Honda CB550 – Cafe Racer

6474037 Gdyby moja nauczycielka j. polskiego widziała, do czego teraz się zabieram, to z pewnością spojrzała by na mnie z politowaniem. Natura nie obdarzyła mnie lekkim piórem, dlatego ludzi o dużej wrażliwości lingwistycznej przestrzegam, że poniższy tekst może przypominać grę w rzutki po ośmiu piwach i pół litra. Mam cel, pragnę trafić w sedno, lecz rezultaty są już tylko dziełem przypadku. Droga do spełnienia marzeń wiedzie pod górę, co niektórych dziwi, a we mnie rozpala tylko ochotę do spróbowania własnych sił w kolejnej dziedzinie życia.
Ale do sedna. W niniejszym tekście chciałem wam przedstawić moją wyboista i krętą drogę do zbudowania własnego motocykla w stylu Cafe Racer.
Oj było, było lato. A dokładnie sierpień, roku pańskiego 2011. Od dłuższego czasu robiłem wszystko by oddalić od siebie widmo, pracy na etacie, co w przypadku mojej miejscowości oznacza pracę na kopalni lub nigdzie. Poszukując sensu w bezsensie, mając w głowie motto „stay hungry, stay foolish” miałem całą górę różnych „genialnych” pomysłów, a do żadnego z nich nie byłem przekonany na tyle, aby się go podjąć na poważnie.
6474066 Do czasu, gdy zobaczyłem pierwszego Cafe Racera, nie miałem o nich bladego pojęcia. (Zastanawiam się ile jeszcze czeka mnie takich momentów, które nadadzą kierunek mojemu życiu). Zagłębiając się stopniowo w temat, odkryłem urok tych motocykli i towarzyszącą im historię. Zapragnąłem zbudować własnego Cafe Racera. Pewnie była by to przelotna fascynacja, gdyby nie to, że zawsze lubiłem dłubać przy swoich motocyklach, a sam pomysł stanowił ciekawe wyzwanie. Wszedłem w świat Cafe Racerów, jak Alicja w króliczą norę, i z każdym krokiem nakręcałem się jeszcze bardziej.
Zrobiłem szybką kalkulację, i byłem przekonany, że przeróbka motocykla będzie prosta jak schemat akordów w kawałku disco polo.
Jeszcze w tym samym miesiącu sprzedałem mojego Horneta i z pozyskanym w ten sposób kapitałem, rozpocząłem poszukiwania odpowiedniej bazy do budowy motocykla. Mój budżet nie był powalający, więc motocykl musiał być tani. Oprócz tego uznałem, że podstawą są szprychowane koła, i odpalanie z kopki (moim zdaniem drzemie w nim duch motocyklizmu) Japońskie pochodzenie ze względu na dostępność części również miało być atutem.
Wybór padł na mocno zdezelowaną Hondę CB 550 z 1976 r. Klasyczny czterocylindrowiec, chłodzony powietrzem, jest jednym z najczęściej przerabianych motocykli. Kolejnym krokiem było poszukiwanie inspiracji i wyznaczenie ogólnych założeń projektu, a były to: maksymalna redukcja masy, prostota i bezkompromisowy charakter całości.
6474045 Plan zakładał ukończenie motocykla przed zimą, dlatego prace ruszyły z kopyta. Z impetem wściekłej surykatki rzuciłem się na niewinną maszynę, wraz z całym arsenałem tarcz do cięcia i wyrzucałem wszystko, co wydawało mi się zbędne.
W ten sposób pozbyłem się doczepianego bagażnika wielkości wózka z biedronki. Poleciały także Błotniki, siedzenie, kierownica, lusterka, osłony amortyzatorów, kierunki wielkości reflektorów z Jelcza, centralną nóżkę, prędkościomierz. i całą masę innych szpargałów, niepotrzebnych w rasowej wyścigówce. Krzesałem iskry i zużywałem kolejne tarcze do szlifierki jak John Rambo amunicję. A wieczorami po skończonej pracy, przeczesywałem Internet, w poszukiwaniu potrzebnych części.
Cały czas zmagałem się brakiem podstawowych narzędzi i ograniczonym budżetem. Tutaj początkowo miałem zamiar, z typowo polską skłonnością do narzekania, opisać moją drogę przez mękę, i kolejne mozolnie stawiane kroki. Coś mnie jednak powstrzymało. Kto powiedział, że będzie łatwo? Popełniałem błędy nowicjusza w kolejności działań, straciłem sporo czasu na poszukiwanie fachowców, których jest jak na lekarstwo. Ponadto, koszty przerosły moje oczekiwania, sam remont generalny silnika zamknął się w kwocie 4000 zł (dlatego że wymieniłem w nim prawie wszystko) Czekanie na części, zamawiane w stanach a nawet w Japonii, zdawało się być gorsze niż zdrada z cyganem. No i właściwie, co z tego? Wielu ludzi spojrzy i powie, „o ładny motorek”, wielu nie zrozumie jak można jeździć czymś, co ma mniej niż 200 KM i 1000 ccm, może znajdą się tacy którzy chcieli by go mieć. A tak naprawdę, tylko znajomi i rodzina, ludzie, którzy śledzili postępy prac na bieżąco i pomagali, docenią trud włożony w jego wykonanie. Faktem jest, że biorąc pod uwagę włożony czas i pieniądze inwestycja się nie opłaciła, ale to nie znaczy, że nie było warto.
Podczas całego procesu budowy motocykla, powstaje niezwykła więź człowieka i maszyny. Jakby zmiksować matczyną miłość z garścią śrub M10. Ktoś mnie zapyta, ile jest dla mnie wart ten motocykl, a ja nie będę potrafił odpowiedzieć, bo jego wartości nie można zmierzyć pieniądzem.

