Wywiad z Markiem Wilsmorem

30.06.2010

Mark Wilsmore urodził się 1.08.1957 roku w Barnett – dzielnicy północnego Londynu. Przez osiemnaście lat służył w londyńskiej policji (w tym jako konny policjant). W 1994 roku wraz z żoną Lindą postanowili reaktywować słynną Ace Cafe zamkniętą w 1969 roku. Jest właścicielem wielu motocykli, w tym: Tritona, Flat Track Bonnevilla, Thunderbirda, TSS Bonnevilla. Nietrudno odgadnąć, że Mark jest entuzjastą Marki Triumph ale ma też jednego Harleya Davidsona… 🙂
Wywiad z Markiem Wilsmorem przeprowadzony przez Toma Allena dla kwartalnika CN (nr 2/2003) wydawanego przez Swiss Britisch Motorcykle Club.

Jeszcze dziesięć lat temu Ace Cafe była tylko wspomnieniem dawnego centrum życia motocyklowego. Nawet najwięksi entuzjaści wydawali się być z tym pogodzeni. Jednak bezspornym faktem jest, że już przez pierwsze dwie dekady po zakończeniu II Wojny Ace Cafe była głównym punktem spotkań „Ton Up Boys” i Rockerów. Wyrażenie „Biker” nie było jeszcze wtedy powszechnie znane tak jak i „Hells Angels” (właściwie „Hell’s Angels” ale ten kto to wymyślił miał za nic gramatykę). Były to zjawiska typowo amerykańskie i w Europie dopiero raczkujące. Brytyjscy miłośnicy Rock & Rolla i jazdy od kawiarni do kawiarni, dzięki którym Ace Cafe nabrała rozgłosu, swój szczytowy okres rozwoju przeżywali w latach 50-tych i 60-tych. Pierwsze miejsce jakie chciała odwiedzić amerykańska gwiazda rock’n’rolla – Gene Vincent goszcząc w Zjednoczonym Królestwie była… Ace Cafe! Drzwi Ace Cafe zamknęły się wraz z końcem lat 60-tych. Wydawało się, że to ostateczny koniec ery cafe racerów, rock’n’rolla i Ace Cafe. Tak się nie stało dzięki wierze w swą wizję i energii Marka Wilsmora.

Tom Allen, członek Swiss Britisch Motorcykle Club, goszcząc z córką w Wielkiej Brytanii – postanowił wykorzystać wizytę w Ace Cafe do przeprowadzenia wywiadu z Markiem Wilsmorem.

Tom: W 1969 roku Ace Cafe zamknięto. Czemu otwarto ją znowu?

Mark: Ok. 1980 roku wykazywałem się sporymi umiejętnościami organizatorskimi przy planowaniu wycieczek motocyklowych dla moich przyjaciół z U.K. jak i z Europy. Coraz częściej otrzymywałem takie propozycje. W 1993 roku jeden z przyjaciół wspomniał, że za rok minie 25 lat od zamknięcia Ace Cafe i może bym tak coś zorganizował z tej okazji. To był TEN moment! Najpierw zająłem, się organizacją obchodów rocznicy zamknięcia w sierpniu 1969 roku. Pomyślałem sobie „Wypijemy tylko po filiżance herbaty i spalimy po fajce”. Takie spotkanie sprzyjało wspólnym wspomnieniom z przyjaciółmi i w końcu pojawiła się myśl, czemu by nie otworzyć ponownie kawiarni, zorganizować wielkiej rock’n’rollowej fety z udziałem 7000 motocyklistów i 12000 gości? Czułem, że to wypali tylko przedtem będę musiał wykonać mnóstwo telefonów.

Tom: Co było największą przeszkodą, jaką musiałeś pokonać?

