Track Day Bydgoszcz 11.05.2015. Spotkanie CRCP

Panowie z Cafe Racer Club Poland starają się choć raz w miesiącu spotkać na jakimś torze, w celu doskonalenia techniki jazdy jak i miłego spędzenia czasu w swoim gronie. W maju padł wybór na bydgoski kartodrom. W słoneczny majowy poniedziałek zjechało do Bydgoszczy 34 motocykle. Część na lawetach i busach, część na własnych kołach. Ponieważ większość klubowiczów pochodzi z Trójmiasta – przeważały tablice rejestracyjne z Pomorza, ale nie zabrakło ekipy ze Szczecina, oczywiście z Marcinem „Magdą” Magdzińskim na czele. Tor w Bydgoszczy – jak każdy tor kartingowy – jest dosyć krótki i wąski – dlatego postanowiliśmy podzielić się na grupy, które zmieniały się co 15 minut. Pierwsza grupa to motocykliści szykujący się do startów w serii zawodów Veteran Cup. Kolejna (w której ja się znalazłem) to „weterany” – czyli oldschoolowe motocykle „cywilne” – przystosowane bardziej do jazdy po drogach niż po torze – wyposażone w oświetlenie, centralne podnóżki itp. a dosiadający ich kierowcy (zwłaszcza ja) nie mieli tak wysoko rozwiniętych umiejętności jak uczestnicy Veteran Cup. Poza nami była jeszcze grupa motocykli „Hi-Tech” w tym oczywiście sportowe „szlifierki’. Ponieważ moja leciwa Yamaha XS360 ma już swoje 38 lat, bałem się trochę katować ją wysokimi obrotami i ostrym redukowaniem biegów. Nie uśmiechała mi się perspektywa pchania jej przez czterdzieści kilometrów do garażu w Toruniu – zwłaszcza, że tego dnia obowiązkowo musiałem stawić się w pracy o godz. 14.00. Stan moich 7-letnich opon Heidenau również nie zachęcał do szaleństw. Nawet po rozgrzaniu, dalej były twarde jak kamienie. Jednak dwa razy udało mi się przytrzeć czubkiem lewego buta po asfalcie! Mój zapał dopiero lekko ostygł, gdy centralna stopka „Małej Czarnej” zgrzytnęła, zawadzając o biało-czerwony krawężnik toru… Mimo to – bawiłem się świetnie! Wybrałem sobie kilka zakrętów, które przy kolejnych okrążeniach starałem się pokonywać na różne sposoby i z różnymi prędkościami, testując możliwości moje i mojego motocykla. To coś wspaniałego mogąc sobie na to pozwolić wiedząc< że „w razie czego” jazda skończy się na trawiastym poboczu toru, a nie pod jakimś tirem czy na chodniku dla pieszych… Poziom umiejętności kierowców w mojej grupie był bardzo zróżnicowany, jednak – pomimo braku wirażowych z niebieskimi flagami – wszyscy dublowani starali się nie zabierać toru jazdy szybszym motocyklom, dzięki czemu nikt nikomu nie psuł zabawy. Z wielkim żalem opuszczałem tor, choć pewnie klubowi koledzy ucieszyli się, że ubył im jeden zawalidroga 😉 Następne spotkanie Cafe Racer Club Poland odbędzie się w czerwcu na torze kartingowym w Koszalinie. Mam nadzieję, ze mnie tam nie zabraknie. Autorzy zdjęć: Krzysztof Latos Rafał Wójcik

Możliwość komentowania jest wyłączona.