Junak M10 Cafe Racer

junak_caferacer
Foto: Árpád Zirig

Mateusz postarał się o przetłumaczenie tego artykułu w profesjonalnym biurze tłumaczeń Bilinguistic http://www.bilinguistic.pl/html/index.html Teraz mamy pełną i szczegółową informację o modyfikacjach i przeróbkach dokonanych w tym Junaku. Przy okazji przyjdzie nam przełknąć kilka gorzkich uwag na temat osiągów i niezawodności „Janka” od węgierskich tunerów, ale skąd mu to znamy…

Motocykliści z czasów gospodarki niedoboru byliby skłonni do grożenia nożem przy wyborze lepszego motocyklu pomiędzy Pannonią, Csepelem, Danuvią, MZ, Uralem albo Jawą. Chociaż wszystkie to złomy i tak bronią socjalistyczne wyczyny – tylko za Junakiem nikt nie uroni nawet łzy. W sumie nie przez przypadek: był to najbardziej schrzaniony, bezsilny i nieforemny motocykl pod niebem.

Jak może ktoś wpaść na pomysł, aby utopić wiele pieniędzy i zachodu na podrasowanie polskiego motocyklu? Aby go poprawić i przebudować na coś, czym nigdy nie był? Jednak serce postanowiło, miłość jest ślepa a ze szczęściem nie dyskutujemy – cieszmy się że nie powstał jakiś bezduszny chopper z maszyny o pojemności 350 cm3, ale coś o wiele bardziej stylowego: café racer.

Broda jest jedną z najbardziej znanych i kontrowersyjnych osobowości wśród węgierskich konstruktorów motocykli. Już pokazywaliśmy jego board trackera o nazwie „Pannónia”, który przypomina urządzenie do pędzenia bimberu, oraz wspominaliśmy o „Zwinnym”, który wygląda z kolei jak rower. Junak Racer to inny temat: nie sięga lat dwudziestych, lecz o 40 lat mniej. Kształt ma tak doskonały, że nawet Anglicy by za nim piszczeli – gdyby go wyprodukowali tak fabrycznie, masa ludzi by się uśmiechała przez wieki; pewnie nie byłoby śladu po żadnych strajkach robotniczych w latach osiemdziesiątych.

Ani przez sekundę nie ukrywał swej nienawiści: Broda potrafił mówić tępym niesmakiem o polskim jednocylindrowcu. Stał on w warsztacie nad Dunajem, powoli się kształtując –sprawiało miłe poczucie zmiany nawet, gdy został przeniesiony z jednego kąta do drugiego. Spoglądałem na niego co miesiąc szukając jakichkolwiek zmian – przypominał bardziej martwy tułów niż budujący się custom. Rama była już uszkodzona przez kogoś, a spawanie było wykonane przez kogoś, kto miał dwie lewe ręce. Próbowali go już wcześniej przebudowywać, ale wszystko tylko schrzanili – nic dziwnego, że budowa Junaka M10 została przerwana.

