Yamaha XS360 czyli – Czy z Japończyka da się zrobić Anglika

Pewnie prawdziwy angielski rocker wzruszy z politowaniem ramionami, zamiast odpowiadać na tak niezręcznie postawione pytanie. Wiadomo, że głównym celem współczesnych rockersów jest rozbudzenie ducha zaklętego w uśpionych maszynach z tamtych lat. Jak to mawiają „kurica nie ptica – polsza nie zagranica”, takoż i naszym leciwym japońskim „youngtimerom” pewnie daleko jeszcze do szlachetnie urodzonych Triumphów czy BSA. Chociaż pierwsze modele czterosuwowych motocykli importowanych z Japonii, takich jak na przykład Yamaha XS-1 – protoplasta kultowej już XS 650 – brzmią i wyglądają szlachetnie, jest to, można by rzec, szlachectwo zdobyte pokrętną drogą i bez rodowodu. Ale z drugiej strony sami Anglicy nie mogli się oprzeć urokowi marek motocyklowych z kraju kwitnącej wiśni, kupując je masowo – tym samym przyczyniając się do upadku rodzimych firm. Także teraz rockersi-seniorzy z troską przyznają, że młodzi anglicy nieraz chcieliby do nich przystać, ale trudno im zdobyć fundusze na klasyczny motocykl europejskiej produkcji, czy tym bardziej odrestaurowanie oryginalnego klasyka z lat 60-tych. Skoro nie stać na to młodego Anglika, to co ma powiedzieć taki młody człowiek jak ja – mający dopiero 50 lat i mieszkający od urodzenia w Polsce? Wyjścia są dwa: albo się w to w ogóle nie bawić, albo się bawić „po japońsku”. Jasne jest, że należy wybrać to drugie – zwłaszcza, że japońskim maszynom z pierwszej połowy lat 70-tych trudno odmówić uroku a niektóre modele naprawdę posiadają w sobie to „coś”. Osobiście mam tu na myśli dwie Yamahy: XS 650 i SR 500, ale nie będę się upierał, że ich niektóre rówieśniczki ze stajni Hondy, czy Kawasaki muszą ustąpić pola: np. taka Honda CB 450 „Black Bomber”, czy Kawasaki Z 750, albo KR 750… trudno się dziwić chłopakom w Anglii, że odwrócili się tyłem do rodzimych sprzętów widząc takie cacka!
Wiadomo więc czemu wybrałem „japończyka”, ale czemu Yamahę XS 360? Mógłbym oczywiście wciskać kit, że to miłość od pierwszego wejrzenia, ale prawda jest prozaiczna – trafiła się pierwsza.
Po młodości spędzonej na Jawach i CZ 350 zrobiłem sobie 25-letnią przerwę w „lataniu”. Pięć lat temu stwierdziłem, że jeśli jeszcze kiedykolwiek będę chciał poczuć powiew wiatru we włosach – to jest to ostatnia chwila, bo zaraz ich nie będzie (przynajmniej na głowie). Zdecydowałem się szukać właśnie czekoś w rodzaju SR 500 czy CB 500, ale pięć lat temu już nie było takie łatwe zdobyć coś takiego niedrogo i w dobrym stanie. Kiedy któregoś dnia stanąłem po raz pierwszy przed moją Yamahą XS 360 od razu do głowy przyszło mi skojarzenie z Jawą i CZ-tką 350, te znajome kształty (i nawet pojemność) sprawiły, że szybko zżyliśmy się ze sobą, jakbym to na niej latał w młodości. Szkoda, że Czesi nie potrafili w drugiej połowie lat 70-tych opanować też produkcji czterosuwowego silnika na japońskich wzorach…
