Pracowałem w Triumphie…

Konradowi Filipiakowi ( na zdj. z lewej) udało się zrealizować marzenie niejednego młodego chłopaka zakochanego w motocyklach – w latach 2005/2006 przez 10 miesięcy pracował w fabryce Triumpha w Hinckley. Zetknął się z legendą marki Triumph tak blisko, jak tylko można. Ciekaw byłem nie tyle warunków pracy i płacy (pewnie praca na zmiany we wszystkich fabrykach wygląda podobnie), co wrażeń zapalonego motocyklisty – hobbysty z tego miejsca. Nie pozostało nic innego niż chwycić za telefon i zapytać o to Konrada….

wojkop: Na początek powiedz nam może gdzie dokładnie pracowałeś, co dokładnie robiłeś i jak tam trafiłeś?…
Konrad Filipiak: Pracowałem w fabryce Triumpha w Hincley. Są tam teraz właściwie dwa zakłady. Jeden, to odbudowana fabryka po słynnym pożarze w latach 90-tych. Po odbudowie mieści się tam tylko lakiernia, do której trafiają części od wszystkich produkowanych modeli. W drugim zakładzie znajdują się linie produkcyjne. Ja wraz z pięcioma kolegami trafiłem na lakiernię, gdyż tylko na tym dziale Triumph poszukiwał pracowników. Pracowałem tam 10 miesięcy. Zajmowałem się, kontrolą jakości oraz wykonaniem drobnych, ale wymagających precyzji poprawek poprawek lakierniczych.

wojkop: Dużo Polaków tam pracuje?
Konrad Filipiak: Jak wspomniałem, przyjechałem tam wraz z pięcioma chłopakami z Polski. Oprócz nas była też grupa Estończyków. Poza nami nie natknąłem się na żadnych Polaków, ale z drugiej strony nie mieliśmy też zbyt dużo czasu na poszukiwanie znajomości towarzyskich w fabryce. Zresztą część moich kolegów odeszła z firmy jeszcze przed upływem terminu kontraktu.

wojkop: Aż tak się zawiedli??
Konrad Filipiak: To nie to. Co prawda rzeczywistość wyglądała nieco inaczej niż w opowieściach w agencji pracy w Polsce, ale generalnie byłem zadowolony. Pamiętaj jednak, że nie samą legendą człowiek żyje. Pojechaliśmy tam też po to by zarobić na życie. Jeśli nadarza się okazja polepszyć sobie sytuację życiową – należy ją wykorzystać. To jest tylko praca w fabryce…

wojkop: No właśnie… jak odnoszą się angielscy pracownicy do swojej firmy. Czy traktują pracę tutaj jak coś szczególnego – co nieraz usiłują przekazać nam choćby filmy reklamowe Triumpha. Są wierni marce na wzór japońskich fachowców czy po prostu jest to dla nich robota jak każda inna? Czy na zakładowym parkingu widać dużo motocykli? Czy są to same Triumphy, czy można znaleźć też wśród nich „Japonię”?
Konrad Filipiak: Podejścia do tego są różne, tak jak różni są ludzie. Jedni podjęli tam pracę, bo akurat w pobliżu mieszkają i jest im wszystko jedno co ta za firma, inni są zapalonymi motocyklistami. Na parkingu widuje się sporo motocykli różnych marek. Ktoś do pracy przyjeżdża Harleyem, którego składał po jednej śrubce przez pięć lat, inny uwielbia w wolnych chwilach pojeździć na torze i do pracy podjeżdża GSXR-ką. Stoi tam też dużo Triumphów, ale trudno odgadnąć czy o ich zakupie zadecydowała lojalność i miłość do marki, czy ktoś po prostu skorzystał z okazji, że pracownicy mają przy zakupie upusty i dostęp do specjalnych okazji…

wojkop: W każdym razie zaparkowanie przez pracownika przed fabryką motocykla innej produkcji nie jest uznawane przez dyrekcję za afront?…
Konrad Filipiak: Nie!… Skąd!!!!
wojkop: W Japonii byłoby to nie do pomyślenia…
Konrad Filipiak: Kto wie… Gdyby w Japonii zagraniczne motocykle nie były takie drogie, może wyglądałoby to też podobnie….

