequin w Cheam i organizowali „dojazdowe” rajdy do Tiroli w Dorking, jakies 10 mil dalej. Lubili tez nawiedzać Caprice, Howes i Bernie’s („U Berniego”) w Nowoczesnej Dzielnicy, Toast Rack w Sutton oraz Nightingale i Saltbox w Biggin Hill.
Okazjonalnie najeżdżali słynna Busy Bee w Północnym Londynie, a gdy wybierali się na jeden dzień na wybrzeże, zatrzymywali się w Blue Pencil w Crawley. „W tych miejscach motocykliści byli mile widziani. Dziś już takich nie ma.” – mowi Paul. „Nigdy nie sprawialiśmy kłopotów. Pamiętam, jak jeden rocker wjechał swoim motocyklem prosto do Toast Rack, gdy pokłócił się z właścicielem, ale to rzadko się zdarzało…”

Jedną z kawiarnianych „zabaw” były tzw. „record-racing”.

acr-rockers
Polegała ona na tym że po wrzuceniu monety do szafy grającej motocykliści udawali się na wyścig określoną trasą. Należało przyjechać z powrotem do kawiarni jeszcze przed końcem utworu, który leciał z szafy. Jedną z takich motocyklowych kawiarni, która przetrwała do dzisiejszych czasów jest słynna londyńska Ace Cafe: Ta kultowa kawiarnia w północnej części Londynu, od kiedy tylko powstała była ulubionym miejscem spotkań motocyklistów – a w latach 1950/60 przeżyła swój złoty okres i na trwałe wpisała się do historii jako Mekka posiadaczy „cafe racerów”. Wszystko zaczęło się w 1938 roku gdy przy północnej obwodnicy Londynu powstał całodobowy motel. Szybko stał się ulubionym miejscem „nocnych Marków” na motocyklach, którzy po pokrzepieniu się herbatką z mlekiem mogli do woli „dzidować” po okolicznych drogach opustoszałej nocą przemysłowej dzielnicy miasta. II Wojna Światowa przerwała tę sielankę, po jednym z bombardowań z knajpy została tylko kupa gruzu. W 1948 roku Ace Cafe odbudowano i zabawa zaczęła się na nowo.
Po wojnie znacznie wzrosła popularność motocykli, co za tym idzie – liczba zmotoryzowanych gości kawiarni. W latach 50/60 w Ace Cafe zaczęły się koncerty na żywo kapel grających rock’ n ‚rolla, który szybko stał się ulubioną muzyką właścicieli „cafe racerów” odtąd nazywanych „rockersami”. Wspólne słuchanie muzyki, dzikie gonitwy po ulicach, od czasu do czasu bójki z najeżdżającymi rocersów „Modsami” – zantagonizowaną z nimi inną subkulturą młodzieżową, wyróżniającą się na pierwszy rzut oka tym, że jeździli na skuterach często obwieszonych mnóstwem lusterek wstecznych – uważającymi się za coś lepszego od rocersów głównie z powodu lepszego wykształcenia, modniejszego stroju (chyba stąd wzięła się nazwa „Mods”); Rocersi – to na ogół byli prości chłopcy z paznokciami czarnymi od smarów motocyklowych, ubrani w czarne skórzane kurtki. Wszystkie te okoliczności sprawiały, że okolice Ace Cafe stały się niezbyt bezpieczne co doprowadziło w końcu do zdecydowanego oporu opinii publicznej, a rocersom przyklejono czarną legendę. W końcu w 1969 roku Ace Cafe została zamknięta i zapewne tak by było do dziś gdyby nie Mark Wilsmore – który w dziesiątą rocznicę zamknięcia Ace Cafe, czyli w 1999 roku doprowadził do jej reaktywacji. Dziś Ace Cafe służy jako miejsce spotkań tysiącom motocyklistów. Zajeżdżaja tam ludzie ogarnięci nostalgią za czasami zarówno dudniących „cafe racerów”, jak i terkoczących skuterów udekorowanych na wzór modsów lusterkami i naklejkami. Bywają tam też współcześni cafe race’rzy – posiadacze street-fighterów. Organizują tam sobie też spotkania posiadacze klasycznych samochodów i bardzo często można tam posłuchać muzyki z tamtych lat: rock’n’rolla i rockabilly.
