Beczka śmierci w Kaźmierzu Wlkp.

Pan Jerzy Oses prowadzi stronę internetową http://www.kazmierz.com.pl/, która jest zarówno kroniką Każmierza Wielkopolskiego jak i rodu Osesów. W dziale „ciekawostki” można znaleźć wzmiankę o o rodzinie Maćkowiaków. Feliks Maćkowiak, jego synowie Jan i Zdzisław, oraz córka Danuta w latach 70-tych występowali na motocyklach w objazdowej „Beczce Śmierci”. Pani Danuta nosząca po mężu nazwisko Wolnik obecnie mieszka w Lesznie.
Autorowi strony udało się nawiązać kontakt z panią Danutą i nakłonić ją do krótkiego wywiadu. Oto on:

Pewnie nie wielu już mieszkańców pamięta czasy, kiedy to w latach 70 – tych do Kaźmierza przyjeżdżała tak zwana „Beczka śmierci”. Było to, coś w rodzaju cyrku z tym, że zamiast namiotu była drewniana konstrukcja w kształcie beczki ustawionej pionowo. „Beczka Śmierci”, miała wysokość około 6 metrów,
wewnątrz po pionowej ścianie jeździł kaskader na motocyklu wykonując przy okazji różnego typu akrobacje. Kaskader potrafił np., jechać stojąc na motocyklu, zdejmując z siebie ubranie itp. Miejsce dla widowni umieszczone było w górnej części beczki skąd ludzie spoglądając w dół podziwiali wyczyny kaskaderów. W czasach, kiedy beczka gościła w Kaźmierzu po ścianach beczki jeździli kaskaderzy z rodziny Maćkowiaków.
Co ciekawe jednym z kaskaderów była kobieta pani Danuta obecnie mieszkanka Leszna, z którą udało mi się nawiązać kontakt po latach.

Jerzy Oses:
Witam Panią
Czy może nam pani w skrócie opowiedzieć o występach Waszej rodziny
w „Beczce Śmierci”?

Danuta Wolnik:
W naszej rodzinie Maćkowiaków jeździł najpierw od 1960 roku ojciec Feliks,
który na motocyklu w beczce woził z przodu mojego, czteroletniego brata Jana.

J.O.
A od kiedy zaczęła się pani przygoda z beczką?

D.W.
Ja zaczęłam jeździć, gdy miałam 16 lat w parze z ojcem.
Potem mając lat 21 jeździłam z 19 letnim wówczas bratem Stanisławem.
W takim składzie jeździliśmy przez dalsze 6 lat.

J.O.
I co potem?

D.W.
Ja zakończyłam jazdę, ponieważ miałam urodzić drugie dziecko.
W następnych latach jeździli bracia Jan i Zdzisław.
Jeździli przez dalsze 5lat.
W momencie założenia swoich rodzin zmienili jednak prace
i zakończyli występy w beczce w roku 1978.

J.O.
Czy jazda po ścianie beczki była bardzo trudna dla pani?
Jakie były rozmiary takiej beczki?

D.W.
Oczywiście początki nie były łatwe, było trochę upadków
jednak nie zawsze było to zależne ode mnie a od motocykla,
który miewał awarie.
Wysokość beczki wynosiła 6 metrów i średnica również 6 metrów.

J.O.
No właśnie z tego, co sobie przypominam jeździliście na motocyklach Jawa.
Czy tak było?

D.W.
Nie zupełnie.
Były to motocykle tzw. składaki.
Silniki od Junaka wmontowane w ramy Jawy.

J.O.
Czy pamięta pani późniejsze losy beczki
czy ktoś inny kontynuował jazdę?
Czy beczka została prze Was odsprzedana komuś innemu?
Czy też po prostu została zlikwidowana?

D.W.
Kiedy bracia zakończyli jazdę, beczkę sprzedali
gościowi z Leszna,
który wcześniej jeździł w kuli.
Motocykle, na których jeździli bracia również zostały
sprzedane razem z beczką.
Po kilku latach jednak ja właśnie na tym swoim
motocyklu jeździłam.
Kiedy to w 1990 roku w Lesznie stanęła beczka
i „facet” przyjechał do mnie, bo nie miał drugiego „jeźdźca”
a wiedział, że kiedyś jeździłam, w tajemnicy przed rodziną
jeździłam, codziennie przez tydzień na treningi
no i po tygodniu już jeździłam z nim w parze.
Trwało to jednak tylko dwa tygodnie i tak przez tydzień
jeździliśmy w Lesznie i tydzień w Poznaniu.