Mark: Był ich cały ciąg do pokonania. Największą było to, że ówczesny najemca – firma oponiarska – nie był specjalnie zainteresowany tym pomysłem. Na szczęście znałem trochę ludzi z lokalnych władz, u których – czego nie oczekiwałem – mój pomysł spotkał się z wielkim entuzjazmem, choć nie wszyscy w lokalnej radzie odnosili się pozytywnie do mojego projektu.

Tom: Kiedy nabrałeś ostatecznego przekonania, że uda ci się ponownie otworzyć Ace Cafe?

Mark: Cały czas byłem o tym przekonany! Kiedy po raz pierwszy ogłosiłem zamiar ponownego otwarcia kawiarni, odebrałem mnóstwo telefonów z wyrazami poparcia i życzeniami sukcesu. Jednak kiedy plan zaczął nabierać realnych kształtów zaczęło do mnie docierać poczucie odpowiedzialności. „Bloody hell” (dosłowny cytat), to nie była jakaś tam kawiarnia, to była Ace Cafe! Powierzono mi kawał angielskiej kultury! Zacząłem rozumieć co czuł Nelson kiedy jego flota walczyła pod Trafalgar… „Ace” był po prostu największą sprawą i najodpowiedzialniejszą robotą, jaką kiedykolwiek miałem do wykonania.

Tom: Co cie spotkało szczególnego, co najbardziej cię ucieszyło od kiedy zająłeś się „Ace-Projekt”?

Mark: To było wiele rzeczy, szczególny był dzień, gdy gotowa była główna instalacja wodociągowa. To się działo pewnej mroźnej marcowej nocy, kiedy po tylu doświadczeniach i trudach mogłem się wreszcie ogrzać filiżanką herbaty w Ace Cafe. Zwłaszcza po całym dniu ogłuszającego huku wiercenia i kucia, od którego cały budynek mało się nie zawalił a asfalt na parkingu pofałdował się jak wykładzina. Myśleliśmy, że to trzęsienie ziemi. W jednej chwili ziemia się rozstąpiła i potężny gejzer wody trysnął aż do nieba zalewając wszystko, łącznie z zaparkowanymi motocyklami. To był totalny chaos. Po opanowaniu pierwszego strachu, staramy się policzyć i sprawdzić czy wszyscy są cali. Jednego brakuje. Myślę sobie pewnie jest w budynku, może coś mu się stało. Wracam do środka brodząc w wodzie. Po chwili znajduje go za drzwiami, całego i zdrowego klarującego przez telefon żonie, że dziś nie będzie mógł wrócić do domu po pracy. Ustalono później, że przyczyną awarii było uszkodzenie rury o średnicy 60 cali (1 cal= 2,54 cm), która zaopatrywała w wodę cały północny Londyn.

Tom: Kultura Rockersów lat 50/60 jest uważana jako typowo brytyjski fenomen. Jaka była przyczyna jej rozwoju i jaką rolę odegrała w tym Ace Cafe?