7
Oto co o Ace Cafe i popkulturze rockersów powiedział Mark Willsmore w wywiadzie dla kwartalnika CN (nr 2/2003) wydawanego przez Swiss Britisch Motorcykle Club.
„Po pierwsze tak sobie myślę, że kultura rockersowska wcześniej była angielska niż brytyjska, ponieważ bardzo niewielu było rockerów w Szkocji, Irlandii i Walii. Ace Cafe była ikoną angielskiej popkultury jako odmiennej od amerykańskiej. Popkultura angielskich rockersów została zapożyczona od amerykańskiej, jednak się modyfikowała. Przykładem na to są skórzane kurtki spopularyzowane przez Marlona Brando w filmie „Wild One” (Brando jeździ w tym filmie Triumphem!). Rock & Roll przybył z USA wraz z Little Richardem, Eddie Cochranem, Chuckiem Berrym i Elvisem Presleyem, jednak po 1957 roku mamy już trochę brytyjskich kapel rock’n’rollowych. Jedne kopiowały wiernie amerykańskich artystów, ale inne były prawdziwie oryginalne. Zobacz tylko zakres działalności Joe Meeka, który pracował w swojej specjalnie zaprojektowanej sypialni w północnym Londynie. Inni artyści to Johny Kidd and Pirates, Screaming Lord Sutch, Billy Fury i Marty Wilde. Johny Kidd często bywał w Ace Cafe i w „21s coffy bar” w Soho. Ace cafe była kolebką brytyjskiego rocka. Wielu późniejszych zawodników motocyklowych jak np. Ray Pickeral, Dave Degens i Dave Coxford swój pierwszy kontakt ze sceną wyścigów mieli w tej kawiarni. Poza tym była jeszcze szafa grająca, amerykański wynalazek stojący w większości brytyjskich zajazdów dla kierowców („transport cafe”). W czasach McDonaldów i Burger Kingów, „transport cafe” znajdowały się wzdłuż wszystkich głównych ulic Zjednoczonego Królestwa. Tam podawano herbatę z mlekiem i cukrem a nie kawę jak gdzie indziej. W każdej chwili mogłeś sobie wybrać w szafie grającej i posłuchać muzyki takiej jakiej ty chciałeś. Radio i telewizja nie emitowały „nowoczesnej” muzyki rozrywkowej, więc jeśli chciałeś posłuchać dobrej muzyki musiałeś wyjść z domu do „transport cafe”, albo jakiegoś baru. Dodatkowo przesiadywali tam jeszcze motocykliści. Amerykanie jeździli V-twinami Harleya Davidsona, którymi pokonywali komfortowo dalekie dystanse,Cafe Racer był z kolei brytyjskim wynalazkiem, wyścigową wersją motocykli z lat 50-tych takich jak Manx Norton lub BSA Gold Star. W latach 60-tych wraz z rozwojem przemysłu pojawiło się coraz więcej motocykli przerobionych na cafe racery. Było to zjawisko silnie odróżniające się od amerykańskiej popkultury. Teraz zetknęliśmy się z amerykańską globalizacją i unijną standaryzacją, dlatego ważne jest by dbać o rzeczy, która podkreślają naszą tożsamość a do takich rzeczy należy Ace Cafe.”

