„Per aspera ad astra” – czyli jak powstała „Złota Ćma”

30.06.2010

Tomasz Pawlos jest z wykształcenia nauczycielem, ale swoje prawdziwe powołanie odkrył w warsztacie ojca, gdzie zaczął budować motocykle według swojej wizji. Obecnie prowadzi własną firmę STEEL CREATIONS w której materializują się jego sny. Jeden z nich – “Golden Moth” – dostał zaproszenie na European Championship of Custombike Building, które odbędą się w marcu w Maintz.
Muszę przyznać, że po tym wywiadzie już inaczej będą patrzył na ludzi, którzy biorą się za bary ze swoimi motocyklowymi wizjami…

1. Wybacz ale na początku musi paść sakramentalne – „Jak to się zaczęło ?”

Motocyklami zajmuje się już 20 lat lecz to co mnie „kreci” od zawsze, to mechanika. Tylko jeden motocykl, który posiadałem, kupiłem jeżdżący. Pozostałe rekonstruowałem bądź naprawiałem. Zakup motocykla w stanie śmierci klinicznej i „wskrzeszenie” go wzorem Dr Frankensteina, do pewnego czasu, było motorem napędowym moich poczynań na niwie szeroko pojętego motocyklizmu. I bynajmniej nie czyniłem tego z chęci zysku. To co mną kierowało to nauka, podnoszenie umiejętności i pasja. Jednak przyszedł czas gdy to już nie wystarczało, przestało sprawiać radość. Wiele czynników zbiegło się w czasie i popchnęło mnie do zmierzenia się i zweryfikowania siebie, w moim zdaniem, trudnej i zarazem najbardziej widowiskowej w finalnej formie, dziedzinie obróbki metalu i metaloplastyki jaką jest projektowanie i budowa maszyn. I bynajmniej nie najtrudniejsze jest budowa lecz, moim zdaniem, „zainstalowanie” w projekcie emocji i wyrażenie nim wyobraźni. Bez umiejętności czysto technicznych w żadnej branży nie osiągniemy sukcesu. Sam generalnie nie jeżdżę motocyklami. A jeśli to czynie to dla mnie ma to wymiar mistycznego rytuału. Forma emocjonalnej uczty, szukanie inspiracji i specyficzny czas do przemyśleń. Jeżdżę samotnie, bez świadków. Myślę, że wiele osób pomyśli sobie, że jestem upośledzony bądź nawiedzony, ale sądzę, że każdy ma prawo do własnej interpretacji i kreacji otaczającego nas świata i budowanie własnego, w którym czujemy się komfortowo. Ten świat jest tak brudny i szary, że walka, krew i ból jaki jej towarzyszy, o prywatny świat, czasem chory ale mój świat, jest warta tego. Warto dla tych chwil by poczuć ten zajebisty, niepowtarzalny smak niepohamowanej satysfakcji. Gdy coś zrobię, wbrew wszystkiemu, coś czego chcę czuję ta brutalną, nieokiełznaną energie, która daje siłę do życia i nadzieje. Chce to robić by być. Warto jak „kurwa mać!!!!!”

2.Jaka cecha charakteru – twoim zdaniem – najbardziej się przydaje a jaka najbardziej przeszkadza w budowaniu customów.
Jaka najbardziej przydaje się? Hmm…..Dla mnie to brak horyzontów w tworzeniu, brak wzorców i ekspresja. Co przeszkadza? Myślę, że zabójca emocji-czas, bariery wyobraźni i kasa(nie robię tego dla kasy).Jeśli będę chciał zbudować cos bardzo innego niefunkcjonalnego to zrobię to bo tego chce i zrobię to dla siebie a opinia obserwatorów jest mi obojętna aczkolwiek szanuję i respektuję. Nie szukam poklasku i nie buduje dla splendoru. Wybrałem budowę motocykli, ale również pasjonuje się modą i na tym polu chce się w miarę możliwości realizować. Mam już częściowo zaprojektowane elementy własnej kolekcji. Wkrótce będę chciał ten projekt zrealizować. Jest wiele dziedzin do samorealizacji, wszystko siedzi w naszej głowie, czy odważymy się wyrazić siebie bez skrępowania, barier i zahamowań. Jeśli boimy się odrzucenia i braku akceptacji to nigdy nie zrobimy czegoś o czym być może marzymy. Każdy z nas tkwi w skorupie, lecz nie każdy ma siłę by z niej wyjść. To moje subiektywne zdanie.

