Wielka Sobota 2011

Co roku przed Motoświęconką spotyka mnie jakaś mała przestroga ze strony Niebios. Kiedyś w drodze powrotnej omal nie zgubiłem tablicy rejestracyjnej. Jak zwykle szykowałem motocykl na ostatnią chwilę po zimowym postoju i postanowiłem zrobić furorę nowym zadupkiem w stylu „cafe” – własnej roboty – zakładając go w wielkim pośpiechu, co u mnie oznacza – niedbale. Dobrze, że za mną jechał Andrzej P. i zatrzymał mnie z tablicą dyndającą na ostatniej śrubce… Innym razem musiałem zawrócić do garażu i dokręcić porządnie tylne koło, bo po hamowaniu na pierwszych napotkanych światłach zaczęło wykręcać „ósemki”…
Jednak za każdym razem udało mi się wrócić z poświęconym jajeczkiem w kieszeni. Tym razem tak nie było. Dojechałem jak niby nigdy nic na miejsce zbiórki Viatora na toruńskim Nowym Rynku by z nimi pojechać w paradzie do Przysieka. Zgasiłem silnik, przywitałem się z kolegami i gdy przyszło odpalać maszynę – niespodzianka. „Mała Czarna” odmówiła współpracy. W końcu z wielkim trudem odpaliła, silnik kręcił tylko na wysokich obrotach nawet ruszyłem z miejsca z nadzieją, że wypluje z siebie jakieś paprochy ale w końcu zgasł „na amen”. Pomyślałem, że zabrakło paliwa bo jeździłem ostatnio na rezerwie. Zostawiłem motocykl, podjechałem taksówką do garażu po butelkę z paliwem i wróciłem. Niestety niewiele pomogło. Silnik z wielkim trudem odpalał na ssaniu i pracował tylko na wysokich obrotach. Jakoś – to jadąc, to pchając – dotarłem do garażu i zlany potem, pełen czarnych myśli zabrałem się za wykręcanie gaźnika. Już miałem przed oczami wizję jazdy do Trzebieży pociągiem, gdy dopiero po ściągnięciu baku zauważyłem, że wężyk biegnący od podciśnieniowego kranika do króćca ssącego „przylepił” się do gorących żeberek silnika. Oczywiście to pewnie skutek mojego zimowego grzebania w instalacji podczas wymiany przedniej lampy i kierunkowskazów. Igielit tak się stopił, że wężyk stracił prawie całą drożność i powietrze nie mogło dobrze zassać membrany otwierającej wlot paliwa w kraniku! Znów znalazł się z pomocą mój nieoceniony kolega Andrzej P., który przywiózł mi porządny wężyk z czarnej gumy i „Mała Czarna” zamruczała jak gdyby nic na wolnych obrotach „na dotyk” – czyli tak jak zawsze.
Minęła dobra godzina, więc nie było już po co jechać do Przysieka na Motoświęconkę. Postanowiliśmy jednak jechać do Przysieka w odwiedziny do Sebastiana440, który wraz z bratem ostro pracują nad swoimi Metalexami przed Veteran Cup. Jak widać na zdjeciach – roboty jeszcze sporo przed nimi, ale chłopcy są dobrej myśli. W środę mają dotrzeć do nich opony (regulamin zabrania startu na „slickach”) i silniki po regeneracji.
WESOŁYCH ŚWIĄT!!!


Fot. Andrzej Pokojski

Możliwość komentowania jest wyłączona.