The urbans legends – legendy motocyklowe

Na początek, definicja „urban Legends” zaczerpnięta ze strony http://atrapa.net/legendy
Legenda miejska (ang. urban legend) to opowieść, która charakteryzuje się następującymi cechami:

* jej akcja dzieje się niedawno,
* jej bohaterem jest opowiadający, jego krewny czy znajomy lub — częściej — „znajomy znajomego”,
* opowiadana jest jako prawdziwa, opisywane zdarzenia miały zdarzyć się naprawdę,
* rozprzestrzenia się spontanicznie — słuchacze stają się opowiadającymi i rozprzestrzeniają opowieść dalej,
* w trakcie przekazywania ulega modyfikacjom, w opowieści pojawiają się nowe szczegóły, inne giną „po drodze”, często modyfikacje mają na celu dostosowanie opowieści do lokalnych realiów,
* źródła miejskiej legendy są na ogół nieznane, często niemożliwe do ustalenia,
* zawiera emocjonalne elementy (często humoru lub makabry), ostrzega przed fatalnymi skutkami działań sprzecznych z zasadami obowiązującymi w danej społeczności, potwierdza lęki i obawy przez złem czyhającym wokół.

Emblematycznym przykładem miejskich mitów będzie chyba „czarna wołga” porywająca dzieci – postrach opinii publicznej lat 70-tych XX wieku lub historia o pannie młodej której w czasie wesela welon wkręcił się w wentylator i skręciła w ten sposób kark a pan młody z rozpaczy zmarł na zawał.
Jednak bywają też „legendy motocyklowe”. oto przykłady:

Mit pierwszy: „The Biker’s bell „
Ta opowieść krąży po USA, ale nie tylko…
Jest to dzwonek chroniący przed złymi duchami i demonami czyhającymi na podróżujących motocyklistów. Duchy te powodują zarówno wypadki jak i awarie, których przyczyn podróżujący motocyklista za nic nie może dojść. Wystarczy taki dzwonek przymocować do kierownicy, albo do koła. Swoim ciągłym dzwonieniem przyciąga on złe demony i stanowi dla nich pułapkę. Nie mogąc się z niego wydostać demony popadają w obłęd i wbijają się w ziemię. Po każdym tak unicestwionym złym duchu powstaje dziura w drodze(!). Uwaga!!! Dzwonek będzie miał dwa razy większą moc, jeśli otrzymamy go od prawdziwego przyjaciela lub kochającej nas osoby!
Historia powstania amuletu.
Kiedyś motocyklista podróżujący samotnie został napadnięty przez demony hulające na drodze. Opadły one motocyklistę, powodując jego wypadek, w którym złamał sobie nogę. Mimo to, dalej go nękały a biedny biker nie mógł przed nimi uciekać. Zdesperowany zaczął ciskać w złe duchy wszystkim co miał w sakwach podróżnych. Wyrzucił w ten sposób wszystko co miał w sakwach. Został mu jedynie mały dzwonek, którym w akcie desperacji zaczął dzwonić. O dziwo, natychmiast pojawiło się dwóch motocyklistów, którzy mu pomogli a demony zniknęły. Uradowany motocyklista obdarował każdego z wybawców małym dzwonkiem (a jednak miał ich więcej w sakwach icon_mrgreen.gif ) i w ten sposób powstał dzwonkowy „łańcuszek”. Dzwonki mogą też być pamiątką po zmarłym przyjacielu. Należy wtedy przy każdym czyszczeniu dzwonka myśleć o przyjaciołach, których nie ma wśród nas, a dzwonki będą nas strzegły…
Spotykając motocyklistę z dzwonkiem na motocyklu możemy być pewni jednego: ma prawdziwego przyjaciela, lub kogoś kto go kocha….

