Spod ziemi na wesele – niezwykła historia pewnej Yamahy R5

Historia motocykla, którą chcę wam opisać, wydaje się tak niezwykła, ze aż nieprawdopodobna. Zaczęła się kilkanaście lat temu w Austrii. Trafił tam w poszukiwaniu pracy młody chłopak z Polski. Znalazł nie tylko pracę ale i swój wymarzony motocykl – Yamahę R5 z 1972 roku. Sposób w jaki stał się jej właścicielem, przypomina sensacyjne historie z kolorowych gazet. Dowiedział się bowiem, że podczas robót ziemnych poprzedzających rozbudowę domu sąsiada jego pracodawcy, spychacze przypadkowo zasypały wiekowy już motocykl, który stał zapomniany przez właściciela w krzakach. Sąsiad był na tyle bogaty, a motocykl stary, że machnął ręką na stratę. Młody Polak, nie mógł jednak spać spokojnie wiedząc, że gdzieś w pobliżu metr pod ziemią, spoczywa sprawny motocykl. Chłopak tak długo wiercił dziurę w brzuchu sąsiadowi, aż dostał od niego zapewnienie, że jeśli uda mu się znaleźć motocykl i go odkopać – będzie mógł go zabrać ze sobą do Polski. Szkopuł tkwił w tym, że nikt nie znał dokładnego miejsca spoczynku Yamahy. Można je było określić jedynie w przybliżeniu. Nasz bohater wcale się tym nie zraził, tylko poszukał łopaty i zabrał się za kopanie dołów. Udało się za trzecim razem. Po wykopaniu gębokiego dołu i delikatnym ściąganiu kolejnej warstwy ziemi, oczom poszukiwacza ukazał się nietknięty motocyklowy prędkościomierz! Poprzedni właściciel dotrzymał słowa i podpisał szczęśliwemu znalazcy akt sprzedaży. Tak oto motocykl znalazł się w Polsce. Po drobnych naprawach służył wiernie przez prawie dziesięć lat – dopóki chłopak znów nie postanowił wyjechać z Polski w poszukiwaniu pracy – tym razem do Wielkiej Brytanii, gdzie trafił na miłość swego życia.
Teraz możemy się przenieść do obecnych czasów. Nasz bohater właśnie wczoraj zawarł związek małżeński. Jego bracia już od kilku miesięcy zastanawiali się nad ślubnym prezentem dla pana młodego. Wiedząc jak bardzo lubił swój stary motocykl – postanowili, w tajemnicy przed nim, wyciągnąć Yamahę z garażu, oddać do renowacji i przekazać mu ją w pełnej krasie na weselu. Tak to motocykl trafił do Szajby, który miał mu przywrócić dawny blask, a przy okazji lekko podrasować. Jak wiadomo – Arek nie przepada za półśrodkami. Na początek rozebrał motocykl do gołej ramy. W trakcie kolejnych etapów remontu szukał odpowiedniej koncepcji, by motocykl wyglądał odpowiednio do uroczystości, na której miał być zaprezentowany. Bracia słuchając argumentów Szajby, zgodzili się rezygnować z niskobudżetowych rozwiązań, przystając na wszystkie jego propozycje – mimo, że znacznie podniosło to koszty. Motocykl prezentował się coraz lepiej. Prawdziwą wisienką na torcie miał być bak, pomalowany przez profesjonalistę w charakterystyczne dla ówczesnej Yamahy „jubileuszowe” barwy z charakterystycznym czarno-białym pasem biegnącym dołem zbiornika. „Profesjonalista” jednak niezbyt dobrze wywiązał się z zadania. Pasek był nierówny, a na baku pozostały „zaprószenia”. Zostało zbyt mało czasu do ślubu, by cokolwiek poprawiać. Padła propozycja, by bak zostawić tak jak jest, a po weselu oddać go do poprawki. Jednak – jak już wspomniałem – Arek nie znosi połowicznych rozwiązań. Przecież najważniejsze będą pierwsza wrażenia pary młodych i gości na weselu, a nie po kilku dniach. Szajba postanowił sam pomalować bak we własnym warsztacie. Zbiornik ledwie zdążył wyschnąć do wesela.
Gdy bracia zobaczyli łzy szczęścia w oczach brata na widok swego motocykla – stwierdzili, że pomysł wart był każdej złotówki, jaką w niego włożyli.
Wygląda na to, że Yamahę R5 znów czeka zmiana kraju. Tym razem wyjedzie razem z młodą parą do Wielkiej Brytanii, by tam cieszyć swojego właściciela, który własnymi rękami odkopał ją z grobu.