Innym znanym miejscem skupiającym rockersów i cafe racerów był londyński klub „59”.

ace95 Klub „59” powstał 2 kwietnia 1959 roku jako klub młodzieży Kościoła Anglikańskiego w Hackney Wick na londyńskim Est Endzie, wówczas opuszczonej i zaniedbanej dzielnicy (w przeciwieństwie do West Endu).
Wszystko zaczęło się gdy wikary John Oakes przybył tam by objąć stanowisko kanonika w kościele Św. Brygidy na Fleet Street. Później przywództwo po nim przejęli ojcowie Graham Hullett i William Shergold. Z czasem klub stał się dobrze znany w całym mieście i zaczął przyciągać takie sławy jak Cliff Richard, Elizabeth Taylor, księżniczka Małgorzata czy Lord Snowdon a później sławy sportów motocyklowych. Wśród motocyklistów miejsce to stało się popularne, gdy urządzono tam jeden z pierwszych pokazów kultowego dla nich filmu „The Wild One”. Od 1962 r. do wczesnych lat 70-tych klub ten przeżywał szczyt popularności skupiając wokół siebie londyńskich rockersów i motocyklistów, cały ten czas starając się pozytywnie wpłynąć na wizerunek swoich młodych członków a nie był on wtedy kryształowy, głównie z powodu burd wszczynanych przez rockersów z ich odwiecznymi wrogami – Modsami. Te nieustanne antagonizmy sprawiły, że Modsi pozostali w Hackney Wick a rockersi przenieśli się do Paddington na West Endzie.
Oto jak wspomina ten okres historii klubu „59” jeden z jego członków – Stuart Savory na internetowej stronie klubu:
„…Jego (pastora Shergolda) zamiarem było niewątpliwie wyrwać nas, „rough rockers” (rough – ang. nieokrzesany, twardy, brutalny) z Ace Cafe i połączyć w prawdziwym klubie młodzieżowym. Efekt przerósł jego najśmielsze oczekiwania. Gdy ja dołączalem do Klubu „59”, 15 Sierpnia 1964 roku, miał on juz 5586 czlonkow, wiec ja zostalem numer 5587. Siedziba klubu miesciła sie wtedy w Paddington, gdzie do parafii musial przeniesc sie o. Bill. Teraz jest nas ponad 28,000. Zarejestrowalismy sie w 1965 (40 lat temu)…”.
Niestety od tego czasy popularność klubu zaczęła powoli lecz sukcesywnie opadać. Przyczynił się do tego z jednej strony schyłek popularności motocykli wśród młodzieży, która zaczęła się masowo przesiadać do – coraz dostępniejszych – samochodów a po części późniejszy przywódca klubu Mike „Cowboy” Cook, który wyraźnie starał się zredukować element rockersowski w klubie.
acepd Klub „59” istnieje do dziś i prowadzi działalność o zasięgu międzynarodowym. Bill Shergold jest jego prezydentem a ojciec Scott Anderson członkiem zarządu. Wszystkie komitety bez zastrzeżeń akceptują członkostwo rockersów. Klub dużo zyskał dzięki działalności Rocker Reunion Movement promującej klasyczna modę, motoryzację i muzykę lat 60-tych. Klub jest obecnie największym klubem motocyklowym na świecie, zrzeszającym ponad 20 000 członków w Zjednoczonym Królestwie, Europie i Australii. Spragnionym ilustracji polecam stronę z 270 fotografiami z archiwum ojca Grahama Hulleta, na ktorych uwieczniono życie klubu „59” w czasach szczytu jego popularności.
119 141

Jak widać rockersi posiadali charakterystyczne motocykle, słuchali bardzo wtedy „nietypowej” muzyki, ale również – mimo, że pozornie nie przywiązywali wago do wyglądu – byli twórcami oryginalnej mody. Oto główne atrybuty ich stroju:

Kurtka – „Ramoneska”

ramona Spopularyzowali ją w Stanach latach 50/60 „greasersi” i „rockersi”. Pierwszą nazwą obdarzano młodych ludzi w USA wyróżniających się na ulicach i w barach jednakowym wyglądem. Nazwa wzięła się oczywiście od olbrzymich ilości brylantyny (ang. – Grease), którymi młodzieńcy pomadowali swoje włosy tworząc lśniące fryzury z grzywką często wywiniętą w fantazyjny „kaczy kuper”. Za model wyjściowy kurtki przyjmuje się krój przedstawiony na zdjęciu u góry – firmy Schott NYC z 1928 roku. W firmowych katalogach kurtka nosi numer 613. Firma Schott powstała w 1913 r., zajmowała się szyciem odzieży skórzanej dla motocyklistów i jako pierwsza zaczęła stosować zamki błyskawiczne w swych wyrobach. Na początku lat 50-tych firma wypuściła na rynek bazującą na modelu 613 – model 618 (zdj. dolne). To w takiej kurtce wystąpił Marlon Brando w słynnym filmie – „Wild One”. Zyskała ona wśród użytkowników miano „One Star”, od gwiazdek jakie Brando miał przypięte do kurtki – po jednej na każdym pagonie. Niejeden kolekcjoner z Hollywood dałby dziś za tę kurtkę każde pieniądze, ale, niestety, przepadła bez wieści. Dzięki niebywałemu sukcesowi filmu, kurtkę zaczęto utożsamiać z określoną postawą i subkulturą społeczną w nim prezentowaną. Była wyrazem buntu i agresji wobec otaczającego świata. Doszło nawet do tego, że w niektórych szkołach w USA zabroniono uczniom chodzić w kurtkach „One Star”! W Polsce kurtka stała się modna dzięki Punkom w drugiej połowie lat 70-tych i przyjęła się jej popularna nazwa „Ramoneska”, od słynnej nowojorskiej kapeli – Ramones, której członkowie nigdy nie rozstawali się z tymi kurtkami.

BUTY

Jeśli komuś się wydaje, że rockersi w ogóle nie przykładali uwagi do wyglądu zewnętrznego, to się myli. Nie dbali może przesadnie o całość garderoby, ale kilka jej elementów miało kardynalne znaczenie dla podkreślenia swoistej estetyki i przynależności do elitarnej grupy młodzieży. Pierwszy – to wspomniane już kurtki, drugi – to buty.

