Motoboys: Przeżyjesz tutaj – przeżyjesz wszędzie

30.06.2010

Sao Paulo w Brazylii to ponad 11- milionowe miasto a cała aglomeracja liczy 21 milionów ludzi. Porusza się po nim 4,5 miliona samochodów osobowych, 32 000 taksówek i 15 000 autobusów. Korki o długości ponad 100 kilometrów nie są tu niczym wyjątkowym. Przedostanie się samochodem z jednego końca miasta na drugi jest nie lada wyzwaniem i może trwać dwie godziny przy sprzyjających warunkach. Takich wyzwań nie boją się „Motoboys” – jak tu nazywa się miejscowych motokurierów. Tak na prawdę to nikt nie wie ilu ich właściwe jeździ po ulicach Sao Paulo. Według różnych źródeł od 150 000 do 200 000. Są zatrudnieni w ponad 300 agencjach kurierskich, z których większość – dla podniesienia prestiżu – nosi angielskie nazwy jak: Adrenaline Express, Moto Bullet, Fast Express, Agile Boys, Motojet, Fly Boy, Motoboy Speed, AeroBoy Express, Fast Boys…
Pracują tam często po 12 godzin na dobę a ich zarobki rzadko przekraczają 300 $ miesięcznie. Za te pieniądze codziennie narażają życie przeciskając się to z lewej, to z prawej, pomiędzy niekończącym się potokiem samochodów, nagminnie łamiąc wszelkie przepisy i nakazy, nie zwracając uwagi na czerwone światła sygnalizacji czy pasy na jezdni. Nie bez przyczyny wspomniałem o narażaniu życia. Znów nie ma tu zgodności pomiędzy różnymi źródłami; według jednych ginie tu jeden „motoboy” dziennie, według innych – trzech. To wszystko w imię dowiezienia „na czas i na miejsce” od przysłowiowej pizzy, po dokumenty bankowe, części samochodowe, projekty budowlane, ludzkie organy do transplantacji, oraz różne przesyłki, o których zawartość lepiej nie pytać nadawcy…
Tak na prawdę to nikt ich tutaj nie lubi. Kierowcy samochodów za agresywną jazdę i konfliktowość, która często się kończy urywaniem wstecznych lusterek w samochodach. Policjanci – za stałe stwarzanie niebezpiecznych sytuacji na drodze i ryzykowanie życiem swoich i pieszych. Kilka lat temu gitarzysta popularnego w Brazylii zespołu został potrącony przez motokuriera (jak się potem okazało bez licencji) i zmarł. Sprawcę wypadku ujęto dopiero po roku.Władze miasta widzą w nich grupę zawodową oporną na usystematyzowanie i opodatkowanie działającą na granicach prawa. Oni jednak nic sobie z tego nie robią. Zdają sobie doskonale sprawę z tego jak miasto ich potrzebuje. Dzięki swojemu zachowaniu na drodze są w stanie dostarczyć przesyłki i dokumenty w odpowiednim czasie z jednego punktu do drugiego. System informacji i komunikacji tego wiecznie zapchanego i przeludnionego molocha funkcjonuje tylko dzięki nim. Ludzie też o tym wiedzą, zwłaszcza po kilku akcjach protestacyjnych „motobys&” jakimi sparaliżowali życie w Sao Paulo. Najliczniejszymi klientami motocyklowych agencji kurierskich są banki. To Motoboys przewożą pomiędzy firmami lub bankami dokumenty potrzebne do zawiązania umowy lub przyznania kredytu.
Władze miasta stwierdziły więc, że skoro nie można się ich pozbyć, należy zrobić z nimi porządek. W 2002 roku wydano zarządzenie, że wszyscy kurierzy muszą się zarejestrować wnosząc przy tym opłatę w wys. 110 $. Do formularza należało dołączyć zaświadczenie o niekaralności i aktualne ubezpieczenie. Motocykl motokuriera nie mógł być starszy niż 10 lat a kufer na przesyłki musiał mieć z tyłu numer licencji umieszczony tak, by można było go bez trudu odczytać jadąc za motocyklistą. Tym przepisom podporządkowało się zaledwie 40 000 Motoboys. Pozostali zorganizowali masowe demonstracje całkowicie paraliżujące życie miasta. To spowodowało, że przed kolejnymi wyborami władze miasta złagodziły swoje wymagania wobec nich. Po raz kolejny okazało się, że Sao Paulo bez Motoboys obyć się nie może a ci w zamian, że państwo nie musi wypłacać im zasiłków socjalnych nie chcą by rząd wtrącał się do ich pracy. Praca jest ciężka i niebezpieczna, jednak niektórzy z nich nie wyobrażają sobie innego życia niż kurierka motocyklowa. Fábio César Lopes spędził już w tym zawodzie dziewięć lat i nie wyobraża sobie innej pracy: „To o wiele przyjemniejsze, jeździć po ulicy i oglądać ładne dziewczyny niż spędzać cały dzień w pracy biurko w biurko z ponurym szefem. Wierzcie mi! Pięć lat spędziłem pracując w agencji ubezpieczeniowej i wiem co mówię”.
Wielu młodszych kolegów Fabia przychodząc do tej pracy widzi w tym zawodzie wolność i frajdę z jazdy motocyklem, wyobrażając siebie jako „miejskich cowboyów”. Stres i ryzyko zawodowe daje się poznać dopiero później…

W 2003 roku Caíto Ortiz nakręcił film dokumentalny o ich pracy tytułując go „Motoboys: Crazy Life”.
W rozmowie o swoim filmie i Motoboys z reporterem The New York Times’a – Larrym Lotherem powiedział: „Każdy nienawidzi Motoboys i chciałby by zniknęli z ulic, dopóki nie potrzebuje pilnie wysłać jakąś przesyłkę na drugi koniec miasta. Wtedy chłopak na motocyklu jest jego idolem i bohaterem”.

Źródła:

Internet

Możliwość komentowania jest wyłączona.