Źródło:
http://en.wikipedia.org/wiki/Biker’s_bell

Kiedy opisałem ten mit na forum.motocyklistow.pl – dostałem taką oto odpowiedź od użytkownika „Pompka”:
Tak naprawdę historia „biker`s bell” lub „riding bell” wzięła swój początek w od zlotu „Jack Pine Race” (obecnie znanego jako Sturgis Rally) . Dzwoneczki na tasiemce rozdawano tam jako identyfikatory – tak jak teraz opaski czy kartoniki na sznurku. Po zlocie część ludzi je wyrzucała, część trzymała na pamiątkę. Gdy komuś przydarzyła sie awaria albo miał jakieś kłopoty na drodze to przekazywał dzwonek innemu motocykliście który zatrzymał się aby pomóc koledze w potrzebie. I od tego się to zaczęło.

Mit drugi: Wypadek pary motocyklistów

Pewnego razu chłopak i jego dziewczyna jechali na motorze około 200 km
na godzinę.

Dziewczyna: Zwolnij, boję się.
Chłopak: Nie bój się jest fajna zabawa…
Dziewczyna: Proszę zrobię wszystko jak zwolnisz.
Chłopak: Dobrze, przytul mnie bardzo mocno.
Dziewczyna: Dobra, dobra ale zwolnij
(Dziewczyna go przytuliła)
Chłopak: Czy mogłabyś ściągnąć mój kask bo mi przeszkadza i założyć na
siebie
(Dziewczyna zdjęła kask z jego głowy i włożyła na siebie)
Chłopak: A teraz mnie pocałuj i powiedz ze mnie kochasz.
Dziewczyna: Kocham Cie.
(Dziewczyna pocałowała go)
Następnego dnia w gazecie:
W wczorajszym wypadku dwuosobowym który się wydarzył w mieście zginęła
jedna osoba, okazało się że kierowca motoru, w połowie drogi
dowiedział się ze jego hamulce nie działają, a więc dał swojej
dziewczynie kask i kazał jej powiedzieć ze go kocha i poczuć ostatni
pocałunek po czym oddał swoje życie dla niej.”
Jeśli kochasz swoją miłość tak bardzo ze jesteś gotowa dla niej się
poświecić wyślij to 15 osobom z twojej listy…
Wtedy twoja miłość zrozumie ze masz dobre serce i ona także zrobi dla
Ciebie wiele…

Źródło: http://atrapa.net/chains/motor.htm

Najbardziej mnie zdumiało jak wiele na tej stronie „atrapy” pojawiło się komentarzy stających w obronie tego mitu…

Mit trzeci: Stalowa struna na szyi motocyklisty

opowieść z drugiej ręki:
Znajomy znajomego – motomaniak. Miał poważny wypadek, groził mu paraliż do końca życia. Wykaraskał się, wyprostował, doprowadził do stanu używalności.
Odtąd jak wsiada na motor (a wsiada często) to zapina linkę stalową na szyję i przypina do bike’a. Żeby sobie drugi raz nie narobić takiego kłopotu jak miał za pierwszym razem, tylko „rachu ciachu i do piachu”
wypowiedź internauty „bushi” na forum Honda Trójmiasto, http://www.honda.gda.pl/smf/index.php?topic=15798.0;imode [data dostępu: 15 listopada 2008]

Według dziennikarzy portalu interia.pl „historia zna tylko jeden taki przypadek, który wydarzył się kiedyś w Niemczech http://motoryzacja.interia.pl/motocykle/news/motocyklisci-z-linka-na-szyi,1117607,,2 jednak do tej pory łowcom mitów z www.atrapa.net nie udało się tego potwierdzić. Według Lecha Potyńskiego, dziennikarza piszącego o motocyklach, legendę mógł zapoczątkować artykuł w „Kulisach” – nieistniejącej już gazecie: Pisałem wtedy, całkowicie nie znając okoliczności powstawania tej literackiej perełki w „Kulisach”, że pewnikiem kilku kolesi w motocyklowym pubie w ramach dowcipu wpuściło gościa w motocyklowe maliny i naopowiadało bajek o jeździe z prędkością 200 km/h w ulicznych korkach, dodatkowo ze struną uwiązaną do szyi, ot tak, dla podniesienia ciśnienia http://serwisy.gazeta.pl/motocykle/1,56427,2341673.html

Źródło: http://atrapa.net/legendy/stalowalinka.htm#f04

Ja osobiście obawiam się, że jak jeszcze kilka razy pojawi się ta historyjka w gazetach to znajdą się w końcu pretendenci do Nagrody Darwina, którzy takie struny bedą sobie na szyjach wiązać…
A może wy znacie jeszcze jakieś legendy motocyklowe??