Tekst: Wojtek Kopczyński

Foto: Arkadiusz „Szajba” Pawlukowicz, oraz archiwum właściciela motocykla

24 odpowiedzi na „Spod ziemi na wesele – niezwykła historia pewnej Yamahy R5

  1. contraband pisze:

    Ciekawa historia, tylko razi mnie „Szajba’s garage” w każdym zakątku motocykla. Motorek w porządku.

    • szajba pisze:

      a nie razi cie jak masz np; VW i na każdym kole emblemat masce klapie kierownicy radiu szybie itp..;)

      • jcb pisze:

        Tyle tylko , że VW to masowa produkcja gdzie dobry smak schodzi na dalszy plan. Logo które stanowi równoczesnie wysmakowany dodatek stylistyczny jest ok ale czerwony napis z adresem www na lampie razi jak cholera – po co ? Jak ktoś będzie chciał to znajdzie stronę po samej nazwie a pełnego adresu i tak nie zapamięta.

        • szajba pisze:

          bo nie zdążyłem przemalowac i poprawic malowania po aerografiscie który spiepszył robote i musiałem ukryc niedomalowanie na lampie, zbiornik cały przemalowałem w ostatniej chwili niedługo zapodam fote jak mozna spiepszyc malowanie zbiornika i wziąśc za to pinądze

    • szajba pisze:

      i nie interesi mnie co kto mysli czy mu sie podoba moje logo czy nie najpierw sam niech zrobi cos lepszego a potem krytykuje kogoś

      • olszak pisze:

        Dokładnie tak! Wszystkie loga świetnie wkomopnowują się w motocykl. Całość wygląda rewelacyjnie ( to i tak za mało powiedziane ). Właściciel jest mega zadowolony i dumny ze swojej starej-nowej R5, a skąd wiem? Bo widziałem przez moje zaszklone oczy łzy szczęścia na twarzy mojego brata, kiedy motocykl został mu wręczony! Arek jeszcze raz wielkie dzięki!

        • Memphis pisze:

          Jak się pracuje w takim kreatywnym biznesie i prezentuje swoje prace online, to trzeba się liczyć z krytyką i przyjmować ją bez obrażania. Fakt, że ktoś nie potrafi zrobić lepiej, nie znaczy że nie może dyskutować. Jakby tak było, ludzie chyba nie wiele by ze sobą rozmawiali. Moim zdaniem tych logotypów też zdecydowanie za dużo, ale jak się klientowi podoba, to w porządku, to jest przecież najważniejsze.

  2. Kapiii pisze:

    Klasa wielka. Faktycznie, prawie jak billboard 😉
    Ale i tak, wali na kolana.

  3. seba440 pisze:

    Zajebista historia i zajebista maszyna. Po takiej przeróbce chyba widzimy się na zawodach weteranów w przyszłym roku 🙂

  4. Pan Sławek pisze:

    Mocowanie tablicy tragedia, pasowało by do jakiegoś syfiastego choppera z 2-metrowym widelcem ale nie do cafe…

    • wojkop pisze:

      Faktycznie, mogłaby być mniejsza. Jednak biorąc pod uwagę wielkość tablic rejestracyjnych w UK…. 🙂

      • szajba pisze:

        jak załozy sie nasza tablice to kompletnie zakrywa tą czaszke a ta czaszka jest tej samej wielkości co w Comarze 😉

      • szajba pisze:

        to nie uchwyt jest duży tylko tak motocykl mały na upartego zakryła by to tablica od motoroweru 😉

  5. czesław pisze:

    nie ma sie co czepiać brandowania. może to element dealu. lepsza cena w zamian za reklamę w gb. nie nasza sprawa.

  6. Szymonfzs pisze:

    historia czad!!!

  7. boskijaco pisze:

    historia niesamowita

  8. latino pisze:

    świetna !

  9. olo2222 pisze:

    A gdzież jest zdjęcie pary młodej na tle maszyny ? 🙂

  10. bochen pisze:

    historia piękna i równie piękny motocykl szajba szacun idealny designe jak na prezent weselny a jeszcze biorąc pod uwagę całą tą historię to koleś chyba zrobił kupsztala w majty jak zobaczył swój moto, gratulacje dla braci pana młodego bo chyba każdy z nas chciałby dostać taki prezent ślubny brawo panowie !!!!! osrać niezadowolonych komentatorów logotypów :))

    • czanon pisze:

      Kupsztala nie było! Ogromne wzruszenie i łzy szczęscia owszem! Skąd to wiem? Byłem tam bo jestem ojcem calej trójki!!!

  11. bochen pisze:

    TEN KUPSZTAL TO OCZYWIŚCIE DLA WYRAZISTOŚCI WYPOWIEDZI !! GRATULUJĘ SYNÓW !!

  12. pasta-moto pisze:

    Szajba, możesz powiedzieć czym malowałeś silnik. Chodzi mi o uzyskanie takiej struktury.