Wygrać przegraną bitwę bez armii – to jest zadanie dla Brody. Ogromny mężczyzna sika grubym strumieniem pod wiatr mody. Aby poznać jego gust, wystarczy się trzymać blisko niego. On znajduje skarb na bazarze, a w złomie widzi cud: dla nas jest to badziewie, a on to doskonale wmontuje w motocykl.
Tak właśnie powstał Junak – praca ruszyła ciężko i powoli, ale na Devils Motor Show maszyna zaczynała nabierać kształtu. Zniknęły niepotrzebne części, a wady zostały poprawione. Tak długo gapił się z obrzydzeniem na motocykl, aż powstał plan w jego głowie jak można by uratować jeden z najgorszych motocykli świata.
Całe szczęście, że nie musiał dotykać bloku – gdyby miał to naprawiać pewnie by dokopał tę kupę złomu aż do Dunaju. Właściciel przedtem go odnowił, poza polerowaniem nie musiał wiele robić z podsterownym jednocylindrowcem.
Przedni widelec od razu wywalił do śmietnika: ten pochodzące z enduro był sztywny i niedający się zmiękczyć, jego naprawa byłaby całkowicie pozbawiona sensu. Został zastąpione dwoma rurami z Kawasaki GPZ 900 – zdolność do pochłaniania drgań, stan oraz kształt tych rur pasowały bardziej do café racera.
Tylne teleskopy są gazowe, pochodzą z Hondy CB 900F, podobnie jak bak – co prawda zajęło kupę czasu Brodzie żeby doprowadzić go do stanu końcowego. Ciekawostką jest, że dwa zaciski na nim nie są wcale drogie, pochodzą z butów narciarskich. Ręcznie wykonane logo Art Deco Motorcykling wygląda przepięknie na baku. Felgi pochodzą z czeskiej jawy, a hamulce są oryginalne. Dźwignie firmy Lucas wymusiły zmianę tylnych hamulców na hamulce linkowe, ale na końcowy efekt nie miało to dużego wpływu: chociaż życia bym tej maszynie nie powierzył.
Nie biorąc pod uwagę tylnego przedłużenia rama nie bardzo się zmieniła, raczej poznikały niepotrzebne elementy. W fabrycznym silniku w oczy rzuca się kształt bloku – jakkolwiek Junak jest zawodny i nijaki, bezspornie wygląda świetnie. Tworzy piękną parę z gaźnikiem Keihin o rozmiarze 38 od strony filtra.
Tylny wahacz jest z Pannonii, a co do pochodzenia mocowania lampy nie mamy pewności. Pochodzenie błotników jest również niepewne, z pewnością są zrobione tylko z nierdzewnej stali. Kierownica i lusterka są włoskie, kranik paliwowy został wyprodukowany w czeskiej fabryce Jikov. Rączki od hamulców i sprzęgła to niemiecka Magura, a włącznik od świateł jest węgierski: znajdziemy taki w Pannonii.
Polski motor przeszedł międzynarodowy zabieg upiększający – nowy węgierski kształt był doskonały. Styl Café racera determinuje owalny kształt siedzenia. Zaprojektował go Broda, po czym wysłał do tapicera. Opowiadał nam, klnąc jak szewc, że ładnie tapicer spieprzył nałożenie skóry i musiał to zrobić od początku sam. Pod siedzeniem znajduje się żelowy akumulator. Ponieważ do motocykli nie sprzedają sześciowoltowych, połączył dwa akumulatory służące do zasilania alarmu.
Takie ciekawe i unikalne maszyny kierując się przesądami najpierw fotografuje a dopiero potem próbuje. Coś złego może się wydarzyć bardzo łatwo, a jak jest zdjęcie to przynajmniej artykuł może powstać. Muszę przyznać, że nie bardzo się spieszyłem z wypróbowaniem Junaka o złej reputacji. Broda przyjacielskim uśmieszkiem mnie namawiał do uruchomienia i wypróbowania maszyny.
”Źrebak” już kilka dni przedtem się nabijał, że pewnie nie będę miał okazji, aby go wypróbować, nie ma żadnych szans żeby polska maszyna działała poprawnie. Po tych złych wiadomościach myślałem, że odpalenie zajmie mi minuty, kilka razy się uderzę w łydkę i będę stał w kasku spocony.
Dobrze jest złożony: Junak M10 z zimnym silnikiem odpalił za pierwszą próbą. Z tłumika o kształcie saksofonu wydobywa się głęboki odgłos wybuchu – jakby mamut miał właśnie wykaszleć kilogram flegmy. Sprzęgło jest twarde jak kamień, a skrzynia biegów przy pierwszej zmianie udowadnia, jakim to jest beznadziejnym urządzeniem.
Dzięki Bogu nie ma za dużo biegów, możemy się doliczyć czterech. Znamiona motocykla Café racer są obecne niestety tylko w fizycznym wyglądzie – moje misiowate ciało jest bardziej sportowe niż jednostka o pojemności 350 cm3. O przyspieszeniu tutaj mówić nie możemy, z odrobiną przesady zmotywowany dostawca rowerowy nas wyprzedzi – osiągi są porównywalne z moją jawą 250, chociaż w porównaniu do serii z nowym gaźnikiem jedzie o wiele lepiej.
Japońskie podwozie miało dobry wpływ: sterowność jest bardzo dobra, a motocykl ogólnie wchodzi łatwo w zakręty. Moc fabrycznych hamulców jest natomiast znikoma: nie tylko ze względu na kształt, ale i na bezpieczeństwo jazdy przydałyby się stare hamulce Robinsona albo Ceriani.
Na światłach musimy niestety porządnie ruszać rękami na uchwycie, nowo powstała maszyna na obrotach jałowych jeszcze astmatycznie się dławi. Wrzucenie na luz nie jest proste, skonsultowałem się z Brodą w tej sprawie, ale doszliśmy tylko do jednego wniosku, tak to już jest – Polska zapomniała wysłać szpiegów do fabryki Quiafe.
Do kształtu przyczepić się nie można, z Junaka M10 wydobyto maximum: wybudowali zamek z gówna. Gdybym mógł, to bym go postawił w swoim salonie żeby go codziennie podziwiać. Grupa Art Deco Motorcycling przemieniła polski motocykl proletariatu sztuczką Nikodema Dyzmy w jeden z najpiękniejszych café racerów kraju. Oby nie trzeba było nim startować w jakimś wyścigu.





