Opowieść Rockersa – wspomnienia Paula Morina

30.06.2010

OPOWIEŚĆ ROCKERSA

Znak przy drodze A24 prowadzącej z Leatherhead do Dorking w Surrey ostrzega podróżnych: NIEBEZPIECZNE ZAKRĘTY. Otoczony przez wysokie ogrodzenia i w obliczu ciasnych zwrotów, przeciętny człowiek puszcza z gazu. Lecz dla małej grupki motocyklistów w latach sześćdziesiątych XX wieku, taka tablica była tylko zachętą do zwiększenia prędkości. Ci jezdzcy, to niesławni rockersi, odziana w skórzane kurtki młodzież na grzmiących, Brytyjskich, rzędowych „dwójkach”. Ich cel to pokonanie tych zakrętów najszybciej jak to możliwe, aż do 100 mph (ok 160 km/h). To miejsce, to ostateczny test umiejętności i nerwów dla rockersów z południowego Londynu i jeśli jesteś w stanie pojechać tam na maksa, masz zapewniony szacunek jako motocyklista. Rockersi z „The Cheam Burners”, z którymi jeździł Paul Morin uwielbiali szaleć na drodze z Leatherhead do Dorking. Dużo zaczęło się dziać w obrębie czterech zakrętów oddzielonych od dwóch następnych przez długą prostą. Decydujący był ostatni z tej czwórki, nazywany „The Dork Four”. Od prędkości z jaką go pokonałeś, zależało to, ile wyciągniesz na nadchodzącej prostej.
Prędkościomierze w tamtych czasach były bezużyteczne. Przy szybkiej jeździe ich wskazówki drżały sawmowolnie pod wpływem wibracji generowanych przez ostro odkręcone rzędowe „dwójki”. Dlatego „The Cheam Burners” szacowali uzyskiwane prędkości na podstawie zmian biegów i odczytów z obrotomierza. Paul, wtedy tuż po dwudziestce, wyliczył że przy 6,000 obr. jego Norton Atlas 750cm3 i Norton 650SS jego kolegi Teda Raymonda robią około 103 mile na godzinę (nieprawda, nie uwzględniali oporów jazdy – przyp. AM ).
„Jadąc przez Dork Four, zwykle utrzymywaliśmy tuż poniżej 6000 obrotów, a tak właściwie 5000 do 8000, wiec osiągaliśmy troszkę powyżej 100 mph. Zaznaczaliśmy na obrotomierzach kreskami granice od 6000 do maksymalnych 8000 obrotów i tuz przed wejściem w zakręt patrzyliśmy na tarcze, żeby widzieć co robimy,” mówi Paul (na zdjęciu po prawej na dole).
„Ted jako jedyny z nas pokonał Dork Four przy 6000 obrotów. Uwierzyliśmy mu, kiedy nam powiedział, bo nasza grupa nigdy nie kłamała odnośnie osiąganych prędkości, w przeciwieństwie do niektórych gangów. W okolicach 6000 – 8000 nasze Nortony robiły 117 mph, ale my byliśmy w stanie zobaczyć to może pół tuzina razy w ciągu całego okresu posiadania motocykli.” Niezwykle szaleństwa członków kultu rockersow i nieuchronnie wśród nich wysoka śmiertelność, zapewniła motocyklizmowi sensacyjne nagłówki w prasie ogólnokrajowej i lokalnej w latach sześćdziesiątych. Ale w tamtych czasach młodzi mężczyźni i ich dziewczyny na tylnych siedzeniach motocykli (wtedy było niewiele wyzwolonych kobiet jeżdżących na motocyklach) rozwinęli niesamowitą rządzę wyścigów po publicznych drogach, co później nazywane tez było „cafe racingiem” lub „paleniem” (burning).
Rockersi formowali się w nieoficjalne, ale rozpoznawalne grupki, z których kążda identyfikowała sie z konkretną kawiarnią i częsta preferowała jeden model motocykla. The Cheam Burners zbierali sie w Harlequin w Cheam i organizowali „dojazdowe” rajdy do Tiroli w Dorking, jakies 10 mil dalej. Lubili tez nawiedzać Caprice, Howes i Bernie’s („U Berniego”) w Nowoczesnej Dzielnicy, Toast Rack w Sutton oraz Nightingale i Saltbox w Biggin Hill.
Okazjonalnie najeżdżali słynna Busy Bee w Północnym Londynie, a gdy wybierali się na jeden dzień na wybrzeże, zatrzymywali się w Blue Pencil w Crawley. „W tych miejscach motocykliści byli mile widziani. Dziś już takich nie ma.” – mowi Paul. „Nigdy nie sprawialiśmy kłopotów. Pamiętam, jak jeden rocker wjechał swoim motocyklem prosto do Toast Rack, gdy pokłócił się z właścicielem, ale to rzadko się zdarzało.”