Z dokumentów wynika, że jestem jej szóstym właścicielem (trzech miała w Niemczech – w tym jedną dziewczynę). Na szczęście motocykl jest zrobiony w czasach gdy spece od marketingu nie wpier… sie w parade konstruktorom i Japończycy jeszcze nie musieli produkować „jednorazówek” z „ekonomicznych” materiałów po to by po dziesięciu latach zachęcić właściciela rozlatującego się sprzęta do kupna „nowego całkowicie ulepszonego modelu”. Jest to stara solidna konstrukcja oparta na sprawdzonych rozwiązaniach i wykonana z materiałów wysokiej jakości. Do jej stosunkowo dobrego stanu przyczyniło się zdławienie polegające na zamontowaniu łagodniejszego wałka rozrządu (na rynek niemiecki) co bardzo oszczędziło silnik ale sprawiło też, że mój „ton-up” polega na walce z przekroczeniem magicznej bariery stu… kilometrów na godzinę! Tak, tak… jestem chyba jedynym cafe racerem na świecie, który zamiast rasowanym – jeździ dławionym motocyklem. Można oczywiście szukać używanych wałków rozrządu poza Europą, można też próbować samemu coś dorobić niczym prawdziwy cafe racer, ale ciągle jeszcze odkładam to na później…
Nie powiem, że przy tak starym motocyklu niczego nie musiałem naprawiać, ale ogólnie ograniczam się do niezbędnego minimum kierując się słuszną zasadą: „czym więcej grzebiesz, tym więcej zj..biesz”. Zdarza się, że oryginalne puszki bezpieczników (takie na szklane bezpieczniki) zaczynają pękać a przewody śniedzieją na końcówkach. Można ją wymienić, ale trzeba się zastanowić czy w 30-letnim motocyklu nie warto już zadbać o oryginalność wszystkich części, jeśli się chce zatrzymać „ducha” maszyny, lub w przyszłości starać o żółte tablice weterana… Moja dbałość o motocykl ogranicza się się jedynie do koniecznych okresowych wymian zużywających się części. Warto tu zwłaszcza zadbać o gaźnik (membrany), jeśli się chce podróżować w miarę ekonomicznie (tzn. 3,5-4,5 l/100 km). Do silnika – póki nie bierze oleju i nie dzwoni zaworami- nie widzę powodu zaglądać. Co do oleju, to może w młodych motocyklach nie ma takiego wielkiego znaczenia co się leje, ale tutaj ma! Mój motocykl przez 26 lat jeździł na oleju motocyklowym Penntzoil (20W40). Jednak jakoś trzy lata temu ten olej z Polski zniknął. Ponieważ Penntzoila przejął Shell, pomyślałem naiwny, że też mu wleję Shella. No i motor zaczął brać olej. Nie zdziwiło mnie to za bardzo ze względu na wiek i przebieg silnika. Jednak mechanik w czasie wymiany tarcz sprzęgła zalał mi samowolnie silnik olejem Bell Ray – olej przestał znikać a biegi zmieniają się jakby łagodniej i ciszej. Nawet nie przypuszczałem, że może być taka różnica między markowymi olejami!
Ta Yamaha jest kochana! Nigdy się z nią nie rozstanę bo… jeszcze nikt nie wybaczył mi tyle błędów co ona.
Co do przestrojenia jej na cafe racer: na pewno nie jest tak łatwo „ubrać” ją w tunningowe części jak XS 650 czy SR 500, do których wszystko można znaleźć w internecie, ale można. Ja podnóżki, kierownicę, chromowany tylny błotnik znalazłem w Internecie szukając takiego samego motocykla na „przeszczepy”. Używany silnik do niej widziałem ostatnio na allegro za 360 PLN. Idealna sprawa dla początkującego niezamożnego tunera. Wersję 2A2, którą posiadam, trudniej znaleźć wśród używek na sprzedaż. O wiele popularniejsza jest wersja SE, zrobiona na Soft-Choppera, z której chyba tak łatwo by nie było zrobić cafe rcera. Wiem, że trochę rażą seryjne tłumiki w moim motocyklu – jak na cafe racera są za długie ale tak polubiłem dzwięk jaki się z nich wydobywa na wolnych obrotach, że nie wiem czy polubię inny. Postaram się wrzucić na stronę MP3 z pracą silnika na wolnych i wysokich obrotach, to może przyznacie mi rację.