J.O.
Podziwiam pani odwagę i umiejętności.
Bardzo dziękuję za poświęcenie mi swojego czasu.

Kilkadziesiąt zdjęć w większej rozdzielczości można obejrzeć w albumie pana Osesa na jego stronie pod adresem:
http://www.kazmierz.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=273:beczka-mierci&catid=39&Itemid=34&showall=&limitstart=4

Źródło:
http://www.kazmierz.com.pl/

Dopisane 11.11.2008:

Dzięki Breinowi wiem już coraz więcej o losach „Beczki Śmierci”. Wygląda na to, że to ta sama beczka w której jeździ (jeździł?) DrMentos:

„Beczka Śmierci” ma ona wysokość 6m czyli jest bardzo wysoka. Stoi ona we Władysławowie w Lunaparku Waldemara Sowińskiego. Jest to jedyna stojąca beczka w Polsce i największa w Europie. Obecnie jeździ w niej Krzysztof Taczalski „Dr Mentos”, który pochodzi z Lubelszczyzny. Beczka stała długo nie używana ponieważ poprzedni kaskader, który jeździł w beczce odszedł na emeryturę. Długo szukano odpowiedniego człowieka do beczki wielu próbowało i udawało się im wjeżdżać na ścianę lecz spadali inni tylko próbowali lecz nie umieli dopiero po paru latach Dr Mentos dowiedział się że stoi ona w Polsce i pojechał zobaczyć jak ona wygląda i spróbować na nią wjechać. Było parę wypadków, aż do skutki i po kilku dniach jeździł po ścianie, był to sukces. Ściana posiada trzy linie bezpieczeństwa zielona, czarna i czerwona.

Zielona linia jest jeden metr od podłogi i jest to najbezpieczniejsza granica dla kaskadera.

Czarna linia jest cztery metry od podłogi, a od widowni zaledwie 1,5 metra

Czerwona linia jest sześć metrów od podłogi, a od widowni zaledwie 0,5 metra. Blisko czerwonej linii jest zabezpieczenie żeby kaskader nie wypadł na widownie dlatego jest to bezpieczne dla oglądających popisy kaskadera.

(Źródło: „Ścigacz”)

Dopisane przez Czesława 12.11.2008

pamiętam taką beczkę z dzieciństwa. chodziliśmy tam z kuzynami. u nas nazywało się to ściana śmierci w przeciwieństwie do beczki śmiechu.
właziło się na galeryjkę z desek, wszystko się chwiało, poręcz była bylejaka, na dnie stały motory ze cztery, na dwóch jezdzili, dwa stały rozgrzebane, leżały jakieś części i klamory różne. ewolucji nie pamiętam, ale zapach paliwa i spalin, rumor silników na wolnych wydechach pamięta się całe życie. cała konstrukcja falowała i pracowała w rytm krążącego motocykla. im wyżej był jezdziec tym publiczność uciekała bardziej od poręczy i wychylenia galeryjki były znaczniejsze…niesamowite to było…paliwo, spaliny, ryk motorów i rytmiczne bujanie wiotką konstrukcją…
szacun, że ktoś zechciał to reaktywować.

2 odpowiedzi na „Beczka śmierci w Kaźmierzu Wlkp.

  1. maciej pisze:

    Pamiętam tą beczkę na przełomie lat 70-tych we Wrocławiu ma placu przy Żelaznej. Skrzypiała jak cholera, ja jako 8 – 10 letni chłopak byłem zafascynowany. Myśle że pamiętam ludzi z otografii… Obok była strzelnica i karuzela łańcuchowa, nigdy tego nie zapomnę.

  2. Heniu pisze:

    Witam,
    zapraszam na moją stronę, potrafię jeździć w beczce oraz nauczyć innych, którzy chcą zacząć jeździć. Na mojej stronie znajdziecie więcej informacji.