Paul odbył swój okres uczniowski w “burning” na podrasowanym Triumphie Tiger Cup, a swój pierwszy dorosły motocykl, Matchless 650 CSR zakupił w 62r. Czuł, że duży motocykl podniósł jego prestiż w oczach innych motocyklistów, ale wkrotce wspólnie z kolegą ( Tedem Raymondem ujeżdżającym wówczas BSA Gold Flash ) dostał lekcję w prowadzeniu motocykla, gdy został wyprzedzony własnie w „niebezpiecznych zakrętach” przez lekko i pewnie jadącego jeźdźca na Nortonie. “Naprawdę pokazał nam jak to zrobić; dorwaliśmy go w Tirola i dowiedzieliśmy się że nazywa się Ken Hugget” – później stał się znanym zawodnikiem wyścigowym w stajni znanego później ze swoich części akcesoryjnych i rasowanych Nortonów Dominatorów dealera Paula Dunstalla. Wyposażeni w ten sprzet The Cheam Burners nie doświadczali wielu porażek w swoich wyścigach na ulicach Płd. Londynu.
“Jedyny raz zostaliśmy pobici przez parę rasowanych Triumph Bonnevilles wyposażonych w owiewki DMD i ujeżdżanych przez Ginger i Gusa z okręgu Morden. Pewnego wieczoru umówiliśmy się na ten wyścig obejmujący „niebezpieczne zakręty”, rondo i łączący je kawałek prostej – całość może miała 2 mile długości. Pierwszy jeździec pojawiający się z powrotem zostawał zwycięzcą. „Objechaliśmy ich na zakrętach, ale dorwali nas znowu na prostej, mnie z powodu wibracji zamknęły się kraniki paliwowe, a Ted wypalił dziurę w tłoku. Może ze 30 osób, głównie ujeżdżających Triumphy zebrało się żeby oglądać wyścig i wyśmiało nas na mecie. Wieści w środowisku rockersów rozchodziły się z szybkością pożaru trawy – mieliśmy ciągłe wizyty znajomych wypytujących – słyszałem ze waszej dwójce przetrzepała skórę paczka z Morrden? W owym czasie byliśmy tą porażką mocno przybici.”
Ted Raymond lider The Cheam Burners i najszybszy jeździec grupy jeździl BSA Gold Flash w 63r, Nortonem 650SS w 64 i 65, Triumphem Bonneville w 65 i Nortonem Atlasem w 65 / 66. Rod “Cowboy” Symes jeździł BSA Shooting Star w latach 63 – 65 a później Triumphem T 110, Pete “Wis” Thistle ujeżdżał Nortona 600 Twin w latach 64 – 66, ale zmienił go na singla Nortona International w 67r. Andy “Wet Weather” Coulman jeździł Nortonem 600, a jeździec będący tylko chwilowo członkiem grupy Keith “The Conny Burner” dosiadał dużego Enfielda.
Motocykle były “poważane” zgodnie ze swoim potencjalem jako cafe racery – „respekt” było slowem podstawowym, maszyny albo zdobywały je albo były określane jako nieprzydatne do celów “burningu”. Triumph Bonneville był zawsze najbardziej poważanym motocyklem z mocno następującym mu na pięty Nortonem 650 SS na drugim miejscu. Bonneville był poważany za swoją szybkość i wygląd, Norton za szybkość i prowadzenie się na drodze, ale był o tyle droższy od Triumpha ze niezbyt często było go widać na drodze. Na początku ery rockersow BSA była poważana i popularna, ale po wyjściu modelu ze zblokowaną skrzynią biegów ludzie stwierdzili że nie wygląda jak prawdziwy motocykl, mimo ze Paul uważał ja za o wiele lepszą konstrukcję.
Modele BSA Gold Star i Rocket Goldies były zawsze akceptowane i poważane.
Royal Enfield Constellation był dość wysoko ceniony, ale niewiele ich było na drodze, a Matchless G 12 CSR i AJS 31 CSR były po prostu za wolne w porównaniu z Bonnevillem. Vellos były wysoko poważane, ale ich jeźdźcy nie byli rockersami tylko turystami chcącymi jeździć tymi motocyklami po całym kraju – uważaliśmy ich za szaleńców – wspomina Paul.
Z wyjątkiem Triumpha i Nortona niezawodność motocykli była fatalna, gdy wykorzystywano je do szybkiej jazdy – Paul pamięta Matchlessa i BSA jako najbardziej skore do uszkodzeń i wycieków oleju. Rockersi nie byli specjalnie dobrzy w polerowaniu i czyszczeniu swoich motocykli, ale w razie zaistnienia usterki wydawali ostatni grosz aby ja usunąć.
Wielu ex-rockersów wspominając tamte lata ocenia je jako najlepszy okres swojego życia, pełen ekstremalnych przeżyć. Paul wspomina: „Nasz dom cały drżał gdy spod niego odjeżdżały cztery wielkie Twiny. Czasem słyszę jak pod moim domem przejeżdża z hukiem motocykl i wtedy sobie myślę -ciekawe kto to taki…”

Notował: Mike Nicks.

Źródło: http://the59club.com/public_html/90mph.html

Tłumaczyli Adam M. i Memphis

Możliwość komentowania jest wyłączona.