3. Czy to znaczy, że nie dążysz do posiadania własnego stylu po którym można juz z daleka rozpoznać twoje motocykle, czy chciałbyś za każdym razem stworzyć coś diametralnie innego?
Styl mnie nie interesuje, to pewnego rodzaju ograniczanie siebie, ramy w których ciągle tkwimy. Jeśli będę miał ochotę zbudować rower to zrobię to bo tego właśnie chce w tym momencie. I sprawi mi to nieopisaną radość. Wszystko zaczyna się w głowie. Tam rodzą się fantazje, szalone pomysły, tam tkwią pokłady emocji. Tam jest centrum zarządzania, projektowania i realizacji. Ciało to tylko manualny wykonawca, który jeśli chcemy to „stworzy pomnik naszych emocji”. Czy to będzie motocykl, bukiet kwiatów czy fotel, „…to nieistotne z perspektywy absolutu…” jak śpiewa P.Rogucki z zespołu COMA.


4. Czy według ciebie budowa customów to wysokiej próby rzemiosło czy sztuka? Wspomniałeś kiedyś na forum.motocyklistow.pl, że budujesz „Van Gogha na kołach” – czy to znaczy, że ważna jest dla ciebie tylko forma dla której nie ma kompromisów? Jednak z drugiej strony kwintesencją motocykla jest jazda. Mnie osobiście najbardziej podobają się motocykle, które już w swej formie wyglądają jakby uchwycono je w ruchu… Reasumując: czy custom ma tylko cieszyć oko na wystawie, czy też cieszyć jazdą?
Nie wiem. Ale to chyba zależy od podejścia do tego co robimy. Ja nie pracuję – to moja pasja. Ktoś mądry powiedział „znajdź sobie zajęcie, które będzie twoją pasją a już nigdy nie będziesz pracować”. Tak jak w wielu dziedzinach są rzemieślnicy i artyści. Myślę, że artyzm zaczyna się gdy formę przedkładamy nad względy praktyczne. Osobiście dla mnie liczy się tylko forma. Lecz ja nie jestem artystą, chce być człowiekiem. To coś znacznie więcej i zarazem o wiele trudniejsze i skomplikowane. Moim zdaniem, projekt zbliżający się do granicy funkcjonalności to już bliżej do rzeźby niż motocykla. Forma sztuki tyle ,że już nie mechanicznej. Ron Finch jest tego najlepszym przykładem. Ja nie uznaje kompromisów i myślę, że nie możliwe jest spełnienie własnych fascynacji idąc na ugodę.
„…Chociaż to szaleństwo, jest w nim jednak metoda…” jak mawiał Shakespeare. :
… czy custom ma tylko cieszyć oko na wystawie, czy też cieszyć jazdą?
To indywidualna sprawa każdego konstruktora. Patrząc na rezultaty ubiegłorocznych Mistrzostw Europy każdy z budowniczych idzie własną wytyczoną drogą. I względy praktyczne schodzą na dalszy plan. Tutaj liczy się tylko wizja i wykonanie.

5. Nie wiem do końca jak to by było gdybym został budowniczym customów ale podejrzewam, że po poświęceniu budowie motocykla pół roku (albo więcej) mojego życia – nie chciałbym się z nim rozstawać za żadne pieniądze
Co czujesz gdy przychodzi oddać twoje dzieło w obce ręce: żal z powodu rozstania czy satysfakcję, że inni tak wysoko cenią twoją pracę?

Staram się nie patrzeć w przeszłość, choć ostatnimi czasy to ona kieruje moimi poczynaniami. Staram się, lecz tamten właśnie czas tak niezwykle istotny w moim życiu. Każdy element mojego życia, każdy klocek układanki by był barwny i niepowtarzalny. We wszystko czym się zajmuje staram się wkładać siebie bez reszty. To kosztuje dużo łez, bólu i nieprzespanych nocy, ale warto. Jak ktoś chcę mieć mój projekt to go oddam. Bo mentalnie on zawsze będzie „Nasz”. Złota Ćma jest dla mnie czymś tak wyjątkowym, inspiracje które go stworzyły to najbardziej energetyczny dotychczas etap mojego żywota, to historia pełna wyjątkowych emocji, bólu i łez i jakże niesamowity mentalnie i duchowo. To lekcja jakiej samo życie by mi nie napisało. Z dedykacją. Z jednym wyjątkiem. Obecny projekt który buduję nie będzie na sprzedaż. Czas i emocje, które w niego „wpompuję” nie będą na sprzedaż. Są bezcenne. Zbyt dużo będzie mnie kosztował by rozstać się z nim. Tak dużo będę w nim widział i czytał. To nie będzie tylko ja ale to cos więcej. Dużo więcej. To będzie historia. I wiem, że takiej historii nigdy już nie przeczytam. Tak szkoda….Wrrrrrrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


