Czech Tourist Trophy Horice

Horice to małe miasteczko w Czechach, jakich pewno wiele. Jednak w niewielu z nich odbywają się zawody motocyklowe przyciągające miłośników wyścigów drogowych z całej Europy. Coroczne zawody „300 Zatacek Gustava Havla” to przedsionek do Isle of Man Tourist Trophy, ale kto wie czy atmosfera wytwarzana przez miejscowych kibiców nie stawia tych wyścigów ponad wszystkie inne. Obok „300 Zatacek” Horice słyną ze swojej „Tourist Trophy”, rozgrywanej co roku pod koniec czerwca. Konrad Filipiak odwiedza regularnie tę imprezę od trzech lat. Udało mi się go namówić by w rozmowie telefonicznej przybliżył mi nieco fenomen tych wyścigów.

Cafe Racer: Na początku wyjaśnij mi czym się różni „300 Zatacek” od „Tourist Trophy”?
Konrad: 300 Zatacek to przede wszystkim wyścig drogowy motocykli współczesnych w klasach sportowych. Nowoczesny sprzęt, młodzi zawodnicy startujący zapewne także i na Dutch TT czy osławionej Man TT. Niejako przy okazji startuje tam klasa motocykli zabytkowych. Natomiast na Horice TT przyjeżdżają tylko zabytkowe motocykle i to również takie, które dawno temu mogły ścigać się w tzw. klasie turystycznej. Impreza klasyfikowana jest przez UEM jako „Vintage Regularity”.
Cafe Racer: Co cię tak urzekło w tych wyścigach?
Konrad: W życiu wcześniej nie widziałem tylu zabytkowych motocykli wyścigowych w jednym miejscu. Oprócz całościowego przekroju czeskich wyścigówek, można tam obejrzeć z bliska i podziwiać w akcji na torze, nieraz prawdziwe unikaty takich fabryk jak Gilera, Rudge, AJS… nie mówiąc już o Nortonach, Ducati czy całej masie japońskich wyścigówek z lat 70-tych. Wrażenie robią także małe, dwusuwowe, kilkunastobiegowe Kreidlery. Trzeba przyznać, że na tym tle produkty czeskiej Jawy prezentują się całkiem godnie i wcale nie ustępują pola zachodniej konkurencji. Oglądając prototypy wyścigowe Jawy czy „CZ”, dopiero dostrzegamy jaki dystans technologiczny dzielił polskie motocykle lat 60-tych od czeskich… Prawdziwą sensacją była prezentacja na ostatnich zawodach dwóch motocykli legendarnej Jawy V4. Niezapomniane wrażenie zrobił też na mnie dźwięk silnika Wankla w wyścigowej Suzuki RE 5 Rotary.
Cafe Racer: Wspaniałe jest to, że te motocykle żyją! Nie stoją wychuchane pod pokrowcami w ogrzewanych garażach, tylko rozdzierają uszy rykiem silników kręconych „na maksa” i ścigają się na torze jak za najlepszych lat.
Konrad: Wspaniałe jest to, że pomiędzy wyścigami można wejść do paddocku. Przyjrzeć się im z bliska. Obserwować właścicieli rozbierających niemal do rosołu swoje maszyny pomiędzy wyścigami, zamienić z nimi kilka zdań. Panuje tam specyficzna atmosfera. Jeśli zagadasz, zapytasz o jakieś szczegóły, które Cię interesują to traktują cię jak swego i bezproblemowo udzielą odpowiedzi. Chętnie coś doradzą, wdają się w dyskusje…
Cafe Racerp: W zeszłym roku na „300 Zatacek” w klasie sportowej startowało bodajże dwóch Polaków. Spotkałeś jakiś zawodników z Polski na Horice TT?
Konrad: Od trzech lat jeżdżę na te zawody i ani razu nie spotkałem zawodnika z Polski. Raz natknęliśmy się na Polaka z obcym paszportem. Odezwał się po polsku gdy usłyszał naszą rozmowę. Zdaje się, że za młodu startował u nas jako zawodnik… Za każdym razem jak jestem w Horicach dręczą mnie dwie myśli: dlaczego u nas nie można obejrzeć takich zawodów i czy nie udałoby się wziąć udziału w tym wyścigu…. Mam Hondę CB 750 i planuję ja przygotować na wyścigi w Horicach – niestety, jak na razie, planuję tak już od trzech lat a motocykl dalej w proszku).
Cafe Racer: No właśnie! Jakie formalności trzeba spełnić by być dopuszczonym do startu?