Dodane 07.082010
Mit czwarty: Motocyklista bez głowy
Dzisiaj przeglądając „atrapę” natknąłem się na kolejny mit miejski:
[…] parę lat temu — nie wiem, w 2006 lub 2007 — na przejeździe kolejowym między Wolsztynem a Rostarzewem (zachodnia cześć woj. wielkopolskiego) miał miejsce wypadek — motocyklista zaszalał na prostej, nie zahamował i wpadł pod pociąg, który obciął mu głowę. Sam wypadek miał miejsce na pewno (tego dnia jechałem tą drogą i musiałem tłuc się objazdem po lesie), natomiast podobno po wypadku już pozbawione głowy ciało w jakiś sposób na chwilę wstało…
Rzeczywiście taki tragiczny wypadek miał miejsce, doniosła o tym „Gazeta Wyborcza — Poznań” w krótkiej notce w Kronice Policyjnej. Nie ma tam jednak mowy o tym, że bezgłowe ciało wstało po wypadku (ani nawet o obcięciu głowy), zapewne tego rodzaj niezwykły finał wypadku zostałby opisany przez dziennikarzy. Można przeto założyć, że to wieść gminna „ubarwiła” tragiczne wydarzenie. Jest to taki „mikrofolklor”, który dopisuje fantastyczne elementy do rzeczywistych wydarzeń, mikrofolklor lokalny i szybko przemijający (nadawca przytoczonego mejla wersję z ruszającym się bezgłowym ciałem usłyszał kilka tygodni po wypadku, cała sprawa nie pozostała chyba dłużej w zbiorowej pamięci).
Okazuje się jednak, że sam motyw bezgłowego motocyklisty jest bardzo rozpowszechniony we współczesnym folklorze i pojawia się w rozmaitych opowieściach, rozpowszechnianych na całym świecie. Oto historia, którą zgrabnie opowiedział internauta komentujący zamieszczony w „Wyborczej” artykuł o legendach miejskich:
Śląsk. Za Gierka. Wielka ciężarówka wjeżdża na chodnik, wbija się w dom (była wersja, że spadla z mostu do rzeki). Znajdują w niej martwego kierowcę, bez obrażeń. 100 m.dalej, za mostem (nie pamiętam nazwy rzeki) leży motocyklista z uciętą głową. Głowy nie ma! Dopiero po tygodniu znajdują głowę w rzece, 20 km niżej. Arkusza blachy nie było, pofrunął gdzieś daleko na pobocze i ktoś podwędził. Sekcja ciała kierowcy: atak serca. Dopiero b.długie śledztwo wykazało: jechała ciężarówka z arkuszami blachy, nie umocowanymi. Nagły podmuch wiatru i arkusz z góry poszybował i uciął głowę wjeżdżającemu na most motocykliście na emzetce i on sobie dalej jedzie bez głowy, parę sekund. Jadący za motorem kierowca nie zauważył tego, tylko nagle widzi jadącego przed sobą motocyklistę bez głowy z tryskającą fontanną krwi. No i serce mu nawaliło. Wszystko stało się tak szybko, że nikt nie zauważył całości. Kierowca wiozący blachę dowiedział się o tym dopiero, jak organy do niego dotarły, po paru miesiącach. Nie zauważył braku jednego arkusza, bo i tak kradł tą blachę ile wlezie. Było wiele wersji.
Rozmaite wersje tej historii krążyły po całym cywilizowanym świecie, w II połowie ubiegłego wieku odnotowano ją w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Czechach. Legenda o dekapitacji motocyklisty arkuszami blachy apogeum ma już chyba za sobą. Nie udało mi się odnaleźć w internecie żadnych świeżych przytoczeń.”