6. Jak rodzą się twoje projekty? Czy widzisz w wyobraźni konkretny kształt motocykla i szybko przenosisz go na papier, czy może w głowie powstaje najpierw jakaś idea, temat – który próbujesz zawrzeć w motocyklu.
Najważniejszy jest mój stan i etap na jakim aktualnie znajduje się. W zasadzie to on ma fundamentalny wpływ na wizerunek i formę. Czasem pojawiają się pomysły w dziwnych sytuacjach, wtedy staram się je zapisać lub naszkicować na skrawku papieru. To czasem jest szczegół, detal, który w moim mniemaniu i systemie wartości będzie na szczycie. Akceptuje otaczający nas świat takim jaki jest ale dużą wagę przywiązuje do szczegółów. W nich jest siła. Czasem wystarczy gest, słowo, element całości, by poczuć wielka inspirację i energię do zrobienia czegoś extra. To dziwny stan. Było parę sytuacji, w których trudno mi było zapanować nad ciałem. To …….nie wiem jak to nazwać. To magia. Dużo również inspiracji daje mi muzyka. Zawsze słucham muzyki. W niej zawsze znajdziemy siebie, tak barwnie opisuje życie i pozwala poczuć siebie. To taki emocjonalny wentyl. Daje siłę by uronić łzę, krzyk, otwiera drzwi do nierealnego świata, by na chwile odciąć się od tego kurewsko brudnego i zakłamanego świata. Pełnego gównianych przepisów i zasad, pętających człowieka, stawiających jednostkę w szeregu. Pierdole to !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jest mi obojętne co ktoś o mnie myśli i mówi. Albo akceptuje mnie jakim jestem albo nie. Jestem w stanie dać z siebie wszystko, bez względu na konsekwencje. Wiem, że warto i nie patrzę co będzie później. „Per aspera ad astra.” (Seneka ).

7. To pytanie wynika niejako z poprzedniego: Czy da się zbudować customa bez tych wszystkich planów, szkiców i szczegółowych studiów. Po prostu, wchodzisz do warsztatu i gniesz, tniesz i spawasz tak długo – aż wyjdzie z tego zamierzony efekt? Może się mylę, ale wydaje mi się, że ten drugi sposób ma tylu samo zwolenników co pierwszy.
Oczywiście, że tak. To kwestia kto co lubi i co sprawia mu frajdę. Można mieć plany, szkice i wiedzę ale jak brak tego „czegoś” to nic z tego nie będzie. Powstanie następny motocykl bez duszy. I analogicznie z wyobraźnią, można ja mieć niesamowitą, ale jak brak umiejętności to nawet motocykla nie będzie. Najlepsi konstruktorzy łączą te dwa elementy i dlatego powstają wspaniałe maszyny.

8. Customowe motocykle powalają precyzją spawów i lakierowania (nie wspomnę już o chromach). Czy opanowałeś osobiście którąś z tych sztuk, czy zlecasz to innym?
Oprócz chromowania, wszystkie poszczególne etapy budowy wykonuje sam. Spawam, pracuje na obrabiarkach, wykonuje prace wykończeniowe, lakieruję a nawet tapiceruje jeśli muszę. Do niektórych czynności zostałem niejako przymuszony przez życie. Kilka razy dawałem cos do wykonania tzw. fachowcom a oni zrobili to inaczej, bo myśleli „że tak będzie lepiej”. Jeśli cos sobie zakładam i płace za to, to chce by to było wykonane zgodnie z planem. Nie chcę robić wszystkiego bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Chce być i dążę do tego by być perfekcyjny w kilku dziedzinach a nie dobry we wszystkich. Z racji, że Tato posiada warsztat wyposażony w wiele maszyn, to nauka nie kosztowała mnie wiele. Mimo, że z wykształcenia jestem belfrem, to zabawy ze stalą są moją pasją i dają mi możliwość samorealizacji.