Mark: Po pierwsze tak sobie myślę, że kultura rockersowska wcześniej była angielska niż brytyjska, ponieważ bardzo niewielu było rockerów w Szkocji, Irlandii i Walii. Ace Cafe była ikoną angielskiej popkultury jako odmiennej od amerykańskiej. Popkultura angielskich rockersów została zapożyczona od amerykańskiej, jednak się modyfikowała. Przykładem na to są skórzane kurtki spopularyzowane przez Marlona Brando w filmie „Wild One” (Brando jeździ w tym filmie Triumphem!). Rock & Roll przybył z USA wraz z Little Richardem, Eddie Cochranem, Chuckiem Berrym i Elvisem Presleyem, jednak po 1957 roku mamy już trochę brytyjskich kapel rock’n’rollowych. Jedne kopiowały wiernie amerykańskich artystów, ale inne były prawdziwie oryginalne. Zobacz tylko zakres działalności Joe Meeka, który pracował w swojej specjalnie zaprojektowanej sypialni w północnym Londynie. Inni artyści to Johny Kidd and Pirates, Screaming Lord Sutch, Billy Fury i Marty Wilde. Johny Kidd często bywał w Ace Cafe i w „21s coffy bar” w Soho. Ace cafe była kolebką brytyjskiego rocka. Wielu późniejszych zawodników motocyklowych jak np. Ray Pickeral, Dave Degens i Dave Coxford swój pierwszy kontakt ze sceną wyścigów mieli w tej kawiarni. Poza tym była jeszcze szafa grająca, amerykański wynalazek stojący w większości brytyjskich zajazdów dla kierowców („transport cafe”). W czasach McDonaldów i Burger Kingów, „transport cafe” znajdowały się wzdłuż wszystkich głównych ulic Zjednoczonego Królestwa. Tam podawano herbatę z mlekiem i cukrem a nie kawę jak gdzie indziej. W każdej chwili mogłeś sobie wybrać w szafie grającej i posłuchać muzyki takiej jakiej ty chciałeś. Radio i telewizja nie emitowały „nowoczesnej” muzyki rozrywkowej, więc jeśli chciałeś posłuchać dobrej muzyki musiałeś wyjść z domu do „transport cafe”, albo jakiegoś baru. Dodatkowo przesiadywali tam jeszcze motocykliści. Amerykanie jeździli V-twinami Harleya Davidsona, którymi pokonywali komfortowo dalekie dystanse,Cafe Racer był z kolei brytyjskim wynalazkiem, wyścigową wersją motocykli z lat 50-tych takich jak Manx Norton lub BSA Gold Star. W latach 60-tych wraz z rozwojem przemysłu pojawiło się coraz więcej motocykli przerobionych na cafe racery. Było to zjawisko silnie odróżniające się od amerykańskiej popkultury. Teraz zetknęliśmy się z amerykańską globalizacją i unijną standaryzacją, dlatego ważne jest by dbać o rzeczy, która podkreślają naszą tożsamość a do takich rzeczy należy Ace Cafe.

Tom: Na większości imprez motocyklowych można spotkać styl Ace Cafe. Czy masz coś z tego?

Mark: W gruncie rzeczy nie przeszkadza mi to, dopóki powiadamiają mnie o tym i proszą o zezwolenie. „Ace Cafe” i „Rockers” są prawnie chronionymi znakami towarowymi.

Tom: Jak obecnie mają się sprawy z policją w Ace Cafe?

Mark: W gross przypadków współpraca układa się bardzo dobrze. Wielu spośród policjantów ma benzynę we krwi, wpada tu na filiżankę herbaty po służbie lub w czasie służby.

Tom: Może ci zazdroszczą, że były policjant tyle osiągnął?

Mark: (Śmiech)

Tom: Osiągnąłeś cel, doprowadziłeś do ponownego otwarcia Ace Cafe. Co teraz, jakie plany na przyszłość?

Mark: To było dla mnie ważne. Nie jest łatwo przywrócić do życia wspomnienia z młodości. Moim zamiarem było zawsze uczynić z Ace Cafe wspólne miejsce dla muzyki i motocykli. oczywiście nie dla każdej muzyki! Przede wszystkim Rock & Roll, ale też Soul i Pop z lat 60-tych. Na pewno nie Heavy Metal i na pewno nie Hip Hop! Organizujemy regularnie tematyczne imprezy dla określonych marek motocykli jak: Triumph, BSA, Ariel i Royal Enfield. Organizujemy specjalne imprezy dla zabytkowych samochodów. Pomagają nam w tym młodzi ludzie – dzieciaki w wieku 14/16 lat – skazani za drobne kradzieże lub narkotyki. Może przychodząc do Ace Cafe poznają inną stronę życia, widzą tu zapalonych pasjonatów jakiejś marki motocykli czy samochodów, rozmawiają z nimi nawiązują przyjaźnie. Czują wobec siebie zaufanie. Widzą, że większość motocyklistów zostawia kaski na motocyklach nie bojąc się, że im zginą.

Możliwość komentowania jest wyłączona.