Źródło:
http://totalbike.hu/tesztek/2009/08/11/junakracer/

Poniżej wklejam co ciekawsze komentarze n.t. artykułu ze strony głównej:

Szymonfzs pisze:
24 kwietnia 2011 o 09:24

tekstu lepiej niech nie czytają fanatycy junaka 🙂 bo będzie wojna polsko-węgierska za zniewagę naszej legendy, art. w języku węgierskim łatwiej było przełknąć 🙂

Hans pisze:
24 kwietnia 2011 o 10:01

Nie dość że zrobili z tego junaka gó… to jeszcze taka krytyka. Mogli sobie swoja panoniiiijeee przerobić a nie brać się za prawdziwy motocykl.

czeslaw pisze:
24 kwietnia 2011 o 10:18

Ale ten tekst zakladam, że tłumaczył Polak znający węgierski. w tym wariancie niezrozumiała jest niechlujna gramatyka, skladnia ple ple.
no chyba, że tłumaczył węgierski tłumacz polskiego-wtedy tekst wymaga polskiej redakcji jedynie, poprawienia paru błędów i będzie git. bardzo techniczny to on nie jest, każdy da radę.

wojkop pisze:
24 kwietnia 2011 o 12:28
Nie chcę ingerować w cudzy tekst, choć zdecydowałem się na kilka poprawek typu „widły” na „przedni widelec” czy „dampf” na „teleskop”. Wiadomo, że to tylko dosłowne tłumaczenie, dzięki któremu mamy wreszcie okazję poznać treść oryginału.

Yamamoto pisze:
24 kwietnia 2011 o 11:20

Jeżdżę Junakiem. ale siekiery wykopywać nie będę. Moze dlatego że każdy fanatyzm jest przesadą. Chociaż serce boli za dosadność sformułowań.

czeslaw pisze:
24 kwietnia 2011 o 18:26

dosadność sradność. tekst pisany pod publikę w stylu a’la clarkson jeremy. mało merytoryki dużo piętrowych epitetów dla poklasku. gdyby to był chłam zupełny to by się typ kudłaty za to nie brał.

wojkop pisze:
24 kwietnia 2011 o 20:03

Tuner nie może kierować się emocjami takimi jak „miłośnik marki”. Inaczej zadrżała by mu ręka gdyby chciał cokolwiek pociąć. Po prostu stawia sobie cel, np. przerobić Trabanta na amfibię, albo – Mercedesa na low ridera. Tu liczy się pomysł, nowa wizja pojazdu i kunszt rękodzieła. Sam pojazd może być: drogi, tani, unikatowy, masowy, udany, nieudany, ładny czy brzydki – nieważne. Można mieć złe zdanie o niezawodności motocykla, ale zrobić z niego niepowtarzalną przeróbkę. Faceta zainteresowała pewnie unikatowość Junaka na międzynarodowych salonach customowych i postanowił to wykorzystać. Polski tuner pewnie tak by tego nie wykorzystał – bo ma emocjonalny stosunek do Junaka.

Wulkan pisze:
24 kwietnia 2011 o 21:38 (Edytuj)

J.w. Z tekstem polecieli, kwieciście… Ale co do Junaków na Wegrzech, to znajomy Wegier ma ich kilka i bardzo je ceni, czesto używa. Pannonie chyba ma, co najwyżej jedną. Co czlowiek, to opinia. A jak sie nie potrafi dobrze zrobic silnika Junaka to potem ,,daremne żale, próżny trud „;).

4 odpowiedzi na „Junak M10 Cafe Racer

  1. Radzio pisze:

    Nie no porównawczo to super części pozakładał..nieważne że 20 lat młodsze:)- a może właśnie dlatego lepsze. Zrobił cafe racera z miksu nortona i triumpha..czyli klona angoli nawet co do grilla pod lampą w m10. Usprawnił zasilanie..prąd pewnie też..ale co to za problem w dzisiejszych czasach. Zmartwieniem jest tylko gość który pisząc to potraktował Janka jako polski komunistyczny motocykl..i jak widać nie zdążył poznać choć rąbka jego historii powstania, gdyby to zrobił może wiedziałby jaki to fantastyczny motocykl. Widać motocykle z którymi miał styczność nigdy nie jeździły do mechaników skoro tak ciężko odpalały. PS. nie posiadam Junaka..mam za to między innym węgierskiego csepela i pomijając to że bym go nigdy nie przebudował nie powiedziałbym tyle złego o tym komunistycznym motocyklu. Pozdrawiam

  2. Wacuś pisze:

    Ojtam. Jak wiekszosc ladnie brzmiacych choc nie wspartych ani jednym konkretem opinii wyglaszanych w internecie ta „krytyka” wywodzi się z totalnej ignorancji, nie tylko wzgledem Junaka ale w ogole motocykli.
    W Polsce ten zakres przerobek miesci sie w zakresie „wieśtjuningu” a efekt wizualny… no wystarczy porownac sylwetke z oryginalem;)
    Rozczula ta klamra na baku (od buta narciarskiego?;).

  3. ewrzyn pisze:

    Takie to uroki, naszego Janka . Beczy ze slaby, to po co sie bral ? Mialem i junaka mialem i padochnie, obydwa w workach przytargalem . Skladalem od srobki . Ciekawe jak skometuje wegierke ten kapiacy gaznik, wskaznik beigow (widac jaki jak stoisz obok ) czy magneto rownie wydajne co pradnica jana . Nie wspomne juz o mocy , gdzie tu tym taka przyczepe ciagnac . jak sie nie zna na silnikach to niech da fachowcom , chodz by w pl , a nie pisze co mu slina na jezyk przyniesie