Porównanie Triumpha Bonneville i Kawasaki W650

Nowoczesne twiny stylizowane na klasyki z lat 60-tych stają się coraz popularniejsze zarówno wśród kierowców po 50-tce jak i młodszych. Pora w końcu odpowiedzieć na pytanie, który z nich jest najlepszy. Brady Davis jeździ jednocześnie obydwoma wspomnianymi motocyklami i może je na bieżąco porównywać.


Mój pierwszy w życiu motocykl to dwusuwowy Suzuki TS100 ER z 1981 r. Jednak wymarzonym motocyklem był duży twin, jeszcze w tamtym czasie dla mnie nieosiągalny. Później przyszedł czas na kompletnie zajeżdżoną Hondę CB 250 (niby twin, ale jednak…). Spośród obfitości japońskich motocykli przez wiele lat poprzestawałem na Hondach i Kawasaki, ale ciągle drzemała gdzieś we mnie tęsknota za rzędową dwójką.
Czas płynął i teraz w wieku 40 lat doczekałem się w moim garażu małej kolekcji motocykli, w której jednak nie zabrakłoby miejsca na jeszcze jeden. Teraz powinienem przejść i do rzeczy i wspomnieć, że jestem – a właściwie jesteśmy – a tak na prawdę to moja żona jest właścicielką nowego Hinckley Bonneville’a. Jest to miły w prowadzeniu, całkiem atrakcyjny motocykl, jednak skłamałbym, gdybym powiedział, że dostarcza mi jakieś niesamowite przeżycia. Pomimo tego co napisałem przed chwilą, muszę przyznać, że coraz częściej zdarzało mi się podkradać go żonie. Po prostu tym motocyklem bardzo przyjemnie się jeździ. Przed jazdą nie muszę wciskać się w te wszystkie buzery i protektory i szykować się niczym do startu w MotoGP. Wystarczy mi kask i skórzana kurtka. Moja żona lubi go z tego samego powodu. Nie szukamy wrażeń w szybkiej jeździe na granicy wytrzymałości. Pomimo to czegoś mi w tym motocyklu brakowało i dlatego, kiedy postanowiłem mieć własnego twina, chciałem poszukać sobie czegoś innego.
Przez te wszystkie lata miałem wiele Kawasaki i ta marka stała się mi bliska (to samo czuję do Buella, ale tym to już chyba powinien zająć się lekarz). Zacząłem więc poszukiwać W 650. Nie zajęło mi wiele czasu zlokalizowanie odpowiedniego modelu w niezłym stanie i za rozsądne pieniądze w moim wymarzonym kolorze (starego Burgunda delikatnie mieniącego się zielenią kaczej kupy) z kremowymi panelami.
Dealer miał salon niedaleko mnie więc szybko dogadaliśmy się co do ceny i warunków serwisowania. Umówiliśmy się, że motocykl odbiorę w weekend, ale nie mogłem tak długo czekać. Zjawiłem się po moją nową maszynę już kilka dni wcześniej i odbyłem na niej pierwszą podróż do domu. Szczęśliwy zajechałem na podjazd i wyłączyłem silnik. Za otwartymi drzwiami garażu stał „Bonie”. Tak oto nadszedł czas na pierwsze porównanie.
Triumph jest nowoczesną interpretacją dawnego stylu taką jaka powinna być. Stylistycznie wszystko tu do siebie pasuje, poza tym niewiarygodnie przyjemnie się nim jeździ. Jest tak łatwy w prowadzeniu i utrzymaniu jak tylko nowoczesny motocykl może być. Przy kupnie zażyczyliśmy sobie jedynie jeden czy dwa dodatki na zamówienie; siodło w stylu „clubman”, gumowe nakładki na bak pod kolana, dodatkowy zestaw wskaźników i wydechy dla wersji „off road”.
Co się tyczy tych wydechów, to producent twierdzi, że uwalniają one więcej mocy i lepiej schładzają silnik. Dodatkowo silnik brzmi lepiej niż ze standardowymi rurami. Nie tłumią one tak charakterystycznego bulgotania silnika na niskich obrotach. Co do siodła – lepiej trzyma się dupska i moim zdaniem jest wygodniejsze od seryjnego.

