MotoCzysz C1 „American Dream” a rzeczywistość

W 2005 roku w USA powstał motocykl, który wywołał poruszenie i wzbudził emocje w całym motocyklowym świecie. Polakom dodatkowo zapadła w pamięci swojsko brzmiąca nazwa „Czysz” (amerykanie wymawiają to „sis”). MotoCzysz C1 – według jego twórcy – w dwa lata miał zdobyć amerykański rynek i zdominować wyścigi klasy Superbike i Grand Prix. Właśnie minęły dwa lata… ale wróćmy do początku:

Michael Czysz osiadły w Portland w stanie Oregon doszedł do fortuny jako twórca rezydencji dla ludzi z pierwszych stron gazet, takich jak Cindy Crawford czy Lenny Kravitz. Jego pracownia Architropolis jest numerem 1 w projektowaniu hoteli, restauracji i wszelakiego rodzaju lokali użyteczności publicznej w USA. Jednak nazwisko to jest sławne nie tylko w środowisku architektów. Jego dziadek Clarence Czysz był cenionym fachowcem od tuningu Nortona Manxa, a ojciec Terry przodował w przygotowywaniu motocykli wyścigowych, w tym także Aprilii 250 – pierwszego motocykla, na którym startował Michael na torze wyścigowym. Trudno się więc dziwić, że w głowie młodego architekta zrodził się pomysł awangardowego motocykla, który przełamywał wiele konstrukcyjnych schematów.
Motoczysz C1 990 przyciąga uwagę przede wszystkim nietuzinkowym silnikiem – stojącym wzdłużnie w karbonowej ramie o niespotykanej konstrukcji – czterocylindrowym o poj. 988 ccm z dwoma wałami korbowymi wirującymi w przeciwnych kierunkach sprzęgniętymi ze sobą za pomocą kół zębatych. Najlepszym dowodem na oryginalność i nietuzinkowość konstrukcji Michaela Czysza jest 15 patentów, które chronią najważniejsze elementy motocykla C1. Skąd takie awangardowe pomysły u architekta nie mającego mechanicznego wykształcenia? Michael Czysz twierdzi, że inspiracją dla niego były dokonania Johna Brittena i jego Britten V 1000. Podobnie jak on – postanowił odrzucić wszystkie dotychczasowe schematy i nie licząc się z ograniczeniami i kosztami, szukać odpowiedzi na pytanie: jak powinien wyglądać motocykl idealny. Stąd na zbiorniku C1 widnieje inskrypcja „Pamięci Johna Brittena”.
Wracając do silnika; poza nietypowym osadzeniem, jego konstrukcja wyróżnia się jeszcze tym, że składa się z dwóch bloków cylindrów rozchylonych po katem 15 stopni, które napędzają wspomniane wyżej dwa wały korbowe wirujące w przeciwnych kierunkach. „Zlikwidowaliśmy wpływ momentu żyroskopowego wirujących elementów będącego naturalną cechą poprzecznej czwórki, który to spowalnia szybkość, z jaką motocykl może przechodzić z jednego przechyłu w drugi” – wyjaśnia Czysz. Motocykl jest bardzo krótki, pomimo wzdłużnego zamocowania silnika a to dzięki „schodkowej” konfiguracji jednostki napędowej. Zmniejszono w ten sposób powierzchnię czołową silnika do 165 mm szerokości – czyli tyle samo co tylna opona! Konstrukcja ta dodatkowo neutralizuje moment bezwładności wzdłużnie osadzonego wału korbowego, dający się we znaki w widlastych Moto Guzzi czy bokserach BMW. Mając do dyspozycji tak rewelacyjny silnik Czysz mógł zbudować motocykl o wyjątkowo niskim współczynniku oporu powietrza. Ale to jeszcze nie koniec patentów pana architekta. Demontowalną skrzynię biegów można zmienić w ciągu 10 min zmieniając w ten sposób długość przełożeń. Silnik zaopatrzony jest w dwa sprzęgła znajdujące się na jego przeciwnych końcach! Jedno jest suche i steruje nim kierowca, drugie – mokre – współpracuje z nim zapobiegając blokowaniu koła przy hamowaniu silnikiem. To niemożliwe by taki silnik osadzony był w „normalne” ramie. Czysz C1 ma karbonową ramę z wahaczem łożyskowym będącym w jednej osi ze zdawczym kołem łańcuchowym. Dzięki temu tył motocykla nie „przysiada” przy gwałtownym odkręceniu manetki gazu. Amortyzator Öhlinsa również nie posiada typowej sprężyny a progresywny układ dźwigni, pozwalający się głęboko składać motocyklowi w zakrętach. Przednie zawieszenie oczywiście jest również opatentowane pod nazwą 6x-Flex. Golenie teleskopowe przybrały aerodynamiczny kształt a rury nośne mają przekrój wielokąta. Wyjątkowo łatwo dostępny amortyzator Öhlins znajduje się dokładnie w osi 100-milimetrowej główki karbonowej ramy i ściskany jest drążkiem połączonym z goleniami, opierając się na górnej półce teleskopów. Można powiedzieć, że jest to wynik doświadczeń Czysza wyniesionych z toru wyścigowego. Czysz zdecydował się niejako zaprogramować odporność na siły skręcające teleskopów i wahacza poprzez zastosowanie wewnątrz nich poprzeczek. „Kiedy wybrałem karbon jako właściwy materiał dla ramy, jej wysoka sztywność okazała się problemem” – mówi Michael w wywiadzie dla pisma Robb Report MotorCycling – „Wszyscy pamiętają, jak w Hondzie Colina Edwardsa poluzowano śruby mocujące silnik do ramy, dzięki czemu mógł zdobyć tytuł mistrza świata Superbike. Giętkość jest niezbędna, aby motocykl dobrze się prowadził”.