6474056 Przebudowa motocykla tak mnie pochłonęła, że mam już w głowie kilka kolejnych pomysłów, więc prędzej czy później będę musiał sprzedać moją Hondę. W US and A czy nawet u naszych południowych sąsiadów, rynek motocykli customowych i klasycznych rozkwitł już dawno. Cieszy mnie fakt, że także u nas coś się ruszyło. Mamy w Polsce wielu znakomitych konstruktorów, którzy wygrywają nie tylko międzynarodowe narody, ale codzienną walkę z polską rzeczywistością. Warto poświęcić im uwagę gdyż w czasach globalizacji, masowej produkcji, wnoszą część siebie do motocyklowego świata. Czyniąc go barwniejszym i bardziej uduchowionym.
Podsumowując, rzucę na ruszt kilka być może wyświechtanych prawd.
Przetarcie szlaku nigdy nie przychodzi łatwo. Budowa motocykla zajęła ponad rok, ale mając zdobyte doświadczenie, jestem w stanie skrócić ten czas o połowę, ponadto znalazłem moją życiową pasję. Warto podążać za marzeniami, bo tylko ich spełnienie jest prawdziwym obrazem szczęścia. Wiele rozwiązań problemów pojawia się w trakcie pracy, dlatego nie należy się zrażać przeciwnościami. Cel uświęca środki. Dziś, chodząc do garażu, czuję satysfakcję, i tego samego życzę wam, w nadchodzącym sezonie.

Do zobaczenia na drodze!
Piotr Hagno
http://www.facebook.com/pages/Cafe-Racer-Projekt/211731128911649
6474063

2 odpowiedzi na „Honda CB550 – Cafe Racer

  1. Chylo pisze:

    haha z tą kopalnią to dokładnie!

    myśle że babka od polskiego będzie dumna;)

  2. Barista pisze:

    Tekst czyta się lekko, przyjemnie, a zawarte w nim metafory są niezwykle trafne, a przemyślenia wręcz ujmujące. Następnym razem daruj sobie ten wylewny i pełen samokrytyki wstęp, bo pióro masz GIT… więc nie pie-dol tylko pisz więcej! 😉
    Hondeczka śliczna – zazdroszczę! Widać włożone serce, czas i hajs. Ja także uważam, że przebudowa własnego motocykla (i nie ważne czy to cafe-racer, chopper, street-fighter itp.) to jakby nadawać mu jego własną duszę. Ma on swoją historię: wzloty, upadki, ale teraz to Ty dałeś mu cząstkę siebie i to czyni go wyjątkowym:
    „Podczas całego procesu budowy motocykla, powstaje niezwykła więź człowieka i maszyny. Jakby zmiksować matczyną miłość z garścią śrub M10.” -będę cytował ;D