27.04.2008
Minął już ponad rok od powstania tego artykułu. Motocykl powoli, ale konsekwentnie zmienia swój wygląd w stronę „cafe racer”. Jak już wspomniałem wyżej, na allegro udało mi się kupić do mojej Yamahy zestaw podnóżków wyścigowych firmy Pichler i kierownicę „clip ons”. Wcześniej wymieniłem 25 – letnie gumowe przewody hamulcowe na w stalowym oplocie firmy Goodridge. Założyłem też nowe tarcze hamulcowe, które dostałem „gratis” wraz z motocyklem. Tarcze są bardzo efektownie ponawiercanie. Jednak trudno mi powiedzieć czy te otwory polepszają hamowanie na mokrej nawierzchni, bo – dzięki Bogu – nie miałem jeszcze okazji awaryjnie hamować w czasie deszczu ani stosować opóźnionego hamowania (wiem, wiem… dupa ze mnie – nie cafe racer :D)
Ostatniej zimy postanowiłem ostatecznie rozwiązać kwestię zadupka. W trakcie lepienia i szlifowania stwierdziłem, że forma zadupka żyje własnym życiem i przeistacza się w sposób całkiem niezależny od moich wysiłków. Po paru miesiącach zacząłem poważnie żałować, że nie skusiłem się na aluminiowy zadupek oferowany na niemieckim e-bayu przez „Blechmanufaktur”. W końcu efekt wyszedł jaki wyszedł. Ważne, że jest unikatowy i niepowtarzalny. Niektórzy twierdzą, że nieco za długi, ale jest to skutek tego, że nie chcę ciąć końcówek ramy, ciągle zostawiając sobie możliwość powrotu do oryginalnego wyglądu motocykla.
Mimo, że zarzekałem się w zeszłym roku, że nie ma nic lepszego nad dźwięk moich fabrycznych wydechów, zmieniłem zdanie gdy posłuchałem mojej Yamahy z Pustymi wydechami. Mając jeszcze w uszach dźwięk silnika nie skneblowanego tłumikami, pobiegłem do sklepu kupić dwa najtańsze chińskie tłumiki przelotowe, dołożyłem do nich końcówki z kawałków jakiś starych kolanek wydechowych i tak powstały nowe wydechy. Na ten rok wystarczy mi przeróbek. powiecie może, że niczego wielkiego nie dokonałem, jednak ja jestem z siebie dumny. Mój cafe racer jest chyba jedynym na świecie, który powstał przy użyciu praktycznie tylko kilu narzędzi kuchennych. W połówce wynajętego garażu – blaszka, nie mam nawet imadła, czy stojaka na wiertarkę. do tej pory „nie zdążyłem” kupić ramki na brzeszczot do metalu, a jedyne klucze jakie posiadam to zdekompletowany zestaw płaskich kluczy kupionych kiedyś w hipermarkecie. Tak to jest gdy ma się „wizję”, lecz brak zdolności mechanika a każdy grosz szkoda wydawać na narzędzia gdy można na paliwo….

Czas się podzielić wrażeniami z jazdy na przerobionym motocyklu:
Ano strasznie twardo i niewygodnie ale nikt nie mówił, że będzie przyjemnie. Za szpan trzeba płacić obolałą dupą. Za to dzwięk silnika nabierającego obrotów jest fatastyczny!!! Powoduje on, że ciągle chciałoby się tylko dodawać gazu. Nie zauważyłem by puste wydechy spowodowały „dziury” w mocy przy jakimś zakresie obrotów. Wydaje mi się, że motocykl o wiele lepiej przyśpiesza z niskich biegów. Jednak może to być spowodowane „odchudzeniem” sylwetki. W końcu ubyła fabryczna kanapa, osłona łańcucha, centralny podnóżek i tylna lampa z obudową. Święta racja, że najlepszym tuningiem silnika jest obniżenie wagi pojazdu…


W obu Amerykach i GB występowały trzy odmiany XS 360:

XS 360 – tarczowe hamulce z przodu i z tyłu
XS 360 C – Hamulec tarcz. z przodu, bębnowy z tyłu
XS 360 2D – Szprychowane koła ham. przód i tył bębnowy (Duplex – przód, Simplex – tył), brak el. rozrusznika.

