Pierwsi kurierzy i Royal Enfield WD/CO 1943

30.06.2010

Jest ciemno i okropnie zimno, przestało padać a krętą drogę oświetla tylko wąski snop światła z motocyklowej lampy.
Słychać rytm silnika który uspokaja oraz kichanie i prychanie w tłumik które penetrują ciemności wiele dalej niż pożółknięty strumień światła oświetlający drogę. Wspinam się na wzgórze wyszukując sabotaży na drodze przede mną. Jadąc po dziurawej drodze sakwy dzwonią cennym ładunkiem rządowych dokumentów. Tajne kody, rozkazy oficera a może dobre wieści z frontu walki? Jeszcze pół godziny i będę u celu podróży, tylko trzydzieści minut. Księżyc świeci tak mocno że widzę zarys miasta pogrążonego w ciemności. Wysokie kominy fabryki wysuwają swe szpony w niebo i wskazują przebieg granicy między miastem a polami. Między nowym i starym. Czuję pomieszany zapach sosny i mleczu. Odczuwam jak zaparowane gogle uciskają mnie mnie niewygodnie wokół oczu i czuję smak piżmowej chusty osłaniającej dolną część twarzy. Silnik kicha i nierówno pracuje. Instynktownie lewą, przemokniętą od deszczu rękawicą sięgam do kranika paliwa i przełączam na rezerwę. Dwie pinty paliwa pozostałe w zbiorniku przywracają spokój i pocieszenie na ostatnie piętnaście mil tej nocnej podróży.
Kubek gorącej kawy i ciepłe, odświeżające danie czekają na mnie u celu podróży. Właśnie to niecierpliwe oczekiwanie prowadzi mnie przez samotność długodystansowego kuriera II Wojny Światowej.
Brzmi znajomo? Zanim pojawili się miejscy kurierzy w latach 70-tych istniały już podobnie myślące dusze które na przedpotopowych motocyklach jeździły nadzwyczajne dystanse przez całą dobę, w każdą pogodę. Wtedy nkt nie słyszał o czymś takim jak Cordura, podgrzewane manetki, Scottoiler czy wał napędowy. Dzisiejsi kurierzy narzekają na kiepski stan dróg podczas gdy wojenni kurierzy musieli radzić sobie na miejskich drogach zniszczonych bombardowaniem, jeżdżąc motocyklami które miały sztywne zawieszenie tylne, z przodu widelec trapezowy i prawie nieistniejące światła na motocyklu jak i na ulicach.

Nie przejmując się błędnymi kodami pocztowymi czy ekstremalnie trudnymi adresami ci kurierzy poruszali się po kraju drogami z których były usunięte znaki drogowe aby zmylić nadciągające wojska wroga. Następnym razem gdy utkniesz przemoknięty deszczem, szukając obskurnego adresu pośrodku nicości, a twoja Yamaha Diversion znowu pali tylko na 3 gary, pamiętaj że mogło być wiele gorzej.
Aby poczuć się chociaż trochę jak kurier wojenny z lat 40-tych postanowiłem przetestować przez kilka dni autentyczny motocykl kurierski – Royal Enfield WD/CO z 1943 roku.
Sześćdziesiąt cztery lata temu nowy Royal Enfield stanął dzielnie w szeregu i dołożył starań w gorzkich działaniach wojennych przeciwko ciemnej stronie ludzkości która zmienia swe imię ale zawsze udanie powraca.
To była pasja która powodowała że tylko najlepsi z najlepszych byli wystarczająco dobrzy aby mogli wytrzymać trudy frontu walki. Tacy też byli producenci motocykli czasami wprowadzając unowocześnienia do swych maszyn. Royal Enfield zastąpił swój słaby , dolnozaworowy silnik 350ccm nową, górnozaworową jednostką i w ten sposób WD/CO został wciągnięty do armii.

Ten przykładowy motocykl z tego testu i przeglądu jest jednym z wielu dostarczonych brytyjskim siłom. W sumie około trzydzieści tysięcy maszyn dostarczono armii i około trzy tysiące siłom powietrznym. Być może najlepszym motocyklem wojennym był BSA M20 ale były też inne, produkowane przez Matchless`a, Norton`a czy Ariel`a. Poza tym skonfiskowano szeroki zakres motocykli cywilnych które zostały wcielone do armii aby wesprzeć wysiłki działań wojennych. Chociaż niektórzy właściciele ukrywali swe maszyny aby ich nie stracić, większość rozumiała że oddanie motocykla do usług wojska jest właściwym wyborem.