Kawasaki W 650 wygląda jak motocykl z lat 60-tych i cały od góry do doły i od przodu do tyłu jest starannie wystylizowany by tak wyglądał. Wydechy na niskich obrotach brzmią przyjemniej niż rury „Bonie” ale nie tak dobrze jak aftermarketowe Triumpha. Jednak wystarczy w czasie jazdy mocno odkręcić gaz by posłuchać wręcz niebiańskiego brzmienia. Siedzisko jest pięknie wykończone obszyciami dokładnie jak z lat 60-tych. „W” ma wysokiej jakości komponenty w skład których wchodzą chromowane błotniki, stopka centralna i boczna, wysokiej jakości zestaw narzędzi (Bonneville nie ma) i lusterka, w których widać więcej niż by się oczekiwało. Wymieniłem tylko kierownicę z wysokiej wygiętej bulwarowej na zwykłą „angielską” z beczkowatymi uchwytami na dłonie. Stylizacja w Kawasaki sięgnęła nawet tylnego hamulca, który jest bębnowy w przeciwieństwie do jednotłoczkowego tarczowego w Triumphie. Zasępiłem się nieco na widok tego hamulca, ale okazało się potem, że niepotrzebnie. Jest w pełni wystarczający i łatwy do wyczucia. Zresztą hamowanie w obu motocyklach jest perfekcyjne. Co najwyżej można mieć zastrzeżenia do przedniego widelca w W650, które wydaje się mi trochę za miękki. Zawieszenia w obydwu motocyklach są niewyszukane w porównaniu ze współczesnymi maszynami sportowymi, mimo to oferują całkiem niezłe prowadzenie. W Kawasaki wymieniłem standardowe opony na zestaw Bridgestone BT45s, które mają bardzo dobre opinie u użytkowników. Wyeliminowało to drobne drganie przy pełnym odkręceniu manetki gazu w czasie jazdy i poprawiło prowadzenie na nierównych nawierzchniach.

Wrażenia z jazdy tymi motocyklami są odmienne. Bonie przenosi moc w prosty spokojny sposób. Należy mocno otworzyć przepustnicę by poczuć jakieś wyraźne efekty. Pewnie spytacie: to po co kupuję taki motocykl, skoro szukam mocnych wrażeń z jazdy? Nie chodzi mi o to, po prostu spodziewałem się po nim odrobinę więcej. On się po prostu toczy i już, kiedy ja oczekiwałbym lekkiego kopa.
W650 startuje w podobny sposób jednak gdy obrotomierz (właśnie Kawasaki ma seryjnie obrotomierz a w Bonneville musiałem dopłacać) pokazuje ok. 6000 motocykl wyraźnie zbiera się do jazdy. Bonie wydaje się przewyższać „W” pewnością prowadzenia przy dużych prędkościach, jednak dopóki nie „wjeżdżę” się w nowe BT45s nie mogę tego z całą pewnością powiedzieć. Poza tym o wiele więcej czasu przejeździłem na Triumphie i stąd może takie wrażenie. Pozycja kierowcy w Kawasaki jest o wiele bardziej komfortowa. Sprawiła to zmiana kierownicy na niższą – „angielską”. Jadąc Bonie nie mam tak wygodnej pozycji i czuję większe opory powietrza. Jeszcze jedno; gumowe podkładki pod kolana na baku W650 są świetne i wierzcie mi – bardzo się przydają w czasie jazdy.
Ogólnie Kawasaki W650 wydaje się bliższa autentycznemu stylowi klasyków. Obie firmy przedstawiły swoją interpretacje klasycznych twinów. Bonie jest mocniejszy, choć moim zdaniem – tylko na papierze, za to „W” przedstawia bogatsze wyposażenie w standardzie. W ogólnym podsumowaniu moim zdaniem Kawasaki W650 jest zwycięzcą. Moja żona kocha swojego Triumpha i nie chce słyszeć ani jednego złego słowa na jego temat. Nie mam nic przeciwko temu, bo W650 zostaje tylko dla mnie. Właśnie zabrałem się za drobne przeróbki: wymieniłem olej w lagach na twardszy i założyłem przewód w stalowym oplocie do przedniego hamulca. Jestem szczęśliwy, że zrobiłem dobry zakup i spodziewam się wielu radości z jazdy.

Podziękowania dla serwisu realclassic.co.uk za udostępnienie artykułu:

Możliwość komentowania jest wyłączona.