Oto co powiedział słynny kierowca testowy Alan Cathcart o motocyklu MotoCzysz 990 C1 po swojej pierwszej jeździe próbnej:
„(…)Uruchomienie silnika wywołuje lawinę huku dobywającego się z obu pozbawionych tłumików rur wydechowych osobnych dla każdego bloku cylindrów.(…) Samozwańczy American MotoGP Project, który to slogan widnieje na owiewkach obok flagi amerykańskiej, wyróżnia się wyjątkowym odgłosem pracy silnika, jaki można przyrównać do ulubionego przez entuzjastów starych samochodów wyścigowych.(…)Silnik MotoCzysza sprawia wrażenie dobrze wyważonego i gładko pracującego, a przy tym mocarnego jak na standardy Superbike. Oczywiście trochę brakuje mu jeszcze koni do wyczerpania możliwości, zwłaszcza że ogranicznik obrotów ustawiony jest z zapasem na poziomie 12 500. Jednak moc oddawana jest łagodnie w szerokim zakresie obrotów, czym przypomina bardziej grzeczny motocykl szosowy niż wyścigówkę. No, ale należy pamiętać, że to jeszcze motocyklowy niemowlak i wymaga troskliwego dopieszczenia przez dział badań i rozwoju. Potwierdziło się, że innowacyjny silnik z czterema walkami rozrządu i dwoma wałami korbowymi spisuje się znakomicie, ale co z podwoziem? Co ze sztywną karbonową ramą, w którą wtłoczono wzdłużnie umieszczony silnik? MotoCzysz jest chyba najbardziej neutralnym w prowadzeniu motocyklem, jakim dane mi było jeździć. Całkowicie nowa koncepcja, w której już na starcie wyeliminowano wszystkie przeszkadzające pochodzące z silnika siły, pozwala na precyzyjne strojenie podwozia pozbawione zafałszowań wynikających z bezwładności wału korbowego.”

Michael Czysz postawił sobie za cel wprowadzenie swojego C1 do wyścigów Superbike najpóźniej w 2006 roku. Budowanie marki chce rozpocząć powoli ale konsekwentnie. Nauczony przykładem prób reaktywacji marki Indian – wie, że pieniądze to jeszcze nie wszystko by zaistnieć na światowym rynku motocyklowym. Dwa lata temu Michael Czysz planował, że w 2007 roku znajdzie chętnych 150 kupców, którzy za jego MotoCzysz C1 w wersji drogowej gotowi będą zapłacić 60 000 $ a w 2009 roku ustalić produkcje na poziomie 3000 sztuk rocznie.

Mamy 2007 rok i jak już wiemy – życie nieco zweryfikowało ten amerykański sen, ale „czysz” nie szkoda by tak innowacyjny projekt został jedynie ozdobą w garażach bogatych kolekcjonerów motocykli?

Źródła:
Robb Report MotorCykling
MOTOCZYSZ

Możliwość komentowania jest wyłączona.