Gdy przyjrzeć się modelowi WD/CO możemy zauważyć „DNA”, które przetrwało aż do czasów współczesnych w indyjskiej wersji Royal Enfield`a produkowanego po dziś dzień. Tylne schowki narzędziowe, pokrywa przekładni pierwotnej, charakterystyczna pompa oleju czy zbiornik oleju. Wszystko to dodaje „smaczku” i definiuje świetny motocykl Royal Enfield. Silnik jest konwencjonalny, górnozaworowy z głowicą odlewaną z żeliwa i niskim stopniem sprężania, około 5:1 aby mógł sobie poradzić z paliwem kiepskiej jakości. Podwozie jest wyposażone w sztywne tylne zawieszenie i przednie trapezowe. Motocykl posiada conajmniej 3 schowki na wyposażenie. Indywidualny numer kontraktu był malowany na biało na zbiorniku paliwa i był kombinacją numeru ramy i numeru umowy zamówienia. Motocykl jest wyposażony w trzy podstawki. Jedna z tyłu, jedna boczna z kolcami do stawiania w warunkach off-road oraz jedna przednia która formowała uchwyty przedniego błotnika. Konstrukcja dzielonej tylnej osi pozwala na szybki i sprawny demontaż tylnego koła a także umożliwia wymianę dętki bez wyjmowania koła z ramy. Royal Enfield WD/CO miał reputację bardzo mocnego i niezawodnego motocykla kurierskiego.
Po wojnie armia zwróciła duża liczbę motocykli do fabryki. Maszyny te zostały odnowione i były sprzedawane na rynku brytyjskim podczas gdy nowe modele były eksportowane aby zarobić zagraniczną walutę. Odnawianie motocykli oznaczało że czasem ramy motocykli były mieszane z silnikiem i podzespołami z innego. W rezultacie powstał niezawodny, „prawie jak nowy” motocykl i w takiej formie trafiał do odbiorców. Reklamy odnowionych Enfieldów pojawiały się od 1946 roku aż do połowy lat 50-tych. Firma Fred Fearnley LTD oferowała – praktycznie nie używany i równy nowemu – WD/CO w dwóch wersjach – piękny kasztanowy, wykonczony chromem lub poprostu czarny z chromem w cenie dziewięćdziesiąt pięć funtów i pięć szylingów.
Motocykl w naszym teście był pieczołowicie odrestaurowany 20 lat temu przez ówczesnego eksperta motocykli wojskowych z klubu właścicieli Royal Enfield. Motocykl ten posiada ‘pokrywające” się numery i oryginalną rejestrację z czasu kiedy został zdemobilizowany w 1946 roku. Motocykl posiada wszelkie ówczesne cechy oraz detale stanowiąc bardzo dokładny egzemplarz i wydaje się że nigdy nie był „w cywilu”.

Na drodze motocykl jest chętny do współpracy a praca czterobiegowej skrzyni biegów Albion jest gładka i pewna. Wyczuć można wyraźną róznicę przełożenia między trzecim a czwartym biegiem co wskazuje że na gładkiej drodze ostatni bieg jest nadbiegiem tudzież pierwszy, drugi i trzeci wydają się być idealne do pracy w trudnych warunkach. Silnik nie wie co to są wibracje, dzięki niskiemu stopniowi sprężania. Na najwyższym, czwartym biegu przy prędkościach powyżej 45mph silnik pracuje równo i gładko. Prędkość maksymalna wynosi około 65 mph a prędkość 50mph wydaję się być idealna do spokojnej podróży. Co ciekawe, motocykl jest zdolny podróżować z prędkością 12mph na najwyższym biegu co było pomocne podczas konwojowania. Sprzęgło pracuje lekko i miękko co tylko uprzyjemnia podróż. Nieoświetlony prędkościomierz wyprodukowany przez firmę Smiths wskazuje tylko siedemset dziewięćdziesiąt siedem mil od czasu odbudowy 20 lat temu.



Źródło: Anarchy/TRD
tłumaczenie i edycja:
Lehoom

Możliwość komentowania jest wyłączona.