Konrad: Trzeba posiadać międzynarodową motocyklową licencję wyścigową. Mimo wszystko to jest prawdziwy wyścig i wymagający tor. Kompletny żółtodziób mógłby na nim zrobić krzywdę nie tylko sobie ale i rywalom znajdującym się obok niego.
Cafe Racer: Zdarzają się wypadki?
Konrad: Niestety tak. Byłem naocznym świadkiem takiego w zeszłym roku. Te maszyny mimo, że „zabytkowe” osiągają spore prędkości a hamulce znacznie odbiegają od dzisiejszych standardów. Trzeba mieć trochę umiejętności by nad nimi zapanować, zwłaszcza na mokrym torze. W 2008 roku ojciec z córką, startujący na sidecarze, wypadli na jednym z zakrętów. Oboje zginęli na miejscu. Przerwano zawody. W zeszłym roku postawiono postument upamiętniający to tragiczne zdarzenie.
Cafe Racer: Jak zdobyć taką licencję?
Konrad: Tu mam problem. Z rozmów jakie odbyłem w PZMot. wynika, że muszę mieć motocyklową licencję wyścigową – skutery ani Supermoto nie wchodzą w grę. Aby zdobyć licencję „B” muszę więc być sklasyfikowany w co najmniej jednej eliminacji Motocyklowego Pucharu Polski choćby w klasie „pretendent”. Ale to nie wszystko, z tego co się dowiedziałem aby zdobyć licencję międzynarodową muszę być posiadaczem krajowej licencji A – czyli takiej jak zawodnicy startujący w Mistrzostwach Polski. Czekam właśnie na rozwój sytuacji, bo możliwe, że da się to jakoś obejść. Już sam start w Pucharze Polski wiąże się ze sporymi wydatkami, jednak ja lubię jeździć po torze – zwłaszcza po poznańskim. Po pierwszych treningowych przygodach na Afryce Twin w 2008r nabyłem w zeszłym roku Yamahę R6 z 2000 roku (choć na dzisiejsze standardy to już też prawie zabytek) przeznaczoną wyłącznie do tego celu.
Cafe Racer: Całe szczęście, ze chce się jeszcze komuś organizować u nas wyścigi z serii Super-Veteran, bo inaczej nie byłoby żadnych możliwości rywalizacji klasyków na torze.
Konrad: No właśnie! Tu mam dylemat. PZMot bardzo rygorystycznie podchodzi do tematu wyścigów motocyklowych i wszelkie zawody organizowane poza jego auspicjami uznaje za nielegalne. Zastrzega nawet tylko sobie prawo do nadawania nazwy „wyścig” albo „rajd” imprezom motoryzacyjnym a każdy wykryty przypadek startu w takiej imprezie zawodnika z licencją PZMot kończy się odebraniem mu tej licencji. Dla mnie priorytetem na dziś jest start w Horicach na CTT i podporządkuję wszystko temu by uzyskać licencję UEM (Europejskiej Unii Motocyklowej).
Wojkop: Przypomina mi to trochę dylematy motocyklistów „outlaws” w USA po II Wojnie Światowej gdy AMA (American Motorcyclist Association) zabroniła im startów w wyścigach organizowanych pod jej auspicjami…
Życzę ci więc spełnienia twojego życiowego marzenia i dziękuję za rozmowę!

Autorem wszystkich zdjęć jest Konrad Filipiak.

4 odpowiedzi na „Czech Tourist Trophy Horice

  1. miro pisze:

    najprawdziwsze moto na świecie………i to kawałek od domu.miro kęty

  2. człowiekrura pisze:

    Ja też polecam wszystkim wyjazd do horice byłem tam razem z Konradem i pozostałą ekipą zabawa przednia . W tym roku też się wybieram pozdrawiam.

  3. kamil pisze:

    kiedy to jest?, chcial bym pojechac

  4. wojkop pisze:

    W tym roku: 09.08. – 10.08. 2014

    Tu masz link do kalendarza imprez:
    http://www.caferacer.com.pl/forum/index.php?topic=1593.0