Yamaha XS 360 OHC (model 1U4) dane ekspl.

Srednica x skok tloka: 66 x 52,4 mm (XS 400 69 x 52,4)
Stopień sprężania 8,7 : 1
Moc maks. 27 KM przy 7000 obr/min (wersja „open” 34KM przy 8500 obr. )
Moment obr: 28 Nm przy 5000 obr/min
Zasilanie: 2 gaźniki Mikuni 34 mm
Alternator 188 W



Osiągi:
Moc 27 KM (wersja otwarta 38 KM)
V max. 132 km/h (105 mp/h – wersja USA)
0-100 km/h 10,0 s (1/4 mili ze startu stojącego 14,6 sek – wersja USA)

Zuzycie paliwa 5l/100km (średnie)

Dane obsługowe:

Wymiana oleju co 3000 km
Olej SAE 20 W 40 – 2,4 l (wra zz filtrem)
Zużycie oleju: max 0,5 l na 1000 km Poważnie!! W niemieckiej oryginalnej instrukcji
do tego motocykla producent napisał, że każdy zdrowy silnik zużywa olej i to jest normalne
dopóki zużycie nie przekroczy 0,5l/1000 km

olej teleskopowy SAE 10 W 30 – 130 ccm do każdej goleni
Luz zaworowy na zimnym silniku:
zawory ssące 0,08mm – 0,12mm
zawory wydech. 0,16-0,20 mm
Świece zapłonowe NGK BP 6ES odstęp elektr. 0,7- 0,8 mm (zam. Bosch W175T30 odstęp el. 0,6 mm)
Ciśnienie sprężania 9 – 11 Atm
Kąty wyprzedz. (wersja otwarta)
ssący otwarty – 30st. przed OT
ssący zam. – 70st. za UT
wydech otw. – 70st. przed UT
wydech zam. – 30st za OT

(wersja na rynek niemiecki)
ssący otwarty – 24st. przed OT
ssący zam. – 60st po UT
wydech otw. – 58st przed UT
wydech zam. – 26st po OT

Poziom pływaka 26,5 – 28,5 mm w gaźnikach starego typu (dźwignia ssania naciskana z góry)
32 – 33 mm (gaźnikach nowszego typu)
Zębatki/Łańcuch: 16-39-98 ’77
15-39-100 ’78/79

Bezpieczniki:
Główny 20A
pozostałe 10A


Ciśnienie w oponach:
Solo: 1,8 bar – przód; 2,0 bar – tył
Z pasażerem: 2,0 bar – przód; 2,3 bar tył

Zalety i wady w/g redakcji Świat Motocykli:

ZALETY
Solidny silnik
Poręczne podwozie

WADY
Wibracje (to fakt)
Niezbyt trwałe łożyskowanie (z tym akurat sie nie zgadzam)

3 odpowiedzi na „Yamaha XS360 czyli – Czy z Japończyka da się zrobić Anglika

  1. andrzejwild pisze:

    Mam Yamahę xs400se 81r to wdzięczny motocykl.Jak na swoje 31lat i 90000 km przejechane sprawuje się dobrze.

    • wojkop pisze:

      Ciekawe czy o współczesnych będzie można powiedzieć to samo za 30 lat…

      • andrzejwild pisze:

        Te które mają ponad 8000 obr/min,a części do nich nie będzie,to i śladu po nich za 30lat nie będzie.W mojej nawet dorabiane części w warsztatach których coraz mniej wytrzymują,no ale w szlifierkach to nawet nie ma sensu wstawiać części dorabianych,czy regenerowanych bo wytrzymały by krótką chwilę.