wojkop: Czy daje się odczuć jakieś specjalne podejście do tradycji w procesie produkcji. Czy są jakieś elementy produkcji, które wyróżnią Triumpha spośród innych motocykli?
Konrad Filipiak: Czytałem kiedyś relację bodajże Lecha Potyńskiego z wycieczki po zakładach Triumpha zorganizowanej specjalnie dla dziennikarzy z całego świata. Potyński opisywał jak podkreślano uszanowanie i wierność tradycji. Przejawiało się to m.in. tym, że do dzisiaj wszelkie szparunki na klasycznych modelach motocykli malowane są ręcznie i robią to specjalnie uzdolnieni fachowcy, którzy przez lata doskonalili swój fach. Nie wiem jak to jest na montażu motocykli, ale temat szparunków jest mi doskonale znany. Ponieważ nie jest to aż tak trudne zajęcie można zostać takim „cenionym fachowcem” już po kilku miesiącach pracy…Pewnie pokazano im tylko to co chciano pokazać i nie powiedziano, że np. planuje się otworzyć olbrzymią lakiernię w… Tajlandii! Już podczas mojej pracy do lakierni przyjechała grupa Tajlandczyków w celu wdrożenia do pracy. W czasie mojego kontraktu były takie momenty, że lakiernia musiała pracować na trzy zmiany (normalnie pracowaliśmy na dwie) by nie opóźniać produkcji. Stąd pewnie ten pomysł zwiększenia wydajności przy minimalnym podniesieniu kosztów. Niedługo większość części będzie lakierowana w Tajlandii i stamtąd przysyłane do montażu…

wojkop: I pewnie niedługo szparunki będą powstawać pod drobną rączką jakiejś pilnej Tajki…
Konrad Filipiak: Z drugiej strony trudno się fabryce dziwić. Triumph to malutka firma w porównaniu z koncernem Honda czy Suzuki i nigdy nie sprosta Japończykom w wyścigu technologicznym. Co prawda z Daytony 675 Anglicy są dumni i uważają ją za najlepszą „sześćsetkę” w swej klasie, ale tak naprawdę to trzeba stwierdzić, że trudno znaleźć klasę dla tego motocykla. W Anglii na pewno zawsze będzie mogła gdzieś tam startować, ale trzeba pamiętać, że mając o jeden cylinder mniej od japońscich 600-tek ma przewagę ponad 10% pojemności silnika – a to sporo… Triumph ma swoją legendę, której Japończycy nigdy mu nie odbiorą. To właśnie m.in. bliski ci tak „cafe racing”. Dlatego świetnym pomysłem – moim zdaniem – była budowa Speed Tripla, chyba pierwszego na świecie seryjnie produkowanego street fightera, w dodatku – bardzo udanego. Wiadomo, że „street fighter” to historyczny następca „cafe racera”.
Dlatego menadżerowie Triumpha świadomie podążają tą samą drogą co ich koledzy z Harleya Davidsona, podkreślają na każdym kroku wyjątkowość i legendę marki Triumph. Na wzór H.O.G. (Harley Owner Group) powtał R.A.T (Riders Asociation Triumph). Fabryka stara się zjednoczyć właścicieli tych motocykli dając im poczucie, że są częścią legendy i mają może nie najdoskonalszy na świecie motocykl, ale na pewno wyjątkowy.

wojkop: No właśnie. Czy po prawie roku spędzonym w fabryce Triumpha, zmieniło się twoje nastawienie do tych motocykli? Jeśli tak – to na lepsze czy na gorsze?… Czy znasz teraz jakieś punkty w tych motocyklach na które trzeba zwracać szczególną uwagę?
Konrad Filipiak: Powiem ci, że przed podjęciem tam pracy nigdy nawet nie siedziałem na żadnym Triumphie, więc nie miałem o nich wyrobionego zdania. później dopiero zacząłem z ciekawości testować wszelkie modele, których właściciele pozwolili mi dosiąść, jednak żadnym ekspertem w tej dziedzinie po dziesięciu miesiącach spędzonym tylko na lakierni być nie mogę. Z mojego „podwórka” najczarniej wspominam Sprinta ST. Ten to ma najgorsze plastiki do malowania! Pełno różnych słabo dostępnych zakamarków, przetłoczeń… Polerowanie tego to męczarnia!!! Innych zastrzeżeń do niego nie mam…

wojkop: Dzięki za rozmowę Konrad!!!

Możliwość komentowania jest wyłączona.