9. Jak szukasz natchnienia do budowy. Czym się kierujesz? Czy np. styl „Cafe Racer” byłby zdolny zainspirować cię do budowy customa na tej podstawie? Czy masz swoich idoli w tej branży?
Natchnienie…..Hmmm….Intymne pytanie….Ono nie mają nic wspólnego z motoryzacja, mechaniką i czymś uchwytnym, materialnym. Przychodzi nagle, bez pukania i pytania ciebie czy chcesz tego czy nie. Czasem daje mi takiego kosmicznego „megakopa” i brutalną, prymitywną energie do tworzenia, że zdaje się, iż jesteś w stanie giąć rury na kolanie i bez wytchnienia zamieniać stal w to „coś”. Lecz czasem zabija mnie bezszelestnie, zżera i zabiera wszystko co daje siłę do pracy. Powala na kolana i nie pozwala podnieść się z nich. I to są momenty gdy wszystko co sobie „wymyśliłeś” znika jak bańka mydlana. Gdzie świat realny miesza się z moim budowanym, po którym zostają tylko ruiny. Czemu tak jest? Nie wiem i pewnie nigdy nie dowiem się. To szalony sen wariata. A gdzież jest ta „moje inspiracja” ? Ja wiem…………
Czy mógłbym zbudować Cafe Racer’a?…Myślę ,że tak. To tylko forma. Co do idoli to staram się nie naśladować nikogo. Nie chce by ktoś powiedział „….ale frajer, kopiuje i jeszcze chce za to kupe kasy..”. Powielać jest łatwo, to nie moja droga. Bardzo cenię prace Russela Mitchella, Billego Lane, Marcusa Walz’a, Hank Young’a czy Matt’a Hotch’a. Chłopaki z firmy Violator tworzą niesamowite konstrukcje. Nie mówiąc o Chicara, braciach Kaye i Martin, Zero i wielu innych. To artyści metalu.

10. W marcu czeka cię udział na 2009 European Championship of Custombike Building w Mainz do której to wystawy zakwalifikowała się twoja “Golden Moth”. Jak wygląda przygotowanie do takiej imprezy? Czy organizatorzy wspomagają cię w tym jakoś?
To czas na ostatnie poprawki, na prace nad każdym detalem, by zbliżyć się do perfekcji. Głównych założeń i rozwiązań już nie zmieniam. Nie ma na to czasu. Zważywszy na to , iż rozpocząłem prace nad kolejnym projektem, tego czasu jest niewiele. To będzie emocjonalny Mount Everest. Chciałbym by ten projekt nigdy nie powstał, bym nie miał powodów by go zbudować. Tak bardzo chciałbym. Będzie On jakże diametralnie różny od Ćmy. To będzie jak Niebo i Piekło. W niebie już byłem teraz czas na ……


Dzięki za szczere i niebanalne odpowiedzi. Dzięki za to, że zdecydowałeś się uchylić kawałka swej duszy a nie tylko odbębnić dziesięć odpowiedzi na dziesięć pytań…

Za wszystko co było i nie było, za czas, słowo i gest. Za to że jestem i za to czego nie widać. Dziękuję.
Być może ten wywiad nie ma dużo treści merytorycznej, która być powinna. Być może jest nudny, i nafaszerowany głupotami i pomyślicie sobie, że jakiś nawiedzony koleś dorabiający sobie ideologię do ciecia i spawania rur. Być może tak jest. Ale cięcie i spawanie to żadna filozofia. Całe sedno konstruowania jest gdzie indziej. A bynajmniej w moim wypadku to nie jest kwestia maszyn, to „cos” bardzo pasjonującego i osobistego. Nie motocyklowego. Przez cały czas pisania wywiadu słuchałem muzyki. Muzyki, która wprawia mnie w stan emocjonalnego wariactwa. Muzyki, która pozwala mi popatrzeć na siebie z boku. Czy ja jestem jeszcze czy już mnie nie ma. Czy to co piszesz ma sens. Czy ten intelektualny ekshibicjonizm i emocjonalna kastracja będzie kogoś interesowała. Lecz pisze bo chce ale wiem, że słowa niczego nie zmienią. To wiem na pewno i jestem tego świadom jak mało czego. Czasem są lekarstwem a czasem trucizną. Tym razem niestety…

„Per aspera ad astra” – przez ciernie do gwiazd. Seneka.

Fot. Lech Wangin – kwartalnik CUSTOM
Wiecej zdjęć znajdziecie na stronie Tomka:
http://www.steelcreations.com.pl/index.php?id=projekty

Możliwość komentowania jest wyłączona.