Pamiętacie piesenkę Presleya: „Blue suede shoes”? Jedna z jej zwrotek w wolnym tłumaczeniu brzmi:

Możesz spalić mi dom
Ukraść mój samochód
Wypić najlpsze alkohole
Z mojego barku.
Ale uważaj na moje niebieskie zamszaki!
Nie próbuj ich nadepnąć – kotku!

Cóż to za buty miały taką wielką wartość dla młodych ludzi w latach 50-tych? Były to słynne „creepers”, (w bardzo swobodnym tłumaczeniu – „pełzaki”).
creepers

Niedoścignione marzenie większości polskich bikiniarzy: zamszowe półbuty na podeszwie „słoninie”, czasem z podbiciem ozdobionym lamparcim wzorem („brothel creepers” – ang. „burdelowe pełzaki”).

Komu przyszedł do głowy pomysł by zaprojektować tak szalone buty? Pierwsza zaczęła je produkować – skądinąd bardzo szacowna i wiekowa – firma George Cox Co. Ich głównymi (jedynymi?) nabywcami byli „Teddy Boys” – brytyjska subkultura młodzieżowa skupiona wokół muzyki Rockabilly i później Rock and Roll – protoplaści polskich „bikiniarzy”. Teddy Boys pojawili się początkowo w Londynie, potem w całej W. Brytanii bezpośrednio przed Rockersami, później w znacznym stopniu obie te grupy przemieszały się ze sobą.

Czego jeszcze brak do pełnego wizerunku Rockersa? Oczywiście spodni, oczywiście klasyczny blue jeans Levi’s 501. Rocersi lubili wykorzystywać militarne dodatki do swych strojów, np. białe szaliki – takie, jakie nosili piloci myśliwców, długie, grube – marynarskie – wełniane skarpety, których brzegi wywijali na wysokie cholewy motocyklowych butów. Na głowach pojawiły się charakterystyczne skórzane czapki z daszkiem. Z czasem jako ozdobniki pojawiły się łańcuszki i ćwieki. Ćwiekami, w olbrzymiej ilości, nabijano kurtki – tworząc z nich całe napisy i wzory. Łańcuszkami ozdabiano rocersowskie czapki, ewentualnie przypinano je do paska. Część tych elementów na trwałe zapisała się w trendach mody i obecnie wykorzystywana jest przez projektantów, część została przejęta przez późniejsze subkultury młodzieżowe i do dziś ubarwia nam widok młodych ludzi na ulicach całego świata.

175

Co mnie łączy z tą subkulturą?

Co mnie łączy z tą subkulturą? Ano nic! Mimo moich 50 lat jestem za młody by pamiętać te czasy. Zresztą socjalistyczna Polska z lat 50-tych i 60-tych to całkiem inna rzeczywistość, wypełniona biedą, strachem przed władzą i ciągłą pogonią za chlebem. Nie było w niej miejsca na beztroskie gonitwy motocyklami czy przesiadywanie w kawiarniach. To była rozrywka zastrzeżona dla „bananowej” młodzieży w wielkich miastach jak Warszawa czy Gdańsk. Pojawiały się tam grupki tzw. „Bikiniarzy”. Były to na ogół dzieci partyjnych kacyków, marynarzy czy prywatnych przedsiębiorców, które miały dostęp do płyt z zachodnią muzyką, „peweksowskich” jeansów czy „zamszaków”. Część z nich jeździła skuterami, jednak subkultura ta ograniczała się jedynie do propagowania mody. Jednak klimat tamtych lat potrafi fascynować. Żywiołowość i impulsywność tej kultury, „bunt bez powodu” wobec konsumpcjonizmu starszego pokolenia, które pamiętając II Wojnę Światową ciągle pouczało swoje dzieci by w życiu zabiegały głównie o dostatek i spokojną ustabilizowaną egzystencję. W porównaniu z obecnymi „cool” trendami młodzieżowymi – pomimo swych lat – wydaje się wyjątkowo świeża i dynamiczna.

Wojkop

Źródła:

http://www.caferacer.com.pl

http://the59club.com/public_html/graham/Sitea

http://en.wikipedia.org/wiki/Rockers
http://www.the59club.org.uk/
http://the59club.com/
http://en.wikipedia.org/wiki/59_Club
http://home.egge.net/~savory/59club.htm
www.realclassic.co.uk

Możliwość komentowania jest wyłączona.