Stefan na wyścigach


W końcu piątek po południu w ostatniej chwili otrzymałem z naprawy mojego VW Transportera. Namiot, sprzęt do gotowania i grillowania były już gotowe. Pozostało jeszcze zdecydować jakie zabieramy narzędzia i części zapasowe. Tu nie można być pochopnym. Sami wiecie jakie to może być ważne w czasie wyścigu. Odpowiedni wybór świadczy zwycięstwie i klasie kierowcy. Powiedziane – zrobione! Trzy godziny później opuściłem Halle zapakowany, nie bez kilkukrotnego „stop” i wracania się jeszcze po coś. VW T3 tylko pomrukiwał i dziękował mi komfortowym stylem jazdy spalając jedynie 12 l/100 km.
W obozowisku zawodników najpierw przegląd obecnych motocyklistów i maszyn, następnie instalowanie reflektora na dachu busa i stawianie namiotu.
Następny dzień. Pod obozowiskiem od godz. 9.00 stacjonuje radiowóz policyjny. Cieszy mnie to bardzo, bo skoro są tutaj aby zablokować drogę dla chcących przetestować motocykle przed startem – to nie mogą być gdzie indziej, np. na sąsiedniej drodze. Błąd! Mechanik sąsiadów, który wybrał się minibikiem na przejażdżkę do wioski, został zawrócony przez panów w biało-zielonym radiowozie. A więc żadnych rund wieczornych, dopóki rano nie zamkną drogi dla wyścigów. Pozostaje więc tylko grillowanie i piwo… Na moją propozycję po którymś tam piwku z kolei, by przy pomocy oleju rycynowego przeprowadzić „tuning” odchudzający kierowców po całonocnym obżarstwie oczywiście nikt nie poszedł… 😉 Nocą musieliśmy jeszcze niektórych, co bardziej „sztywnych”, sąsiadów umieścić w ich miejscach spoczynku.
W końcu niedziela, dzień zawodów! Wszyscy nerwowi i spięci. Trwają rozmowy o trasie przejazdu, poszczególnych kierowcach. Najpierw nabożeństwo w intencji motocyklistów, potem przydzielanie czasu startu dla poszczególnych grup. Ja idę na start o 10.00 12.00 i 14.00. Przejazdy próbne są rozdzielane w kolejności według numerów startowych. Ponieważ mój jest trzycyfrowy, nie mam zbyt dużych czas na drugi czy trzeci przejazd, ale numeru nie zmienię, ponieważ uważam, że z tą naklejką motocykl wygląda zajebiście! W czasie ustawiania się na polach startowych pytam Heinza Rosnera czy nie zechciał by się zamienić ze mną na motocykl, ale on się tylko śmieje… W końcu flaga startowa i ruszyli! Tor wiedzie jednym pasmem drogi szybkiego ruchu. Wybieram tor jazdy pustym poboczem. Poza mną nikt nie zdecydował się jechać po „tarce”. Mając dużo miejsca odkręcam pełny gaz. Seryjne zawieszenie mojej MZ znosi „tarkę” całkiem dobrze. Mogę dzięki temu bezpiecznie pokonać pierwszy ostry nawrót unikając tłoku. Przy drugim nawrocie jest do pokonania zakręt, który tylko nieliczni – prawdziwi mężczyźni – decydowali się pokonać go na pełnym gazie.
Po pierwszym biegu Andre zauważył, że poluzowała się blokada i zębatka wraz z łańcuchem przesunęła się do oporu w prawo. Łańcuch przycierał cały czas o aluminiowy bok teleskopu. Günni poświęcając swój klucz do świec jako podkładkę dystansującą dokonał naprawy od ręki.
Mimo pracy w olbrzymim napięciu i nerwach tylko nieznacznie spóźniłem się na drugi przejazd.
Po trzecim biegu wreszcie opadło ze mnie całe napięcie i nerwy. Dopiero teraz mogłem przełknąć coś do jedzenia. Ogólnie cały wyścig był bardzo udany. No nie cały, może z małym wyjątkiem gdy na ostatnim zakręcie przed metą pewien mistrz zawodu piekarskiego przewrócił się niszcząc znacznie motocykl. Na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń cielesnych.

Pozdrawiam: wasz OSZ!
Stefan Oßwald
http://www.mehrwerkdesignlabor.de
mail: osswald@burg-halle.de
http://www.formfixer.de
2 x Miele K 50/ 2 x Wanderer 11 AS/ NSU Quick 98ccm/ Rixe Senator/ MZ TS250(Pussy & KGD)/ MZ ES175/ Rennzett/ MZ TS150 (Mathias Rust)/ MZ ES 250/1/ Superelastik/ Jawa Perak 250 Typ11/ Honda CB750 four

Możliwość komentowania jest wyłączona.