Dodane 22.05.2011

Unieruchomiony motocykl – Legenda miejska z 2002 roku

(Wrzesień 2001 rok, Virginia) Pracuję w sklepie motocyklowym. Widujemy wielu którzy nie powinni wsiadać na motocykl, ale historia właściciela tego motocykla przebija wszystko.
Przyprowadził do naprawy maszynę z oderwanym całym przodem i tak to wytłumaczył. Sprzęt stał kilka miesięcy bez odpalania. Kiedy chciał uruchomić go ponownie, okazało się że przez czas postoju rozładował się akumulator. To go nie zniechęciło i postanowił odpalić go na pych. (Tu zdanie wyjaśniające co to znaczy). Właściciel mieszkał na szczycie wzgórza, po kilku nieudanych próbach uruchomienia silnika w trakcie staczania się, stanął przed kolejnym problemem: unieruchomiony motocykl był na dole długiej pochyłości. Facet zadzwonił po swoją dziewczynę, żeby przyprowadziła ciężarówkę i wciągnęła go na górę. Jeden koniec liny przywiązał do zderzaka, drugą przewiązał się w pasie i w ten sposób zaczęli wjeżdżać na górę, ona w swoim samochodzie, on na motocyklu. Wszystko było dobrze, póki nie zdecydował jeszcze raz odpalić silnika. Jak tylko sprzęgło zaskoczyło silnik się zablokował, motocykl zatrzymał w miejscu, ale jego właściciel nie. Dziewczyna całkowicie nieświadoma tego co się działo za nią, w najlepsze jechała dalej do domu, ciągnąc powoli swojego faceta za sobą.
Pomimo obrażeń, gość ma wyzdrowieć.
Submitted by: Jack Adams
Źródło: http://www.darwinawards.com/legends/legends2002-01.html
Tłumaczył: Memphis

Dodane 25.08.2012

Motocykl – morderca

Podobno w Warszawie stoi Hayabusa (Suzuki Hayabusa 1300 lub GSX1300R), która „zabiła” już siedmiu kierowców. Jednocześnie z każdego wypadku maszyna wychodziła bez większych uszkodzeń. Podobno jest na sprzedaż (po bardzo atrakcyjnej cenie), ale nikt nie chce jej kupić.

Źródło: Internet

Randka z duchem

Znalezione na jednym z forów internetowych:
Kiedyś mój znajomy podczas wieczoru sensacji, opowiadał o chłopaku-motocykliscie, który poznał dziewczynę na dyskotece, zakochali się w sobie od razu. Jej zrobiło się strasznie zimno i poprosiła go o kurtkę… On jej dał tę kurtkę, następnie odwiózł ją do domu i umówił się z nią na następny dzień. ONa strasznie upierała się, aby umówić się w jakimś miejscu na UL. Nie pamiętam jakiej i On się zgodził.
Kiedy przyszedł w to miejsce na następny dzień wieczorem, zobaczył, że to jest cmentarz, a na jednym z grobów/pomników wisi jego skórzana kurtka. A na płycie pomnika jest napisane imię i nazwisko tej dziewczyny, którą poznał na dyskotece.

4 odpowiedzi na „The urbans legends – legendy motocyklowe

  1. Internautka pisze:

    Czy mit? Wiem, że motocykliści z lubelskiego jeżdżą z linkami na szyjach. I nie jest to mit.

    • wojkop pisze:

      Możesz coś więcej napisać na ten temat? Na pewno nie są to linki blokady antykradzieżowej?? Masz może kontakt telefoniczny albo mailowy z kimś takim? Byłbym wdzięczny za umożliwienie przeprowadzenia krótkiego wywiadu. W razie czego napisz na mojego maila: wojkop(małpa)yahoo.com

    • motomaciey pisze:

      Spotkałaś któregoś osobiście czy klepiesz co Ci ślina na język przyniesie ? Byłem ostatnio w Lubuskiem ale żadnego desperata nie widziałem.

  2. Hector pisze:

    Mieszkam na stałe w Lublinie, jeżdżę często z innymi lubelakami i ten mit z linką na szyi to największa bzdura, jaką w życiu przeczytałem.